Holenderscy lekarze alarmują, że eutanazja i wspomagane samobójstwo „wymknęły się w kraju spod kontroli” – donosi holenderski portal „Dutchnews.nl”. Między 2007 a 2013 rokiem liczba eutanazji w Holandii wzrosła aż o 151 proc. Obecnie 3 proc. wszystkich zgonów następuje za pomocą lekarzy bądź organizacji oferujących pomoc w „godnej śmierci”.

Tylko w przeciągu ostatniego roku liczba eutanazji wzrosła o 15 procent, do 4829 osób, czyli 13 osób dziennie. Szczególnie niepokojący jest jednak wzrost liczby chorych umysłowo, którzy w ten sposób odchodzą z tego świata. W 2013 r. 42 osób z „poważnymi zaburzeniami psychicznymi” zostało uśmierconych za pomocą eutanazji. To trzykrotnie więcej niż w 2012 r. (14 osób). W przypadku osób z demencją ta liczba jest jeszcze wyższa: 97.

Spodziewam się, że liczba eutanazji przekroczy 6000 przypadków w 2015 r. Jeśli chodzi o chorych na raka jest to obecnie standard. Nikt już nie umiera w skutek ciężkiej choroby, tylko jest wcześniej poddawany eutanazji. Jest to postrzegane jako prawo przysługujące pacjentowi i jego rodzinie, bez wyjątków. Lekarze w każdym razie tak to odczuwają i boją się odmówić

—przekonuje prof. Theo Boer, holenderski lekarz i etyk, który w 2001 r. popierał legalizację eutanazji. W międzyczasie zmienił jednak zdanie.

Wielu moich kolegów myślało podobnie. Że mamy odpowiednie organy, które czuwają nad zastosowaniem ustawy z 2001 r., że kontrola jest skuteczna i nie ma niebezpieczeństwa, że dojdzie do nadużyć i eutanazja stanie się rutynową procedurą w przypadku osób chorych, starych i niedołężnych. Myliliśmy się

—tłumaczy etyk. Według niego sytuacja pogorszyła się jeszcze, gdy holenderskie Stowarzyszenie na rzecz Prawa do Umierania (NVVE) stworzyło w ur. tzw. „mobilne kliniki śmierci”.

Lekarze jeżdżą od domu do domu, do ludzi, których w ogóle nie znają. Uśmiercają ich taśmowo. Często po trzech krótkich wizytach. Tymczasem ustawa z 2001 r. wymaga, by lekarz znał pacjenta, by istniała między nimi relacja zaufania. Na to przy takiej liczbie chętnych nie ma już czasu. Poza tym NVVE postawiła sobie za cel, by umożliwić natychmiastową śmierć każdemu, kto przekroczył 70 lat i już nie chce żyć. Bez względu na powód

—dodaje prof. Boer. Jak twierdzi do statystyk dot. eutanazji nie wlicza się osób zmarłych wskutek tzw. „Verstevering” (zagłodzenia). Są to osoby chore bądź niepełnosprawne, które zmarły po tym jak przestano podawać im pokarm i płyny. Jest to praktyka rutynowo stosowana w wielu szpitalach i domach opieki.

Gdyby ich wliczono do statystyk okazałoby się, że ponad 12 proc. zgonów odnotowywanych co roku w Holandii wynika z jakiejś formy eutanazji. Początkowo eutanazja miała być zarezerwowana dla nieuleczalnie chorych w fazie terminalnej. Teraz zabija się także niepełnosprawnych, osoby starsze, chorych umysłowo, ludzi z depresją

—podkreśla. I dodaje:

Wiele osób starszych decyduje się umrzeć za pomocą eutanazji, bo są samotni. Gdyby ktoś zainteresował się losem tych ludzi, zaoferował im pomoc, dałoby się temu zapobiec. Ludzie umierają bo są nikomu do niczego nie potrzebni. Rodzinie, społeczeństwu. W ur. 80-letnia kobieta została uśmiercona przez lekarzy, bo nie chciała mieszkać w domu opieki

Nie lepsza jest sytuacja w sąsiedniej Belgii, gdzie eutanazję zalegalizowano w 2002 r. W  ur. lekarze uśmiercili w Belgii 1807 osób, czyli średnio 5 dziennie. To o 27 proc. więcej niż rok wcześniej. A w lutym br. prawo do eutanazji zostało rozszerzone na dzieci.

W czerwcu br. małżeństwo z Brukseli, w wieku, 86 i 89 lat, zdecydowało się na eutanazję, bo nie chcieli być obciążeniem dla trójki dorosłych dzieci. Ich syn osobiście zawiózł ich do kliniki śmierci w sąsiedniej Holandii.

Jesteśmy starzy, cierpimy na różne, większe i mniejsze dolegliwości zdrowotne, które wynikają z naszego wieku. Żona jest prawie głucha, ja mam raka prostaty. Rozwija się wprawdzie bardzo powoli, ale jakość naszego życia wyraźnie zmalała. Najpierw chcieliśmy się po prostu zabić za pomocą tabletek i worka plastikowego na głowie. Ale nasze dzieci powiedziały, że na to nie pozwolą. Że musimy znaleźć bardziej „elegancki” sposób odejścia z tego świata

—tłumaczyli swą decyzję na łamach belgijskiej prasy. I znaleźli. Ich syn tłumaczył potem, że prawdziwym powodem dobrowolnej śmierci jego rodziców był fakt, że nie mogli dłużej sami o siebie dbać, ale nie chcieli iść do domu opieki. Ich dzieci zaś, wraz z wnukami, nie znaleźli w swych domach dla nich miejsca. Żadne z nich nie chciało ich przygarnąć.

Ryb, Dutchnews.nl, Le Soir, La Croix, Dailymail.co.uk