Na najbliższym posiedzeniu Sejmu (13-16 stycznia 2015 r.) odbędzie się pierwsze czytanie prezydenckiego projektu ustawy o zmianie ustawy – Prawo o stowarzyszeniach oraz niektórych innych ustaw (druk 3019). Wśród wielu szczegółowych techniczno-organizacyjnych propozycji są też pomysły poważnych ograniczeń wolności zrzeszania się oraz projekt radykalnej zmiany charakteru prawno-ustrojowego stowarzyszenia, zmiany tradycyjnej konstrukcji prawnej tej organizacji społecznej.

Obowiązująca ustawa Prawo o stowarzyszeniach w art. 2 definiuje stowarzyszenie jako „dobrowolne, samorządne, trwałe zrzeszenie o celach niezarobkowych” (ust 1), „opierające swą działalność na pracy społecznej członków”; stowarzyszenie „do prowadzenia swych spraw może zatrudniać pracowników” (ust 3.).

Projekt prezydencki podpierając się w uzasadnieniu trzema wybranymi, podobnymi wyrokami sądów (mimo istniejącego sporu i rozbieżności orzecznictwa) wyjątkowo dopuszczającymi (mimo ustawowej zasady „niezarobkowego” charakteru członkostwa w stowarzyszeniu) wynagradzanie członków stowarzyszenia i członków jego zarządu – lansuje i faktycznie wprowadza zarobkowy charakter zrzeszania się w tych organizacjach.

Projekt przewiduje nową lecz wewnętrznie sprzeczną definicję stowarzyszenia. Do istniejącej definicji dodaje na końcu jedno zdanie, które „obala” dotychczasową prawną konstrukcję stowarzyszenia jako organizacji społecznej. Stowarzyszenie, ma więc według projektu, pozostać organizacją „o celach niezarobkowych” ale dopisane zdanie: „jeśli statut stowarzyszenia to przewiduje, członkowie jego władz mogą otrzymywać wynagrodzenie za pełnienie swych funkcji”, otwiera prawną drogę dla zmiany społecznego charakteru stowarzyszenia organizującego obywatelską energię dla celów pozaekonomicznych. Pozwoli to wykorzystywać tę organizację o celach niezarobkowych, jako formę zarobkowania pieniędzy i to w bliżej nieuregulowany i niekontrolowany sposób.

Wewnętrznych sprzeczności proponowanych zmian dopełnia niezmienione jednakże pierwsze zdanie uzupełnianego przepisu, iż „stowarzyszenie opiera swą działalność na pracy społecznej swych członków”. Prezydent dodaje do tego, jak wspomniałam, kolejne, jednak niekonsekwentne zdanie, w istocie zasadę, że jednak w stowarzyszeniu można działać dla wynagrodzenia.

Psuje to tradycyjną, niezarobkową prawną koncepcję stowarzyszenia, czyniąc z niego niepotrzebnie, nowy nieznany twór prawne o hybrydowych cechach. Dla zarobkowania prawo przewiduje bowiem inne formy prawny: zatrudnienia się w jakimś podmiocie lub podjęcie działalności gospodarczej w formie spółki lub indywidualnie.

Projekt błędnie, pokazując przy tym niekompetencję prawną autorów, przekonuje, że nie ma powodów by dyskryminować i ograniczać status członków stowarzyszenia w porównaniu ze statusem pracownikiem innych organizacji społecznych, np. fundacji. Tym bardziej, jak twierdzi Prezydent, iż oba rodzaje organizacji społecznych dysponują dużymi niekiedy środkami na realizację zleconych im zadań.

Autorzy projektu prezydenckiego zapominają jednak o radykalnej różnicy między stowarzyszeniem a fundacją.

Stowarzyszenie, to dobrowolne zrzeszenie osób fizycznych (osoby prawne mogą być tylko członkami wspierającymi), utworzone dla realizacji celów niezarobkowych, opierające swa działalność na pracy społecznej, tj. bez wynagradzania swych członków.

Fundacja zaś nie zrzesza nikogo, żadnych członków tam nie ma. Działa w oparciu to majątek fundacyjny przekazany przez fundatora i realizuje cele wskazane w statucie.

Obie organizacje społeczne dla realizacji swych celów statutowych mogą prowadzić działalność gospodarczą, jednak stowarzyszenie może to robić tylko „siłami” zewnętrznych pracowników; fundacja zaś zarządza swym majątkiem zatrudniając do tego pracowników, którzy, jak pokazują badania, przy słabej kontroli realizacji przez tę społeczną formę „ważnych celów społecznych” – całkiem nieźle sobie żyją. Zwłaszcza, gdy fundacje zasilane są środkami publicznymi (polskimi i unijnymi), gdzie w zarządach zasiadają znani emeryci i celebryci polityczni.

Porównywanie statusu finansowego członków stowarzyszeń i pracowników fundacji, tylko dlatego, że obie te organizacją realizują „cele społeczne”, jest demagogicznym nadużyciem i wprowadza osoby postronne w błąd. Powiedzmy, że w tym przypadku jest raczej efektem braku wiedzy prawniczej.

