Senator Platformy Obywatelskiej Maria Pańczyk-Pozdziej opublikowała w „Dzienniku Zachodnim” tekst, w którym wezwała Ślązaków do walki przeciwko antypolskiej ideologii rozsiewanej przez Ruch Autonomii Śląska.

Jak wytłumaczyć moim słuchaczom, czytelnikom i wyborcom, dlaczego my, Ślązacy, jesteśmy tacy zachowawczy, tacy nieskorzy do obrony własnych przekonań, pojmowania śląskości. Dlaczego dajemy sobie wmówić, że krzykliwa mniejszość ma rację. I dlaczego jest tak wpływowa i tak łatwo nami manipuluje

— czytamy tam taki fragment.

O tym, czy Ślązacy zaczynają się budzić i burzyć przeciwko używaniu ich jako narzędzia do antypolskiej polityki przez Ruch Autonomii Śląska rozmawiamy z senator Marią Pańczyk-Poździej.

wPolityce.pl: W tekście w „Dzienniku Zachodnim” wyraża pani żal, że RAŚ to margines populacji, ale umiejętnie zawłaszcza dla siebie śląskość. Pisze to senator z partii, która zrobiła swego czasu na Śląsku koalicję z RAŚ.

Maria Pańczyk-Pozdziej: No tak, ale ja nie mam nic wspólnego z tą koalicją. Zwalczałam ten pomysł, ale nic nie mogłam zrobić. I wtedy i dziś uważam ją za duży błąd. Nie mam zbyt dużego przekonania do tej organizacji, która po prostu Śląskowi źle życzy.

Jednak – musi chyba pani to przyznać – koalicja z PO wzmocniła RAŚ, politycznie i wizerunkowo.

Oczywiście, z pewnością. Przynajmniej na początku. No bo skoro współrządzili województwem i mimo iż mieli jedynie trzech reprezentantów w sejmiku, więc niewątpliwie koalicja ich wzmocniła.

Wśród separatystów ślązakowskich widoczna jest nadzwyczajna sympatia do niemieckości. Opcja niemiecka jednak istnieje?

Chce pan powiedzieć, że RAŚ to separatyści?

Tak, chcę ich tak nazywać.

Oni temu zaprzeczają…

No dobrze, zmieńmy separatystów na autonomistów.

Oni temu zaprzeczają. Oni twierdzą, że im zależy wyłącznie na tym, żeby śląskość demonstrować, żeby śląskość była wyznacznikiem…

Ależ pani senator, jeśli jakaś organizacja w nazwie ma autonomię, to czego ona chce, jeśli nie autonomii?

Twierdzą, że chcą mieć autonomię w granicach państwa polskiego, chcą mieć autonomię gospodarczą. Tak to określają. Natomiast jeśli chodzi o niemieckość, no to przecież jest tu mniejszość niemiecka - na terenie województwa śląskiego i opolskiego.

Zgadza się, ale w tekście w „Dzienniku Zachodnim” zastanawia się pani nad źródłem finansowania gazety „Ślůnski Cajtung”.

Tak, zastanawiam się nad tym. Cały czas staram się dociec, kto coś takiego jest w stanie wspomagać finansowo z uwagi na to, że tam są ewidentnie treści niemieckie. Ale ja nic oficjalnego o finansowaniu powiedzieć nie mogę, bo nie mam na to dowodów.

Jednak „Ślůnski Cajtung” ma coś wspólnego z RAŚ, prawda?

No głównie z RAŚ!

No właśnie, więc ta opcja niemiecka wśród ślązakowców, powtarzam – ślązakowców, a nie Ślązaków, jest jednak silna?

Myślę, że jest ta opcja niemiecka. Jeśli na marszach Ruchu Autonomii Śląska maszerują ludzie w koszulkach z napisami „Oberschlesien”, „Gorole raus!” itd., no to jest to jednoznaczne. Mój ojciec urodził się na Opolszczyźnie w 1900 r., gdy tam Polski w ogóle nie było. Chodził do niemieckich szkół, bo innych nie było. W domu mówiło się po śląsku, bo literackiej polszczyzny nikt jeszcze wtedy nie znał. Jednak ojciec cały czas, w tym pod okupacją, był „P” (Pole – Polak, przyp. red.). Powiedzenie o sobie na Śląsku w czasie okupacji, że jest się Polakiem było bardzo odważnym gestem. Do dzisiaj mam emaliowane „P”, z którym mój ojciec musiał się meldować codziennie.

Czyli źle się pani czuła reprezentując tę samą partię, w której był poseł Marek Plura, który składa wieńce na grobach niemieckich żołnierzy, którzy zginęli podczas Powstań Śląskich, czy w czasie agresji we wrześniu 39’?

Zawsze się z nim sprzeczałam, bo uważa, że jego widzenie Śląska jest tak odległe do mojego, a przy tym jego logika jest tak pokrętna, że jest nam od siebie bardzo daleko.

