Przekręty, wypadki, potrząsanie prawem – stałe elementy gry w państwie, w którym nikt za nic nie odpowiada

PAP/Andrzej Grygiel
PAP/Andrzej Grygiel

Strach słuchać, strach czytać… Jeśli wieści sugerujące, że przyczyną ostatniego wypadku w kopalni było kompletne zlekceważenie ostrzeżeń wysyłanych przez górników i zostanie ta rzecz potwierdzona, to mamy do czynienia prawie ze zbrodnią.

Kompletna nieodpowiedzialność nie jest jednak w Polsce zjawiskiem przypadkowym, ale wynikiem pewnej atmosfery, sposobu sprawowania władzy. Widać tę przyczynę coraz dokładniej, wszak tak naprawdę, w Polsce nikt za nic nie odpowiada.

Wielu osobom sprawującym najwyższe stanowiska w państwie publicznie zarzuca się kłamstwa i nazywa się je publicznie kłamcami, ale nikt nikogo nie pozywa, ponieważ dowody są tak oczywiste i przygniatające, że każdy sąd musiałby pozew odrzucić. I kłamcy dobrze o tym wiedzą. Brytyjska ekonomistka Noreena Hertz przedstawiła światu system japońskich kłamstw, czyli w jaki sposób tokijskie władze uchylały się od mówienia swemu społeczeństwu prawdy na temat katastrofy atomowej elektrowni Fukushima. Główną rolę odegrali tam wynajęci specjaliści.

Gdyby pani Hertz zechciała przeprowadzić analogiczne śledztwo w sprawie kłamstw polskiego rządu o Smoleńsku, także zresztą z udziałem wynajętych specjalistów, byłby z jednej strony bestseler, ale z drugiej obraz wielkiej tragedii społeczeństwa, które da sobą tak bardzo pomiatać przez precyzyjnie dobraną polityczną mafię.

Tyle afer i … nic. Tyle kłamstw, tyle przekrętów, wielomilionowe premie rozdawane złoczyńcom i miernotom. Drzewiecki powiedział, że to dziki kraj, ale zapomniał dodać, że to dzięki takim jak on sam, jak Nowak, Grabarczyk, Grad, Arłukowicz, dzięki kłamcom i mataczom na najwyższych posadach w państwie. Przedtem i teraz. Miliony rozdane swojej sitwie, miliony przeżarte, przepite, przehulane. Sikorskiemu nie wystarczyło wydać ogromne, przecież nasze wspólne, pieniądze na luksusowe meble dla swego ministerstwa. Po kilka tysięcy za fotel. Teraz w Sejmie, pierwszą decyzją kupuje luksusowe samochody. On nie widzi różnicy pomiędzy bogatymi państwami, a Polską, gdzie strefa biedy jest coraz większa, tysiące dzieci jest niedożywionych. Konkretnie obliczono ostatnio 160 tysięcy. Ślicznotka o nazwisku Mucha zabrała siatkarzom 6 milionów i wpakowała je w koncert, pożal się Boże, gwiazdy. Upadającej, a może nawet upadłej. A na dodatek 200 biletów rozdała po bardzo ulgowej cenie bractwu ze swego ministerstwa. Pani, która doprowadziła PKP do obecnego wyglądu dostaje wielkie odchodne, by zająć jeszcze wyższe stanowisko. Nowaki, Grabarczyki, Grasie, Grady, Arłukowicze ciągle grasują w państwowej kasie, nikt nie patrzy jakich do tej pory narobili tam szkód. Jeszcze raz – nikt tu za nic nie odpowiada, kompromitacja powoduje czasem przesunięcie skompromitowanego na inne, często jeszcze wyższe stanowisko. I ten właśnie schemat powielany jest na wszystkich szczeblach państwowego zarządzania, albowiem przykład idzie z góry. Zachęca do stawiania na nieudaczników, ale bezwzględnie podporządkowanych, wiernych i znających swe miejsce w szeregu.

Z tego właśnie powodu nie liczę na zmniejszenie liczby katastrof w kraju. Ostatnia, w kopalni, jest tylko drobna ilustracją większej całości.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...