Zabić, by zyskać popularność? To chyba się udało Zuzannie M. Piekłem dla nastoletniej morderczyni będzie cela bez internetu

freeimages.com
freeimages.com

„Geniusz często ociera się o szaleństwo ” — mówi doktor psychologii, komentując w TVN 24 morderstwo popełnione przez dwójkę licealistów. Jest wyraźnie zadowolony ze swej diagnozy, choć wygłaszany przez niego banał zupełnie nie pasuje do historii, która wstrząsnęła Polską.

Zuzanna M, osiemnastoletnia morderczyni, jest powszechnie opisywana jako poetka, która popełniła zbrodnię. Wielu najwyraźniej uważa to za fascynujące: po zbrodni w Rakowiskach utworzony pod poetyckim pseudonimem jej profil na facebooku zyskuje ciągle nowych fanów.

Ciekawe, jakie są motywacje kilku tysięcy osób, które kliknęły „lubię to ” i czy są dla nich samych do końca jasne. To byłby niezły temat dla psychologa. Oczywiście pod warunkiem, że byłby to psycholog inteligentniejszy i mniej skłonny do powielania komunałów niż pan doktor zaproszony do TVN24.

„Bezczelnie zdolna ” pisze o sobie Zuzanna M. na swym profilu. Ani przez chwile nie wątpi, że jest wybitna. I to, oprócz morderczych instynktów różni ją od rówieśników. Bo samo pisanie wierszy jest w tym wieku przypadłością dość powszechną i nie daje patentu na bycie poetą.

Po zbrodni w Rakowiskach media zachowują się tak, jakby chciały uwiarygodnić megalomańskie zapędy Zuzanny M. Symbolicznie wręczają jej poetycki laur. Tak, to poetka, bez wątpienia, może nawet geniusz, jak zdaje się sugerować ekspert występujący w telewizji.

Dobrze, że nie pada inne ulubione słowo Zuzanny M. — „wrażliwość”. Bo chyba nawet najbardziej nonszalanckiemu ekspertowi nie przeszłoby przez usta, gdy chodzi o kogoś, kto usiłuje odrąbać swej ofierze rękę lub podrzyna jej gardło. Nie powinniśmy się zgadzać, by powielać narrację Zuzanny M, realizować jej scenariusz, w którym obsadziła się w roli jednostki wybitnej. Nie kryła fascynacji „poetami wyklętymi ” — Sylvią Plath i Rafałem Wojaczkiem. Ale ona sama nie jest żadną poetką wyklętą, to zwykła morderczyni.

Poznałam kiedyś mordercę, który określał się jako pisarz. We wrocławskim areszcie śledczym kilka lat temu rozmawiałam z Krystianem Balą. Zabił kochanka swej eksżony, a schemat morderstwa przedstawił w zakamuflowanej postaci w powieści „Amok”.

Było to tuż przed procesem. Sprawiał wrażenie, jakby był pewien wygranej.

Zaprosił mnie na spotkanie autorskie.

Powiedziałam, że nie sądzę, by w ciągu kilkudziesięciu lat doszło ono do skutku. A poza tym uważam, że „Amok” nie ma żadnej wartości literackiej.

To drugie stwierdzenie zabolało go jakby bardziej. Może dlatego, że uważał, że w pierwszej kwestii się mylę. Ale dostał dwadzieścia pięć lat, więc jednak wyszło na moje .

Krystian Bala różni się trochę od Zuzanny M. Prowadził grę z czytelnikami i śledczymi, prowokował w poczuciu bezkarności. Jednak nie chciał być złapany i do końca upierał się, że jest niewinny. Zuzanna M., jak twierdzą śledczy, zachowuje się, jakby była dumna ze zbrodni i chętnie o niej opowiada.

We współczesnej popkulturze jest postać, która łudząco przypomina licealistkę z Białej Podlaskiej.

Moi przyjaciele? W jakim świecie żyjesz? Nie potrzebuję przyjaciół. Potrzebuję fanów

— mówi Jill Roberts, młodociana seryjna morderczyni z czwartej części kultowego horroru „Krzyk”. Wyjaśnia niedoszłej ofierze, że chce mieć swe pięć minut sławy, a w czasach internetu zbrodnia jest szybkim i łatwym sposobem, by zaistnieć w przestrzeni publicznej.

Ta pesymistyczna diagnoza Wesa Cravena — profesora literatury angielskiej, scenarzysty i reżysera — jest wyjątkowo trafna, Możemy mieć tylko nadzieję, że tam, dokąd trafi Zuzanna M, nie będzie facebooka, instagramu ani twittera. To będzie dla niej prawdziwe piekło.

Autor

Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...