„Makabryczna”, „upiorna”, „pornografia śmierci” – mówią o wystawie ciał preparowanych metodą plastynacji jej krytycy na Zachodzie. W Polsce wydaje się już specjalnie nie bulwersować

fot.mmwarszawa.pl/
fot.mmwarszawa.pl/

Oglądanie spreparowanych ciał ludzkich to wspaniała rodzinna atrakcja. Tak twierdzą organizatorzy wystawy prezentowanej w Warszawie . Nie mogą dać gwarancji, że eksponaty nie są zwłokami chińskich więźniów politycznych.

„Wystawa, która zmieni wasze życie “– brzmi hasło reklamowe ekspozycji Bodies revealed. To kontynuacja wystawy, którą pokazano w Polsce w 2009 roku lat w warszawskim centrum handlowym Blue City.

Wtedy budziła żywiołowe protesty, wypowiadali się przeciwko niej nawet sędziowie Trybunału Konstytucyjnego. Pięć lat później ekspozycja wydaje się już specjalnie nie bulwersować.

Najwyraźniej przesunęła się kolejna granica społecznej wrażliwości. Jesteśmy bierni, choć powinniśmy reagować, nie zauważamy niepokojących sygnałów. To syndrom gotowanej żaby — jeśli żabę wrzuci się do garnka z gorącą wodą, natychmiast wyskoczy. Ale jeśli będzie się podgrzewać wodę powoli, żaba nie zorientuje się w zagrożeniu aż będzie za późno.

„Makabryczna”, „upiorna” „pornografia śmierci ” – mówią o wystawie ciał preparowanych metodą plastynacji  jej krytycy na Zachodzie . Protestowali przeciwko niej duchowni Kościoła katolickiego, rabini i ateistyczni etycy, zarzucając łamanie cywilizacyjnego tabu, które nakazuje traktowane zwłok z szacunkiem.

Jednym z najmocniejszych argumentów przeciw ekspozycji jest też fakt, że nie wiadomo, kim byli ludzie, których ciała są eksponowane. I czy oni lub ich bliscy wyrazili na to zgodę.

Na pewno pochodzili  z Chin. Istnieje mocne podejrzenie, że byli więźniami politycznymi, skazanymi na karę śmierci. Tak twierdzi Amnesty International. A rodziny Chińczyków, którzy trafili do obozów za praktykowanie Falun Gong, tradycyjnej praktyki medytacji i ćwiczeń, żądają przeprowadzenia badań DNA. Chcą ustalić, czy nie są to zwłoki ich bliskich, którzy przepadli bez wieści.

Tego wszystkiego nie przeczytamy jednak na internetowej stronie wystawy, pokazywanej od kilku tygodni  w Warszawie przez czeską firmę JVS Group. Zawiera radosny marketingowy przekaz o „misji edukacyjnej ” i „wspaniałej atrakcji ” dla rodzin i dzieci od lat sześciu. Czeska firma to tylko pośrednik — właścicielem ekspozycji jest amerykańska firma Premier Exhibitions.

Technikę plastyfikacji zwłok poprzez wypreparowanie tkanek i wprowadzenie polimerów opracował i opatentował niemiecki lekarz Gunther von Hagen, zwany „Doktorem Śmierć ”. Zasłynął on między innymi sprzedawaniem poprzez internet preparatów z ludzkiego ciała. Ekspozycje aranżuje w makabryczny sposób, ustawiając zwłoki w sytuacjach z życia codziennego.

„Doktor Śmierć ” miał plany inwestycyjne związane z Polską. Kilka lat temu chciał utworzyć zakład plastyfikacji w Sieniawie Żarskiej na Wielkopolsce. Mieszkańcy protestowali, a pomysł ostatecznie upadł, kiedy ujawniono, że ojciec Gunthera von Hagena służył w SS. „Doktor Śmierć ” oświadczył wówczas, że przyjechał do Polski za wcześnie o pokolenie, ale jego synowi uda się zrealizować te plany.

Maja Narbutt

Autor

Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...