Nie ma czegoś takiego jak "śmierć mózgowa". 17-letni Kamil może żyć! Trwają protesty w jego obronie

Fot. Facebook/Wybudźmy Kamila
Fot. Facebook/Wybudźmy Kamila

17-letni Kamil ma być odłączony od aparatury podtrzymującej życie. Lekarze stwierdzili, że jego organy można przeszczepić, bo jego mózg umarł. Z terminem „śmierć mózgowa” nie zgadza się o. Jacek Norkowski OP.

Czytaj również:

Chcą odłączyć 17-latka od respiratora. Rodzina i znajomi protestują

Przyjaciel 17-letniego Kamila: Dokument o śmierci mózgu został wydany niezgodnie z prawem. NASZ WYWIAD

Agnieszka Wolańska, matka nastolatka uważa, że jej syn ma szansę na przeżycie, a lekarze, którzy orzekli śmierć mózgu popełnili rażące błędy. Razem ze znajomymi Kamila protestuje przed szpitalem przeciwko decyzji lekarzy.

Mama Kamila poczuła, jak syn uścisnął jej dłoń…

— powiedział reporter „Wiadomości”.

Zdaniem kobiety może chodzi o to, by szybko pobrać narządy jej syna do przeszczepu.

W sytuacji, kiedy nie dochodzi do pobrania narządów byłoby nieetyczne leczenie zwłok.

— twierdzi z kolei transplantolog, prof. Artur Kwiatkowski.

Ojciec Jacek Norkowski OP tłumaczy, że nie ma czegoś takiego jak śmierć mózgowa, gdyż nie przeprowadzono w tej kwestii żadnych poważnych badań

Wprowadzenie neurologicznych kryteriów śmierci człowieka jest związane z raportem Harvardzkim z 1968 roku, w którym na samym początku pojawia się ciekawe zdanie: „naszym zadaniem jest zdefiniowanie nieodwracalnej śpiączki jako śmierci człowieka”. Kryteria orzekania śmierci na podstawie stwierdzenia nieodwracalnej śpiączki funkcjonują do dzisiaj. Nie wiadomo zresztą, na jakiej podstawie decyduje się, iż dany przypadek śpiączki jest rzeczywiście nieodwracalny. Nigdy nie uzasadniono, dlaczego człowiek w śpiączce miałby zostać uznany za martwego

mówi duchowny w rozmowie z pch24.pl.

Nie przeprowadzono żadnych badań naukowych. Zazwyczaj kiedy w medycynie wprowadza się jakąś nowość, trzeba podać, na jakiej grupie pacjentów zostały przeprowadzone badania, ile trwały i jakie przyniosły rezultaty. Tymczasem przy zmianie definicji śmierci człowieka takich badań nie było! Definicję zmieniono po pierwszej operacji przeszczepu serca w południowej Afryce po to, żeby obronić lekarza, który dokonał przeszczepu i któremu groził sąd za zabicie dawcy. Zmiana definicji śmierci sprawiła, iż sądy zaczęły się nią posługiwać i orzekać, iż w momencie pobierania narządu do przeszczepu nie mamy do czynienia z przestępstwem

— dodaje.

O. Jacek Norkowski twierdzi, że osoby będące w śpiączce są dla lekarzy najlepszymi dawcami.

U osób w śpiączce działa często również ośrodek naczyniowo-ruchowy w rdzeniu przedłużonym, który należy do pnia mózgu. Pozwala to na utrzymanie normalnego ciśnienia krwi i prawidłowej akcji serca. Ci ludzie są stabilni krążeniowo. I są to najlepsi dawcy.

Ze śmierci mózgowej można wyjść. Jako przykład duchowny wskazuje przypadek Zachariasza Dunlapa z USA.

Jednym z głośniejszych jest tutaj przypadek Zachariasza Dunlapa ze Stanów Zjednoczonych, u którego komisja orzekła śmierć i który słyszał przygotowania do własnego pogrzebu. Za dzień czy dwa miały być od niego pobrane narządy

— mówi zakonnik.

Zdaniem. o. Norkowskiego, osoby ze stwierdzoną śmiercią mózgową można wyleczyć.

Wymagają oni jednak intensywnej terapii polegającej przede wszystkim na zapobieżeniu obrzękowi mózgu. Tych działań nie podejmuje się, jeśli u pacjenta zostanie orzeczona śmierć mózgowa.

— zauważa.

Na takich pacjentów jak 17-letni Kamil czeka Klinika „Budzik”. Placówka założona przez Ewę Błaszczyk przez rok wybudziła już 9 osób. Ostatnio ze śpiączki wyszedł 16-letni Daniel, który przebywał w niej przez 15 miesięcy.

Chcą odłączyć 17-latka od respiratora. Rodzina i znajomi protestują

Przyjaciele Kamila założyli na Facebooku grupę „Wybudzimy Kamila”. Zajrzyj, wesprzyj ich walkę o życie kolegi!

MG/”Wiadomości” TVP/pch24.pl

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...