"Dostęp konkurencyjnych sił do mediów musi być mniej więcej równy. Jeśli tak nie jest, to demokracji nie ma." Jarosław Kaczyński na prezentacji wznowionej książki "Czas na zmiany"

fot. wPolityce.pl
fot. wPolityce.pl

Wznowienie książki „Czas na zmiany” z 1993 r.- serii wywiadów z Jarosławem Kaczyńskim było przyczyną do dyskusji, która odbyła się w Pałacu Staszica. Poprowadził ją Jacek Karnowski, redaktor naczelny tygodnika „wSieci”, a uczestniczyli w nim prezes PiS, a także prof. Jadwiga Staniszkis.

Piotr Jegliński, redaktor wydawnictwa, mówił, dlaczego doszło do wznowienia tej książki po ponad dwóch dekadach:

W momencie kiedy przeszedłem ciężką chorobę, leżałem w szpitalu, przyniesiono mi parę książek do czytania. W tym książkę, którą wydałem 22 lata temu. (…) To książka w zasadzie historyczna, bo opisuje oczyma naocznego świadka i gracza tamtych czasów, pewne wydarzenia, które łączą się z 4 czerwca 1989 roku. To niezwykle aktualny temat

— tłumaczył Jegliński.

Ta książka powinna być, myślę, w kanonie książek podstawowych dla poznania współczesnej historii Polski

— oceniał.

Papież mi zawsze mówił na koniec, bym pamiętał, by walczyć o tożsamość społeczeństwa i tożsamość Polski. Tożsamość historyczna. (…) Ojciec święty wspomagał nasze wydawnictwo. Wiele rzeczy nie mogło powstać bez jego życzliwości. To było motywem, że gdy poszedłem swoje horrory szpitalne, postanowiłem, że coś trzeba zresztą życia i trzeba powrócić do wydawania książek

— dodał.

O „Czasie na zmiany”.

To był środek kampanii do europarlamentu – pan premier znalazł czas, by napisać wstęp do tej książki. (…) „Czas na zmiany” jest cegiełką do walki o historię – historia została wyeliminowana ze szkół, a przecież bez niej nie można iść w przyszłość. Szczególnie to dotyczy polityków

— mówił Jegliński.

I dodawał:

Historia nie jest ani lewicowa, ani prawicowa. Należy do całego społeczeństwa

Jarosław Kaczyński na początku podziękował Jeglińskiemu za to, że chciał wydać raz jeszcze tę książkę. Następnie mówił o tym, jak recenzować ją w dzisiejszych czasach.

To dla mnie swoista przygoda. Przygoda miła, choć związana z pewnym ryzykiem, które starałem się choćby po części ograniczyć. (…) Na czym polegały błędy ówczesnego Porozumienia Centrum? Zaskoczę państwa – na skromności. Nie widzieliśmy podstaw, by podejmować się zadań, które odnosiłyby się do całego społeczeństwa nie w sensie programów politycznych czy planu rządzenia, bo takie mieliśmy, ale w sensie głębszym, odnoszącym się do kształtowania świadomości zbiorowej

— mówił szef największej partii opozycyjnej.

Dodał, że podejmując się zagospodarowania niebywałego fenomenu „Solidarności”, była to próba zbudowania polskiej chadecji.

Budowy czegoś, co było niezwykle ważne. Duża partia polityczna, która ma ogromne poparcie, jest przedsięwzięciem partykularnym. Ale nie próbowaliśmy tego przekształcić w polski republikanizm. Tego wątku i tego sposobu myślenia, tej odwagi wtedy nam zabrakło. Te pomysły przyszły później. Dziś uważam, że warto by było zwłaszcza w sytuacji, która powstała w roku 1991, gdy Jan Paweł II przedstawił narodowi pewien program. Wtedy wywołało to potężną repulsję środowisk decydujących o wyglądzie życia publicznego. (…) To, co zostało powiedziane, nie było podjęte, a powinno być. Stwarzało to pewne szanse na przekształcenie i nowe uformowanie, wyartykułowanie do końca kształtu naszej świadomości narodowej i państwowej.

Błąd drugi miał charakter innego rodzaju – myśmy ciągle żyli doświadczeniami PRL, kolejnych sprzeciwów i społecznych buntów. Rzeczywistość społeczna była niezwykle opresyjna wobec bardzo dużej części społeczeństwa.

Myśmy liczyli na to, że społeczeństwo w pewnym momencie powie „nie”. Liczyliśmy na to dosyć mocno – były takie momenty, które zapowiadały ten bunt. Ale on nie następował. Sądziliśmy, że po przejęciu władzy przez komunistów pewna przesłanka została zniesiona – że powstał przeciwnik i znów postkomunistyczna formacja jest szansą na sformułowanie się buntu.

