Jeśli zapomnimy o Grecji, z całą świadomością ułomności demokracji, no to witajcie barbarzyńcy

Fot. sxc.hu
Fot. sxc.hu

Bez wątpienia, ukazane się spolszczenia „Trylogii Tebańskiej” Sofoklesa dokonane w mistrzowski sposób przez Antoniego Liberę, to nie tylko wydarzenie o randze literackiej. W skład „Trylogii Tebańskiej” wchodzą trzy tragedie „Edyp”, „Edyp z Kolonos” i „Antygona”. Powszechnie znana jest „Antygona” jako szkolna lektura obowiązkowa a „Edyp” bardziej kojarzy się współczesnym raczej z „kompleksem Edypa” jako efektowi oddziaływania języka wziętego z psychoanalizy, która to quasi-naukowa koncepcja „zaczarowała” nowoczesny umysł.

Grecja to kolebka naszej kultury, demokracji, szkoła jasnego myślenia o rzeczywistości. To jasne niezafałszowane myślenie, to warunek trwania demokracji. Zatem każde ożywienie ducha greckiego, to ogromny wkład w odnowę fundamentów kultury, także politycznej.
„Antygonę” teraz będzie można już przeczytać bez specjalnego wysiłku.

Nie wiem czy dzisiejsi licealiści przerabiają na lekcjach historii mowę Peryklesa, fragment z „Wojny Peloponeskiej” Tukidydesa? Tendencja jest taka w szkolnictwie, aby raczej ukazywać niesprawiedliwość porządku demokratycznego w Atenach fundowanego na kościach niewolników, niż docenić ten krótki wybuch wolność dziejach, wolności której wtedy doświadczała tylko mniejszość, ateńscy obywatele. Ponadto prawa obywatelskie mieli tylko mężczyźni. Co to za straszne czasy! Skandal! Łatwo ferować wyroki moralne z pozycji naszej ponoć „arcymoralnej” epoki pod adresem nieludzkich systemów społecznych w historii. Takie wyroki ferują często ci którzy współcześnie nie widzą różnicy między CIA a KGB. To symptomatyczne, brak rozumu rekompensują „arcymoralną refleksją”.
Szczególnie bardzo łatwo przychodzi to przedstawicielom „szkoły resentymentu”, którzy jeśli czytają Szekspira czy Sofoklesa,  to po to, aby odkryć u nich zafałszowaną świadomość. Nie widzą własnej a piętnując Sofoklesa za utrwalanie patriarchalnej przemocy, robią wszytko aby sprowadzić geniuszy do swojego poziomu. Wszędzie węszą przemoc i władzę, a sami ustalają nowe hierarchie, czyli są władzą. Chcą zając miejsce geniuszy, albo chcą ich sformatować dla doraźnych politycznych celów. To generacja nowych politruków, która cenzuruje kulturę w imię ideologii politycznej poprawności, posługując się arcymoralnym językiem jako zasłoną dymną. Generacja pozbawiona wyczucia materii historycznej, żyjąca w ahistorycznej z natury rzeczy ideologicznej bańce, w matrixie. Nie widzą, że im bardziej naginają albo niszczą kanon, tym bardziej wyzywają los, przeznaczenie, generują konflikty, wkraczają na teren już opisany przez grecką tragedię. Bo pożytek z takiej ponownej lektury Sofoklesa jest prosty. Historia się nie skończyła, co znaczy że to Ona, albo Fatum albo Przeznaczenie,  jak zwał tak zwał, rozdaje role, a nie samozwańczy funkcjonariusze historii, ideolodzy i komisarze, przekleństwo XX wiecznej historii, która niestety wcale się nie skończyło wraz erozją komunistycznego totalitaryzmu w wersji leninowsko-stalinowskiej. Myślę, że obrona przez ciągłym zalewem ideologii, spowodowała, że Antoni Libera zajął się spolszczeniem Sofoklesa. Sofokles to dla przedstawicieli „szkoły resentymentu” skała, ale wtedy kiedy tłumaczenie bliskie jest duchowi oryginału. Pod koniec października ten znakomity pisarz, tłumacz i eseista, kiedy gościł w poznańskiej Bibliotece Raczyńskich, przyznał, że zabrał się za tłumaczenie tych kanonicznych dla zachodniej umysłowości arcydzieł, ponieważ nie było w polszczyźnie takowych, które oddawałyby ducha tragedii greckiej a brak dobrych tłumaczeń powodował, że reżyserzy dopisywali do Sofoklesa, co chcieli. A tak została im uniemożliwiona destrukcyjna robota. Na poznańskim spotkaniu był komplet publiczności, pełna sala, Antoni Libera znany przede wszystkim jako autor powieści „Madame”, tłumaczonej kilkanaście języków. Jest to stylista najwyższej próby, obdarzony potężnym, wszechstronnym analitycznym umysłem i olśniewającą erudycją.

