Dwaj policjanci - Remigiusz M. i Maciej L. - zostali uniewinnieni w związku z tzw. sprawą porwania Olewnika. Obaj funkcjonariusze wchodzili w skład grupy operacyjno-dochodzeniowej mazowieckiej komendy policji w Radomiu, zajmującej się tą sprawą.

O sprawie poinformował serwis tvp.info. W grudniu 2012 r. Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku oskarżyła funkcjonariuszy o niedopełnienie obowiązków służbowych, które mogło narazić porwanego na utratę życia. Rok później Sąd Okręgowy w Płocku uniewinnił obu policjantów, uznając m.in., że gospodarzem postępowania ws. uprowadzenia Olewnika był prokurator i to na nim spoczywała odpowiedzialność za dynamikę i kierunek śledztwa oraz czuwanie nad jego prawidłowym przebiegiem. Sąd Apelacyjny w Łodzi uznał we wtorek, że uniewinnienie jest prawomocne.

Jesteśmy bardzo szczęśliwi, ta sprawa jest sprawą honorową dla policji i ten honor został obroniony

— mówi w rozmowie z tvp.info Jolanta Turczynowicz – Kieryłło, obrońca policjantów oskarżonych ws. Krzysztofa Olewnika. We wtorek Sąd Apelacyjny w Łodzi uznał, że uniewinniający ich wyrok jest prawomocny.

Policjanci zostali uniewinnieni od wszystkich zarzucanych im czynów zarówno w I jak i II instancji. Moi klienci są szczęśliwi. To rehabilitacja ich i ich rodzin. Długo żyli w traumie związanej z zarzutami, zwłaszcza, że to tych dwóch policjantów doprowadziło do ustalenia sprawców uprowadzenia Olewnika. O tym się nie mówi, ale to jest istotne

— mówi w rozmowie z tvp.info Jolanta Turczynowicz – Kieryłło, obrońca.

Czy uniewinnieni policjanci będą domagali się odszkodowania?

Złożyliśmy skargę do Trybunału w Strasburgu w 2001 roku. Ta skarga dotyczy nie tylko przewlekłości postępowania, ale przede wszystkim zakwestionowania treści raportu komisji śledczej. W tym kontekście będziemy domagać się odszkodowania

— wyjaśnia obrońca policjantów.

I dodaje, że jej zdaniem postawienie zarzutów było błędem od samego początku. Przyznaje, że sprawa Krzysztofa Olewnika jest bardzo trudnym śledztwem, które zawiera dziesiątki niewyjaśnionych dotychczas zagadek i, które przez wiele lat nie znalazło rozwiązania.

To była wyjątkowa sprawa. Sprawa porwania Krzysztofa Olewnika nie ma precedensu w Europie. Porywacze potrafili nie odzywać się prawie rok do rodziny. Nie było doświadczeń od kolegów z innych krajów Europy jak postępować w takiej sytuacji. To się nałożyło na stopień skomplikowania sprawy. Do tego doszły przepisy prawne, które uniemożliwiały policji kontrolę taką jak dzisiaj jest możliwa, kontrola korespondencji, mam na myśli tutaj także kontrolę korespondencji telefonicznej. Żyliśmy w innych realiach

— mówi obrońca.

Więcej na TVP Info.

lw