Przyjaciel 17-letniego Kamila: Dokument o śmierci mózgu został wydany niezgodnie z prawem. NASZ WYWIAD

Fot. Facebook/Budzimy Kamila
Fot. Facebook/Budzimy Kamila

17-letni Kamil, który od trzech dni przebywa we wrocławskim szpitalu, dziś ma zostać odłączony od aparatury podtrzymującej życie. Ani rodzina, ani znajomi nie zgadzają się z raportem lekarzy, w którym stwierdzono u pacjenta śmierć mózgu. Twierdzą, że dokument został wydany niezgodnie z prawem, a lekarze nie podjęli działań, które mogłyby uratować życie chłopaka.

Taką opinię wyraża m.in. przyjaciel Kamila, Arkadiusz, z którym skontaktował się nasz portal. Chłopak protestuje w obronie 17-letniego pacjenta

Czytaj również: Chcą odłączyć 17-latka od respiratora. Rodzina i znajomi protestują

Nie ma czegoś takiego jak „śmierć mózgowa”. 17-letni Kamil może żyć! Trwają protesty w jego obronie

wSumie.pl/wPolityce.pl: Dziś pod szpitalem znajomi, a także osoby poruszone historią Kamila, jeszcze raz zaprotestują przeciwko odłączeniu Kamila od aparatury podtrzymującej życie. Czego oczekujecie?

Arkadiusz: Domagamy się w imieniu rodziny, przyjaciół i znajomych Kamila, aby cofnięto dokument o śmierci mózgu, który został wydany przez szpital niezgodnie z obowiązującymi normami. Pacjent był pod wpływem silnych leków sedacyjnych i nigdy się nie stwierdza u kogoś braku aktywności mózgu, gdy ta osoba jest pod wpływem środków farmakologicznych. Lekarze się pospieszyli i nie dali możliwości rodzinie, aby zastosować inne formy terapii. Kamil leży już trzeci dzień w takim stanie, w jakim był wcześniej, a rodzina trzeci dzień zamiast wspierać Kamila w leczeniu, użera się z procedurami, ze szpitalem, policją, prokuraturą, gdzie każdy od każdego odbija piłeczkę, interpretując jakieś tam zapisy, powołując się na jakieś nieklarowne kanony powiedzmy etyczne, które trudno by było usankcjonować prawnie. Taka spychologia powoduje, że Kamil trzeci dzień znajduje się pod respiratorem, a każda minuta oddala go od pełnej sprawności.

wS: Czy lekarze zrobili wszystko, aby uratować życie Kamila?

A: Według niezależnej opinii zewnętrznych ekspertów szpital mógł przeprowadzić jeszcze dwie metody leczenia. Konkretnie chodzi o metodę odbarczenia, która sprawia, że mózg nie jest ściśnięty i może pracować. Nie wszczepiono mu czujnika ciśnienia śródczaszkowego. Taki czujnik wszczepiono m.in. Schumacherowi, który uległ wypadkowi. Te dwie rzeczy u Schumachera zrobiono. W śpiączce przebywał dwa miesiące i w tym momencie żyje. To nie są skomplikowane zabiegi. Od wielu lat takie zabiegi są robione w całej Europie.

wS: Na Facebooku poinformowali Państwo, że podczas ostatniego protestu interweniowała policja. Dlaczego?

A: Trudno powiedzieć co było przyczyną interwencji policji. Przy Kamilu, który leży w osobnej sali, przebywała wtedy matka, która ma do tego prawo. Wszyscy znajomi, którzy przyszli wesprzeć Kamila czekali na zewnątrz na przyjazd prokuratora. Złożyliśmy wniosek o nieprawidłowościach. Wniosek ten nie został przyjęty ani przez policję, ani przez prokuraturę. Okazało się, że w mieście wojewódzkim Wrocław nie ma prokuratora. Prokurator nie przyjechał, za to przyjechało kilka wozów policyjnych. Obstawili główne wejście i pierwsze piętro. Pytanie brzmi, kto zawiadomił policję, w czyim imieniu to robili, co oni chcieli bronić, bo na pewno nie pacjenta i matki. Nasze zgromadzenie ma charakter demokratyczny i informacyjny. Wszystkie osoby, które w nim uczestniczą, zachowują się kulturalnie. Taka typu reakcja policji jest czymś zastanawiającym i nie wiadomo, dlaczego tak się zachowują. Mówimy tu zarówno o policjantach w mundurach, jak i tych po cywilnemu, ubranych w fartuchy medyczne. Policja w całym mieście nie mogła przyjąć wniosku zawiadamiającego prokuraturę o nieprawidłowościach, ale mogli nagle wysłać kilka radiowozów, aby zablokować cały szpital. Tego nie sposób zrozumieć.

Rozmawiała Alicja Czajkowska

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...