Jak co roku, okres przedświąteczny, to czas, w którym dzieci uczą się kolęd i związanych z zimą piosenek. W tym roku prawdziwym hitem, zwłaszcza w szóstych klasach będzie piosenka „Jingle bells”, a raczej „Dżingl bels”.

Tegoroczni szóstoklasiści, to uczniowie z pierwszego rocznika podstawy programowej. Nikt więc do tej pory nie miał okazji, by przyglądać się szczególnie uważnie podręcznikom dla szóstych klas, wydanym przez Nową Erę. Zwłaszcza temu do muzyki. A warto. Szczególną uwagę przyciąga angielska piosenka „Jingle bells”, która w podręczniku dla szóstoklasistów zapisana jest, obok angielskiej wersji, w polskiej transkrypcji:

Daszing tru de snoł, in e łan hors ołpen slej, ołr de fildsłi goł, lafing ol de łej.”

Fot. KE
Fot. KE

Transkrypcji piosenki towarzyszy też tłumaczenie, które mija się zupełnie z polsko-angielską wersją piosenki. Co ma z tym wszystkim wspólnego MEN? A to, że MEN ten podręcznik dopuścił do użytku. Żeby było śmieszniej nowa podstawa programowa została przyjęta już w 2008 roku. I przez 6 lat nikomu w Ministerstwie Edukacji Narodowej nie przyszło do głowy, że po 540 godzinach obowiązkowej nauki języka angielskiego w szkołach dzieci powinny być w stanie tekst tej piosenki przeczytać w oryginale i transkrypcji nie potrzebują.

Przecież w klasach 1-3 dzieci mają 2 godziny angielskiego tygodniowo obowiązkowo, a w klasach 4-6 już 3 godziny. Pytanie czy MEN tak nisko ocenia poziom edukacji języka angielskiego w szkołach publicznych, która kosztuje polskiego podatnika co najmniej kilkaset milionów rocznie, czy może raczej osoby, które opiniowały ten podręcznik nie dopatrzyły się niczego niestosownego w zwykłym ogłupianiu dzieciaków? Bo jak inaczej to nazwać? Kongratulejszyns!

Podręcznik do muzyki dla klas szóstych polecam Donaldowi Tuskowi. Na pewno przyda się w Brukseli, zwłaszcza podczas spotkań opłatkowych. Premier nie musiałby się wtedy męczyć z czytaniem w oryginale. A szefowej MEN: Mery Krismas Pani Minister!

Czytaj także: Koniec świata! Natalia Siwiec w roli autorytetu