Tak czy siak, prezydencki projekt chce szeroko otworzyć członkom stowarzyszenia drogę do legalnego już zarabiania w i na „niezarobkowym” stowarzyszeniu, co w kontekście wydawania przekazywanych im (oczywiście nie wszystkich stowarzyszeniom!) publicznych środków na realizację zleconych przez władzę zadań – staje się bardziej zrozumiałe, być może o to właśnie tu chodziło.

Z pomysłem dopuszczenia członków stowarzyszeń do zarabiania w ich „społecznej” organizacji dziwnie logicznie zbiega się inny pomysł projektu. Otóż Prezydent przewiduje możliwość przekształcenia stowarzyszenia z zarabiającymi w nim jego członkami w „spółdzielnię socjalną”, tj. w „formę prawną ze sfery przedsiębiorczości”. Projekt, poza nazwą, nie wyjaśnia jednak o co tu bliżej chodzi. Jednak już na pierwszy rzut oka „pachnie” to tworzeniem ścieżki prawnej dla wyprowadzania ze stowarzyszenia majątku i środków finansowych poprzez niejasne procedury przejścia do „sfery przedsiębiorczości” prawną drogą „przekształcenia w spółdzielnię socjalną”. Niektórzy co bystrzejsi członkowie stowarzyszeń będą mogli więc ufundować sobie regularne, choć prawnie niejasne, przedsiębiorstwo na bazie środków ich dawnego stowarzyszenia.

Projekt ogranicza wolność stowarzyszeń również poprzez istotne wzmocnienie i rozszerzenie nadzoru nad stowarzyszeniami, m.in. poprzez ustanowienie, obok obecnych organów nadzorujących stowarzyszenia (starosta, wojewoda), dodatkowych aż trzech podmiotów, które zostałyby uprawnione do wnioskowania do sądu rejestrowego o rozwiązanie stowarzyszenia. Będą to mogli zrobić także: organ kontroli wewnętrznej stowarzyszenia (?!), kurator stowarzyszenia i sąd z własnej inicjatywy, z urzędu. Po takiej zmianie, z zewnątrz inspirowane rozwiązanie stowarzyszenia nie będzie trudne. Z kolei „organ kontroli wewnętrznej stowarzyszenia” nie powinien zastępować w tak drastycznych kwestiach uchwały całego walnego zgromadzenia stowarzyszenia. Tu inspiracja zewnętrzna, wbrew woli członków, też będzie łatwa.

Projekt ten pozwala tworzyć stowarzyszenie już od 7 osób zainteresowanych (obecnie od 15 osób), co oznacza, że już tak nieliczne, małe organizacje społeczne objęte zostaną zaostrzonymi rygorami nowelizowanego prawa o stowarzyszeniach.

Projekt zmierza do likwidacji instytucji stowarzyszeń zwykłych, bez osobowości prawnej, które po nowelizacji liczyć będzie mogło od 3 do 6 osób (obecnie od 3 do 14). W uzasadnieniu Prezydent wyjaśnia, iż jego zdaniem tak małe stowarzyszenia liczące od 3 do 14 osób nie są potrzebne, i że jest małe nimi zainteresowanie. W to miejsce odgórnie wprowadza zmiany mające zniechęcić do ich tworzenia. Np. ustanawia zmniejszoną maksymalną liczbę członków takiego stowarzyszenia z 14 obecnie do maksymalnie 6 wskazanych w projekcie, wprowadza nowe środki kontroli radykalnego nadzoru nad małymi stowarzyszeniami zwykłymi, które ewentualnie, mimo wszystko powstaną.

Projekt przewiduje też nową poważną barierę dla tworzenia stowarzyszeń zwykłych. Obecnie dla jego powstania wystarczy złożenie do organu nadzorującego (starosty, wojewody) informacji o rozpoczęciu przez stowarzyszenie działalności. Projekt poważnie chce to utrudnić, nakładając na stowarzyszenie zwykłe nowy obowiązek uzyskiwania przez nie też wpisu do nowotworzonej ewidencji tych stowarzyszeń. Na złożone do ewidencji stowarzyszeń zwykłych zgłoszenie o podjęciu działalności organ nadzorujący będzie mógł, po jego przeanalizowaniu złożyć do sadu rejestrowego wniosek o ZAKAZIE założenia stowarzyszenia zwykłego.

Prezydencki projekt zmiany Prawa o stowarzyszeniach realizuje w wielu swych pomysłach plan dalszego, uporczywego ograniczania konstytucyjnych praw i wolności obywatelskich. Tym razem wolności zrzeszania się. Większość głównych propozycji budzi wątpliwości, a niekiedy sprzeciw wobec psucia tradycyjnych, jasnych konstrukcji prawnych i zwiększania „policyjnego” nadzoru nad obywatelską aktywnością w najmniejszej nawet skali. Budzi protest wobec wymyślania ścieżek prawnych dla uwłaszczania się , co cwańszych członków stowarzyszenia, na majątku tych organizacji.

Tylko po co to wszystko, komu ma to służyć?