Sąd uchylił decyzję wojewody mazowieckiego o delegalizacji ubiegłorocznego Marszu Niepodległości. Są poważne wątpliwości, czy przedstawiciel rządu Tuska postąpił zgodnie z prawem

fot. Barbara Rode
fot. Barbara Rode

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił decyzję wojewody mazowieckiego o delegalizacji Marszu Niepodległości z 11 listopada 2013 r. WSA nakazał wojewodzie ponowne rozpoznanie sprawy i przyjęcie wniosków dowodowych od organizatorów marszu.

Stowarzyszenie Marsz Niepodległości, które organizowało zeszłoroczny przemarsz ulicami stolicy, w toku którego zaatakowano policjantów, mieszkańców skłotu przy ul. Skorupki, a potem spalono instalację Tęcza na Placu Zbawiciela i podpalono budkę wartowniczą na tyłach ambasady Federacji Rosyjskiej, kwestionowało decyzję prezydenta Warszawy, który zdelegalizował marsz już po incydentach przy ul. Skorupki. Ogłoszoną wtedy decyzję podtrzymał w lutym tego roku wojewoda mazowiecki - stąd skarga stowarzyszenia do WSA.

W odwołaniach kwestionowano przyjęty za podstawę prawną paragraf ustawy o zgromadzeniach mówiący, że można je rozwiązać, jeśli w toku takiej manifestacji dochodzi do zagrożenia zdrowia i życia oraz mienia znacznej wartości. Wojewoda w swej decyzji wskazywał na nagrania, materiały prasowe, notatki służbowe funkcjonariuszy oraz zapis przebiegu posiedzenia sejmowej komisji spraw wewnętrznych, na której z udziałem władz policyjnych omawiano przebieg zdarzeń. Wskazywał, że uczestnicy marszu używali materiałów pirotechnicznych: rac, petard i flar, że dochodziło do ataków na straż marszu, policję i osoby trzecie, zaś organizatorzy nie byli w stanie temu zapobiec.

Jeśli organizator sobie nie radzi, to przedstawiciel ratusza miał prawo uznać, że te wydarzenia zagrażają życiu i zdrowiu ludzi i rozwiązać zgromadzenie. Słusznie uznał, że była do tego podstawa prawna

— zdecydował wojewoda. Doszedł on do wniosku, że po czterech nieudanych próbach połączenia się z szefem stowarzyszenia Marsz Niepodległości Witoldem Tumanowiczem, pracownik Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego stolicy miał prawo uznać, że zachodzi stały brak kontaktu z organizatorem i rozwiązać zgromadzenie - co ogłoszono osobom na czele manifestacji.

W skardze do WSA prawnicy stowarzyszenia zarzucili wojewodzie „niezbyt wnikliwe postępowanie dowodowe, nieprzesłuchanie świadków i nieodniesienie się do wszystkich zarzutów odwołania”. W ocenie organizatorów, demonstranci nie naruszyli prawa, a przebieg zgromadzenia nie zagrażał niczyjemu życiu ani zdrowiu, ani też mieniu o znacznej wartości. Według stowarzyszenia, władze zaniechały obowiązku trzykrotnego ostrzeżenia o tym, że rozwiążą zgromadzenie, bo nie skontaktowali się z organizatorem, nie było też skutecznego ogłoszenia, że rozwiązano zgromadzenie. Kwestionowali ustalenie, że wystąpił „stały brak kontaktu z organizatorem”.

Były dwa marsze niepodległości: jeden prawie stutysięczny, manifestujący pokojowo ludzie chcący uczcić Dzień Niepodległości. Był też drugi - wykreowany przez media głównego nurtu, przedstawiony jako horda nieopierzonych chuliganów niszczących wszystko, co było na drodze. Gdyby widzieć tylko to, można by mówić, że marsz nie miał pokojowego charakteru i decyzja wojewody była słuszna. Obowiązkiem sądu jest oderwanie się od przekazu mediów głównego nurtu

— mówił aplikant Marcin Iwanowski, podtrzymując skargę.

Jego zdaniem, zamieszki do jakich tego dnia dochodziło, odbywały się poza trasą przemarszu, więc organizatorzy nie mogą za to odpowiadać - ta odpowiedzialność leży na służbach publicznych.

Samo posiadanie czy używanie pirotechniki nie wpływa na pokojowy - lub niepokojowy – charakter zgromadzenia. Przez całe lata, gdy materiały te nie były limitowane, używało się ich na zgromadzeniach i dodawały one im uroku i kolorytu

— twierdził prawnik. Jak dodał, decyzja o rozwiązaniu zgromadzenia była nie tylko niewłaściwa i niezgodna z prawem, ale też nieodpowiedzialna i zagrażająca porządkowi - np. doszło do zamieszek pod ambasadą Rosji.

Więc rozwiązanie zgromadzenia nie zapobiegło, ale wywołało zamieszki

— powiedział.

WSA zgodził się z częścią argumentów skarżących i uchylił decyzję wojewody, nakazując mu poszerzenie materiału dowodowego m.in. o przesłuchanie Tumanowicza. Jak mówiła w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Iwona Szymanowicz-Nowak, żeby rzetelnie zebrać materiał dowodowy, trzeba uwzględnić wnioski dowodowe skarżących - i wtedy dopiero wojewoda może ocenić, czy była podstawa do rozwiązania zgromadzenia.

Wyrok jest nieprawomocny. Wojewoda może wnieść od niego skargę kasacyjną lub wykonać go, ponownie rozpatrując skargę stowarzyszenia. Badając skargę może uchylić decyzję prezydenta stolicy o delegalizacji marszu lub też zdecydować tak jak poprzednio - podtrzymać decyzję prezydenta, uznając ją za zasadną.

Slaw/ PAP

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...