Czy obawia się pani, że Plura - obecny europarlamentarzysta - narobi mnóstwo szkód w relacjach Śląska z resztą Polski?

Nie przypuszczam. To jest zupełnie inne forum. Tam jest wielu ludzi, którzy mają podobne ambicje, ale na szczęście nie stanowią większości. Myślę, że więcej złego robi w Polsce, niż tam.

Czy siła RAŚ wynika też z innych aspektów niż tylko z błędu partii rządzącej, że zawiązała koalicję z tą grupą?

Wynika to stąd, że Śląsk jest traktowany przez – ja nie chcę używać takich określeń – przez „warszawkę”, czy Polskę - zbyt obcesowo, po macoszemu. Przez całe lata wypracowywało się na Śląsku wielką część budżetu narodowego. Wiem, że ciąży na nas cała ta gierkowska spuścizna. Śląskowi za to, co zrobił dla Polski, coś się jednak należy. Górnicy pracowali ponad siły fizyczne. Nie uważam, że powinniśmy być jakoś bardziej uprzywilejowani, nie, nie o to chodzi. Jednak uważam, że należy się Śląskowi dobra służba zdrowia, wyższe dotacje itd. Tak więc uważam, że sukces RAŚ bierze się z frustracji w Ślązakach. W Bytomiu zamknięto kilka kopalń i hut, i miasto stało się patologiczne. Rodziny śląskie, będące niegdyś wzorem gospodarczego myślenia, wzorem dobrego wychowania, a tu nagle żywiciele rodzin zostają bez pracy. Łatwo sobie wyobrazić, co ci ludzie czują.

Czy uważa pani, że Śląsk jest specyficznie traktowany przez tą przysłowiową „warszawkę”?

Nie, to nie ja tak to ujmuję. To mówią publicyści, rasiowcy itd.

Ok, ale bardziej chodzi mi o to, czy uważa pani, że Śląsk jest wyjątkowo źle traktowany przez centralę na tle innych regionów polskich?

Uważam, że Śląsk jest niedoinwestowany…

No, ale czy np. Podlasie jest doinwestowane, a Śląsk – celowo – niedoinwestowany?

Śląsk jest niedoinwestowany dlatego, że – tu użyję brzydkiego określenia – ta dojna krowa, która dawała Polsce tyle zysków dzięki swojemu przemysłowi, dziś ten przemysł nie istnieje. Pod tym względem jest niedoinwestowany. I to nie jest wina Ślązaków. Ta tzw. ściana wschodnia zmienia się, jest coraz lepiej doinwestowywana. Wystarczy tam pojechać, aby zobaczyć, że sytuacja się zmienia.

W Rybniku wygrała wybory uzupełniające do Senatu partia, której lider powiedział kilka lat temu o „opcji niemieckiej” na Śląsku, mając na myśli ślązakowców, ale zostało to wykorzystane przez RAŚ do twierdzeń o „atakach na Śląsk”. Wydaje się jednak, że Ślązacy z Rybnika nie przestraszyli się tej partii.

Powiem tak. Te wyniki odnoszą się do artykułu, który napisałam, a który nosi tytuł: „Obudźcie się Ślązacy!”

I to mówi senator z partii rządzącej?!”

No tak. Platforma jest partią rządzącą. Natomiast hasło „Obudźcie się Ślązacy!” skierowałam do niemej większości, bo przecież najwięcej Ślązaków myśli tak jak ja, po polsku, propolsko. Natomiast są oni zastraszeni, poddani ostracyzmowi. Ruch Autonomii Śląska jest bardzo ekspansywny, roszczeniowy, krzykliwy, ma dostęp do mediów. Zawsze to mówię naszym śląskim włodarzom, że brakuje nam tu gazety, w której publikowaliby ludzie myślący inaczej niż rasiowcy. Po moim artykule odezwała się „Gazeta Wyborcza”, która odsądziła mnie od czci i wiary. Już w „Dzienniku Zachodnim” odezwał się młody Smolorz (Paweł Smolorz, syn zmarłego w ub. r. Michała Smolorza publicysty m.in. katowickiej „GW”), który próbował ustawiać mnie do pionu. Coś się jednak zaczyna zmieniać. Dzwonią do mnie ludzie, którzy są zaniepokojeni. Śląskość w dzisiejszym wydaniu nie została nam dana raz na zawsze. Trzeba jej bronić, trzeba umieć się postawić takim, którzy mają szeroki dostęp do mediów, jak np. senator Kutz. Wiele ludzi się boi, ja też się boję, ale mniej, bo mnie znikąd nie wyrzucą, bo ja już jestem emerytką, więc mogą mnie co najwyżej opluć. Boję się jedynie o zdrowie.

Rozmawiał Sławomir Sieradzki