Pewna matka wespół z lekarką zagłodziły 6-letniego chłopca, cierpiącego na porażenie mózgowe. Rodzice pozostawiają swoje dzieci na upale w samochodzie, na wiele godzin. Bezbronna istota, na dodatek przywiązana do fotelika nie rozumie dlaczego, mamusia albo tatuś nie przychodzą, żeby ją ratować. Maluch kona w niewyobrażalnych męczarniach. Chyba, że uratuje go wrażliwy przechodzień.

Czy ci rodzice nie kochają swoich pociech? Czy może traktują je jak obciążenie, albo jako przedmiot, często uciążliwy i zawracający głowę goniącym za sukcesem, za konsumpcją rodzicom. Jest za małe, żeby odnieść sukces i za duże, żeby być zabawką. To co piszę może zirytować Czytelników, którzy kochają swoje dzieci i swoich współmałżonków, z którymi związali swój los w radości i w smutku, przysięgając wierność i trwanie w małżeństwie aż do śmierci. Ale w dzisiejszej dobie młodzi ludzie bardzo chętnie biorą ślub kościelny, traktując go nierzadko jak imprezę na pokaz, wydarzenie, ale nie zobowiązanie. A potem się rozwodzą, bo w ich małżeństwie zabrakło miłości.

Na naszych oczach odbywa się zabijanie miłości, co oznacza zanik wyższych uczuć. Wspierają ten dramat media, prezentujące kolejne rozwody i kolejne śluby gwiazd, gwiazdek i celebrytów. A także polityków, którzy są nie lepsi. Życie dorosłych ludzi zamienia się w zabawę i w duchu zabawy wychowują swoje potomstwo. Potomstwo dzieli się na dwie kategorie, jedna, to potomstwo rozpuszczone, domagające się zabawek i pozbawione wszelkich reguł postępowania. A więc w gruncie rzeczy zagubione i nieszczęśliwe. Druga kategoria to dzieci przygotowywane do odnoszenia sukcesu. Muszą być ładne, bystre i uczęszczać na wszystkie prestiżowe zajęcia, czym mogą się popisywać przed rówieśnikami. Te dzieci są również nieszczęśliwe, bo nie mają dzieciństwa. I są nie przygotowane do zmagania się z przeciwnościami losu. Nie ma sukcesu, nie ma pracy, nie ma gadżetów. Jak żyć?

Są jeszcze na szczęście dzieci normalne, wychowywane w normalnych domach, w których obowiązują zasady moralne, a przede wszystkim stawiane są wymagania, które dziecko musi spełnić, żeby wyrosnąć na wartościową jednostkę. Jest też margines społeczny, w którym dziecko jest nieporozumieniem, zbędnym przedmiotem, który można wyrzucić na śmietnik albo zadręczyć na śmierć. Jednak propaganda, którą wspiera ideologia gender odbiera dzieciom człowieczeństwo, którym jest miłość rodzicielska, a przed wszystkim instynkt macierzyński i instynkt ojcowski. Kobieta, zapłodniona in vitro miała pecha, bo dziecko było niepełnosprawne, więc pragnienie dziecka zamieniło się w odrazę dla maleństwa, które chciało przyjść na świat, wbrew matce, która chciała się go pozbyć. I zażądała od profesora Chazana przerwania tej ciąży. Profesor Chazan się nie zgodził, bo to by godziło w jego sumienie. Dziecko się urodziło ku oburzeniu matki, różnych lekarzy, tzw. opinii publicznej, rozwścieczonych feministek i ministra zdrowia. Przyszło na świat, bo tak chciał Bóg. Jeśli wkrótce umrze, to również z woli Boga.

Nie słyszałam w wypowiedziach osób atakujących profesora Chazana ani słowa o miłości rodzicielskiej ani o zabijaniu miłości. Wręcz przeciwnie, słyszałam o łamaniu prawa i konstytucji. Bezduszność tych ludzi jest przerażająca. To oni, propagandziści cynizmu i hipokryzji pracują na to, żeby rodziło się mniej dzieci i żeby dzieci były traktowane jak przedmiot, służący do zabawy i zaspokajania ambicji rodziców, szkoły i środowiska. Czy uważają się za ludzi, czy tylko za ich falsyfikaty, straszące z ekranów telewizorów.

Przecież są też matkami i ojcami. A dzięki macierzyńskiej i ojcowskiej miłości mogą chodzić po tej ziemi i robić swoje kariery. Dzięki temu, że w czasach komuny ich nie wyskrobano, choć było to dozwolone.