Rok temu ukazał się zbiór trzech opowiadań „Niech się Panu darzy”, który podbił serca i umysły czytelników. To uznanie u czytelników, niezależnie od wstrzemięźliwości tzw. wpływowej krytyki, gdyż Libera nie lubi pisarskich strategii dekonstrukcjonistycznych, dowodzi, że poważna literatura, która drąży tematy egzystencjalne ma miłośników i że nie wszystkich da się oszukać albo inaczej, że nie wszyscy chcą być oszukiwani. Antoni Libera otwarcie wyrażał swoją niechęć do III RP z powodu braku lustracji i dekomunizacji. Trudno się dziwić, aby intelektualista i pisarz ten klasy, jak mało który zanurzony w żywiole kultury zachodnioeuropejskiej, nie zdawał sobie sprawy z konsekwencji zaniechań i tolerowania rażących niesprawiedliwości, kiedy po komunizmie usiłuje budować się demokrację, system odróżniający nas od wschodnich despocji. Brak lustracji i dekomunizacji, przy jednoczesnym deklarowaniu woli budowy demokracji, jeśli zna się naturę ludzką, choćby z lektury Sofoklesa, to działanie irracjonalne, zakłamane w punkcie wyjścia. Zatem tu nie chodzi o sprawiedliwość w pierwszym rzucie, bo z nią bywa różnie a Fortuna jest kapryśna, ale po prostu o racjonalność, to znaczy jakiś ład moralny, bez którego nie ma wolności.

Trudno nie snuć pewnych oczywistych analogii gdy jesteśmy już za sprawą pracy Libery w starożytnej Grecji, przy Sofoklesie. Grecja oparła się Persji, ale ten dramat walki o utrzymanie systemu politycznego który gwarantuje wolność jak najszerszej grupie ludności nie ma tak naprawdę końca. Casus Ukrainy i Rosji, to odsłona tego niekończącego się horroru historii. Jeśli zapomnimy o Grecji, z całą świadomością ułomności demokracji, jeśli zniknie świadomość czym jest ów fundament wolności, no to witajcie barbarzyńcy. Ale barbarzyńca to nie tylko wróg zewnętrzny. Antoni Libera tłumaczył poezje Kawafisa, który napisał słynny wiersz „Czekając na barbarzyńców”. Jest on diagnozą erozji systemu demokratycznego. O zagrożeniu wrogiem wewnętrznym, barbarzyńcą, dzisiaj występuje on w masce gender, pisała proroczo Hannah Arendt w „Korzeniach totalitaryzmu”.

Zdaje się, że praca translatoryk Antoniego Libery układa się w przejrzysty zamysł. Libera jako tłumacz i biograf przeszedł przez szkołę Samuela Becketta, którego surowa twórczość ma coś w sobie w doryckiego porządku. Grecka forma to minimum słów a maximum sensu. Ten zamysł Libery ma w sobie coś z terapii tlenowej. Uczyć myśleć w czystym, zimnym, ożywczym, zdrowym powietrzu Greków. Poprzez kontakt z wielką literaturą następuje uzdrawianie ducha i umysłu. Wrażliwy człowiek dzięki wielkiej literaturze może zobaczyć jaki jest świat. Niczego więcej od literatury nie można oczekiwać. Jeśli ktoś mówi, że to mało znaczy, że nie ma pojęcia czym jest literatura, a szerzej sztuka. Nasza epoka humanitarystyczna i sentymentalna broni się przed takim myśleniem i „doryckim” odczuwaniem, bo to jest bolesne. Ceną tej ucieczki będzie kaganiec nałożony na zidiociały lud i niewielu zobaczy, kiedy to się stanie. Zobaczą to ci, co czytają Sofoklesa w przekładzie Antoniego Libery. Za sprawą doskonałej polszczyzny przybliżył wielkość Sofoklesa, który „oświetlił” ciemny ludzi dramat jasnym światłem swego geniuszu

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...