Urzędnicy mogą wiedzieć o nas wszystko! Nawet to, co wyrzucamy do śmieci. W Poznaniu i okolicach, w nowym roku, mieszkańcy domów jednorodzinnych muszą dokładnie oznaczać swoje odpady.

I to nie tylko kodem kreskowym. Każdy worek ma podany adres

—w TVN 24 powiedział prof. Stanisław Żerko z Instytutu Zachodniego w Poznaniu.

Po co urzędnikom tak precyzyjna wiedza o śmieciach i o tym, do kogo one należą?

Walerian Ignasiak ze Związku Międzygminnego „Gospodarka Odpadami Aglomeracji Poznańskiej” zapewnia, że chodzi tylko o rozeznanie, a kody na workach mają pokazać, czy obywatele segregują śmieci zgodnie ze złożonymi deklaracjami. To jednak może oznaczać grzebanie w śmieciach, a tego obawiają się mieszkańcy.

Nie chcę, żeby ktoś grzebał w moich śmieciach, to są moje osobiste sprawy, w końcu płacę za ich wywóz

—mówi jeden z mieszkańców Poznania.

Na tej podstawie można zauważyć, czy ktoś jest bardziej lub mniej zamożny. Nie trzeba zaglądać do śmieci, wystarczy spojrzeć na liczbę worków. Dla niektórych może to być wskazówka, który dom warto okraść

—komentuje inny.

Walerian Ignasiak - rzecznik GOAP (Gospodarka Odpadami Aglomeracji Poznańskiej) tłumaczy, że na początku firmy odbierające odpady nie będą podchodzić do nowych zasad zbyt rygorystycznie. Będzie czas na to, by mieszkańcy Poznania i powiatu przyzwyczaili się do zmian, a nowe wytyczne mają usprawnić odbiór odpadów.

W każdym razie śmieci przestają być anonimowe. Na workach w Poznaniu będą kody kreskowe, w Opolu w kontenerach zainstalowane zostaną czipy, a w Olsztynie powstaje specjalna aplikacja na telefony komórkowe, dzięki której będzie można donieść na sąsiada, że ten nie segreguje odpadów. Co jeszcze wymyślą urzędnicy?

ann/gloswielkopolski.pl/tvn24.pl/fakt.pl