Według prof. Jadwigi Staniszkis partie republikańskie są otwarte, szanujące podmiotowość i zdające sobie sprawę, że tak jak w tej pierwszej fazie transformacji prezes nie docenił radości z tego, że samemu decyduje się o swoim życiu, że to zablokowało bunt, tak w tej chwili ten brak empatii oznacza, że nie docenia się, że ludzie tęsknią do czegoś, co wydobędzie z nich wielkość. Co pokaże, że jest to możliwe i że okaże się, że mają dług do spłacenia wobec przeszłych bohaterów i ich na to stać.

To wymaga znacznie bardziej optymistycznego przekazu, pokazywania tego, co się udało i otwartości – sytuacji działania, bo sumienie to świadomość ścierania się ze złem i decyzja do działania

— powiedziała socjolog i dodała, że partia republikańska to jest nie tylko coś, co jest elastyczne i nastawione na bardzo sprawne rewolucje pałacowe:

Bo w tej chwili pałaców już nie ma, system przeniósł się poniżej tego wymiaru polityki. To jest coś, co jeśli uda się PiS-owi – wydobyć z siebie tę wolę walki, wiarę w zwycięstwo i zmianę modelu partii.

Jej zdaniem w tej chwili konieczne jest pokazanie tej niekompletności struktur sieciowych w Polsce, które są dyspozycyjne wobec zewnętrznych centrów, pozbawione wewnętrznych kontroli, a równocześnie działają jako niesamowicie skuteczne maszyny redystrybucji i budowania tego, co nazywa się klasą polityczną.

Jak na tak beznadziejne rządzenie, to 30 procent jest zdecydowanie za mało. (…) ten strach przed populizmem – gdy technokraci mówią o luce między wydajnością a płacami, to przeciwstawianie sprawiedliwości i wolności – jest nietrafione. Republikanizm to jest formuła, która może to połączyć. PiS przeskoczył Platformę, zdobywając młode pokolenie, chociaż Korwin-Mikke zdobył więcej. (…) Jeżeli prezes będzie miał siłę, by coś takiego stworzyć, to zwycięży w wyborach parlamentarnych. Czas na zmiany – poczynając od PiS i dalej w Polsce.

Kaczyński odniósł się do krytyki:

„Czas na zmiany” - hasło wyborcze – było wtedy złe. Ludzie chcieli wtedy stabilizacji. Myśmy źle rozpoznawali sytuację społeczną. Zarzut, który pani profesor sformułowała wobec mnie – można rozważać poważnie – ale chodzi o złe opisanie formacji społecznej. Każdy polityk stoi przed pytaniem, czy dobrze opisuje atmosferę społeczną. To nie zawsze się udaje

— powiedział polityk, który odniósł się także do tez sondażowych socjolog.

Jeśli chodzi o skromne 32% PiS, to chciałbym, by istniała wśród nas świadomość, która nie powinna nas rozbrajać – wyścig między nami a partiami establishmentu to jak wyścig, gdy jeden goni po tartanie w kolcach, a drugi z workiem kamieni na plecach i na polu minowym. Analizy choćby prof. Czapińskiego wskazują, że w Polsce powinna wygrywać partia konserwatywna. Ale gdzie jest korek? W chorym układzie medialnym. To wszystko, co mówiła prof. Staniszkis jako potrzebny postulaty było formułowane od wielu lat. To nie jest tak, że pojawiło się w tej kampanii. Od wielu lat mówimy o nowej fali kapitalizmu, o drogach dla młodego pokolenia.

W Polsce jest tak, że możemy złożyć przeszło 2,5 mln podpisów, a między 19:00 a 20;00 – w jedynym czasie ważnym w Polsce – tych audycjach oglądanych przez miliony nie ma ani jednego słowa. Nie było ani jednego dnia, w którym nasz zamierzony przekaz był przedłożony społeczeństwu.

Nie można tego nie brać pod uwagę – nie usprawiedliwiam się tym. Jesteśmy w stanie wygrać wybory, ale nie można abstrahować od tego, że w Polsce mamy wysoce ułomną demokracją. (…) Żeby była demokracja, to dostęp konkurencyjnych sił do mediów musi być mniej więcej równy. Jeśli tak nie jest, to demokracji nie ma.

Wizja partii republikańskiej, proszę się nie obrażać, którą pani profesor przedstawiła jest cokolwiek zbyt idealistyczna, jeżeli odwołać się do rzeczywiście istniejących partii republikańskich. (…) Będziemy pracować nad otworzeniem partii. Jeszcze dzisiaj były rozmowy w tej sprawie. To przedsięwzięcie nie łatwe. (..) jesteśmy w szczególnej sytuacji, stąpamy po polu minowym nauczyliśmy się tego. Jesteśmy bliski końca tego pola. Chcę powiedzieć na koniec coś, co ma z książką niewielki związek: zwyciężymy!

lw

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...