W związku z planami nowelizacji ustawy o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej, Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak wystąpił do Ministra Pracy i Polityki Społecznej w sprawie kwalifikowania kandydatów na rodziny zastępcze, weryfikacji ich kwalifikacji co dwa lata, wydłużenia obowiązkowych szkoleń, wnikliwszej kontroli ich pracy.

Optuje również za tym by zmniejszyć koordynatorom pieczy zastępczej liczbę poddanych ich zainteresowaniu rodzin zastępczych. Zapewne wystąpienie to jest pokłosiem niedawnej sprawy rodziny zastępczej z Łęczycy, w której dzieci były bite i molestowane seksualnie, czy tragedii, do jakiej doszło wcześniej w rodzinie zastępczej w Pucku.

Niemal wszystkie propozycje Rzecznika Praw Dziecka są już obecnie realizowane, a różnica ze stanem przez niego postulowanym polega na tym, by wszystko robić na lepszym poziomie, częściej kontrolować rodziców, czy weryfikować ich przydatność, co dwa lata. Brzmi to wszystko na pierwszy rzut oka pozytywnie. Nie uwzględnia jednak tego, że zła atmosfera wobec rodzin zastępczych, spowodowana nagłośnieniem wyjątkowych przypadków sprzeniewierzenia się roli rodziny zastępczej spowodowała zmniejszenie zainteresowania pełnieniem takiej roli.

W wielu powiatach, mimo usilnych starań pracowników pomocy społecznej, nie udaje się znaleźć tyle rodzin zastępczych ile potrzeba, do realizacji postanowień sądów o umieszczeniu dzieci w takiej formie opieki. Rodziny zastępcze coraz bardziej czują się na cenzurowanym i mówią, że ich ciężka praca nie jest doceniana.

W takiej sytuacji np.: weryfikacja ich przydatności, co 2 lata i dalsze wzmocnienie kontroli nad nimi, (co oznacza częstsze odwiedziny w ich domach przez nadzorujących pracowników), jeszcze bardziej zniechęci ewentualnych kandydatów do pełnienia roli rodziców zastępczych.

Może się zatem okazać, że te propozycje będą przeciwskuteczne, a system pieczy nad dziećmi pozbawionymi opieki rodziców naturalnych zostanie podważony przez brak chętnych do pełnienia tej roli.

Te fakty powinny być uwzględnione w projektowanej nowelizacji. Z jednej strony kwalifikacja, szkolenia i kontrola rodziców powinny być na najlepszym poziomie, ale konieczne jest też pamiętanie o autonomii tych rodzin, zaufaniu i stworzeniu przekonania, że jeśli dobrze wykonują swoją rolę to pod byle pretekstem roli rodziny zastępczej nie mogą być pozbawione. Tak jak wychowawca w placówce opiekuńczej, który ma dużą ochronę pracy.

Warto też pomyśleć o rezygnacji z pewnych form kontroli rodzin zastępczych. Dzisiaj, gdy pomoc społeczna zajmuje się kwalifikacją, koordynacją, i szkoleniem rodzin zastępczych nie ma potrzeby by rodziny te były dodatkowo kontrolowane przez kuratorów sądowych na zlecenie sądów, gdy nie ma na ich temat niepokojących sygnałów. Dwie służby plus bacznie przyglądający się rodzinie zastępczej pedagog czy psycholog szkolny to za dużo.

Nadmierna kontrola i brak zaufania zniechęcają do podejmowania czy kontynuowania roli rodziny zastępczej. Dramatyczne sytuacje, jakie miały miejsce trzeba analizować, ale nie muszą one wywoływać od razu zmian prawnych, które powinny być silnie uzasadnione.

Nie wyrabiajmy sobie poglądu o rodzinach zastępczych na podstawie wyjątkowych, szokujących przypadków. Zdecydowana ich większość z ogromnym zaangażowaniem i najlepszą wiedzą, troszczy się o powierzone im dzieci. Wymaga to społecznego uznania i szacunku.

Antoni Szymański