Kaczmarek: "Nagrania z podsłuchów rozmów telefonicznych, chociażby Kwaśniewskiej, powinny ujrzeć światło dzienne". NASZ WYWIAD

Fot. PAP/Zborowski
Fot. PAP/Zborowski

W głośnej sprawie willi Kwaśniewskich w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą. Jest już akt oskarżenia. Jednak nie dotyczy on ewentualnej korupcji, lecz… jej ścigania. Oskarżonym jest Tomasz Kaczmarek, agent CBA, który prowadził działania operacyjne wobec postkomunistycznego byłego prezydenta i jego małżonki.

CZYTAJ WIĘCEJ: Agent Tomek oskarżony ws. willi Kwaśniewskich. Kaczmarek miał przekroczyć uprawnienia

Czy to jasny sygnał skierowany do policjantów, prokuratorów czy funkcjonariuszy służb, aby pewnych osób i spraw nie ruszali, rozmawiamy z Tomaszem Kaczmarkiem

wPolityce.pl: Wygląda na to, że będzie pan jedynym oskarżonym w sprawie willi Kwaśniewskich w Kazimierzu Dolnym.

Tomasz Kaczmarek: Postawa niektórych prokuratorów i niektórych sędziów w tej sprawie jest zaskakująca. Ubolewam nad tym, że podczas transformacji ustrojowej nie doszło do pełnej lustracji, aby dziś oblicze wymiaru sprawiedliwości wyglądało inaczej. Postawa prokuratury i akt oskarżenia, który został skierowany do sądu, to ewidentne działanie polityczne ukierunkowane na to, aby Platforma Obywatelska tuż przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi mogła odstraszać wyborców od Prawa i Sprawiedliwości mówiąc im, że jeżeli PiS przejmie władzę, to takie instytucje jak policja czy służby specjalne będą wchodzić rano do mieszkań, aby robić Polakom przeszukania. To oczywiście bzdura. Uczciwi ludzie nie mają się czego obawiać. Natomiast przestępcy muszą liczyć się z tym, że w sposób bezkompromisowy będą wyciągane wobec nich konsekwencje.

Czy teraz, gdy – jak pan mówi – padł ofiarą działań politycznych prokuratury, nie żałuje pan, że zrzekł się immunitetu? Ułatwił im pan zadanie.

W momencie, gdy pojawił się wniosek o uchylenie mi immunitetu podjąłem decyzję o zrzeczeniu się go, m.in. po to, aby opinia publiczna nie myślała, że chcę się za nim ukrywać. Dziś uważam, że Polacy zasługują na to, aby całość materiału dowodowego, nie w zakresie metod i form pracy operacyjnej służb specjalnych, ale np. nagrania z podsłuchów rozmów telefonicznych, podsłuchów spotkań, chociażby Jolanty Kwaśniewskiej, powinny ujrzeć światło dzienne. Polacy powinni się móc z nimi zapoznać, aby sami wyrobili sobie zdanie na temat różnych spraw. Choćby na temat prywatyzacji Wydawnictw Naukowo-Technicznych czy zakupu nieruchomości w Kazimierzu Dolnym. Trzy czwarte informacji podawanych przez media jest nieprawdziwych. Dlatego tak istotne jest odtajnienie tych materiałów. Ja bym chętnie panu redaktorowi krok po kroku, godzina po godzinie, przedstawił chronologicznie te zdarzenia, ale złamałbym przepisy prawa i naraziłbym się na zarzuty. Gdyby Paweł Wojtunik, obecny szef CBA zwolnił mnie z tajemnicy, to chętnie o wszystkim bym opowiedział.

Dlaczego nie chcą odtajnić tych materiałów? Przecież w tych rozmowach, np. Jolanty Kwaśniewskiej, nie było raczej tematów, które mogłyby narazić na szwank interesy państwa polskiego.

Obóz władzy boi się w sposób rzetelny informowania obywateli. Bo jeżeli okazałoby się, że CBA pod rządami Mariusza Kamińskiego było służbą skuteczną, realizującą swoje ustawowe zadania wyrywając z korzeniami wrzód korupcji z organizmu Polski, to gloryfikowałoby to PiS. A dziś Platforma nie może sobie na to pozwolić.

Rozmawiał Sławomir Sieradzki

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...