"Zbiorowe pojęcie o tym jaka jest młodzież, często jest kreowane przez masowe media, skupiające się na negatywnych sensacjach". Dr Grzelak, psycholog o polskiej młodzieży. NASZ WYWIAD

sxc.hu
sxc.hu

Złych wzorców w masowej kulturze jest bardzo dużo. Dlatego jedność pozytywnych dorosłych, czyli tych pracujących dla dobra młodzieży, jest tak ważna. Jest warunkiem skuteczności działania.

Może ono polegać wyłącznie na szacunku dla systemu wartości rodziców oraz wspieraniu go na kolejnych etapach

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl dr Szymon Grzelak, psycholog, założyciel i prezes zarządu Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej (IPZIN), autor programów profilaktycznych, m.in. programu Archipelag Skarbów.

wPolityce.pl: Przeprowadził pan w ramach IPZIN wiele badań nad młodzieżą w Polsce. Więc jaka ona w końcu jest ta dzisiejsza młodzież? Aż taka zła jak ją malują?

Dr. Szymon Grzelak: W badaniach nad młodzieżą jakie prowadzimy od wielu lat we współpracy z samorządami, w gimnazjach najczęściej, czasami też w szkołach średnich, pytamy młodzież nie tylko o używki, alkohol i narkotyki, ale także o te rzeczy, o których wiemy, że kryje się za nimi pozytywny potencjał. Trzeba pamiętać, że młodzi ludzie często prezentują zupełnie inne postawy na użytek grupy rówieśniczej, a inny choćby wobec nauczycieli. Zbiorowe pojęcie o tym jaka jest młodzież często jest kreowane przez masowe media, skupiające się na negatywnych sensacjach. Widzimy przez szkło powiększające to co jest złe. Tymczasem okazuje się, że ta młodzież jeśli chodzi o postawy, przekonania i sposób myślenia dużo więcej czerpie z systemu wartości rodziców, nauczycieli, z tego co im się przekazuje, niż się nam wydaje. Tylko, że o tym dowiedzieć możemy się tylko poprzez poufny, indywidualny kontakt, bądź za pomocą anonimowej ankiety. Kiedy pytamy na przykład: czy sądzisz, że większość twoich rówieśników już ma za sobą kontakty seksualne?, to odpowiedź będzie brzmiała: tak. Kiedy jednak pytamy: czy uważasz, że warto poczekać z pierwszym kontaktem seksualnym? to się nagle okazuje, że ten młody człowiek ma poglądy bardzo konserwatywne. I takich rozbieżności jest bardzo dużo. Okres dojrzewania to jest taki czas, kiedy w młodym człowieku walczy ze sobą pewien przekazany, lepiej czy gorzej, przez najbliższych, system wartości z pewną niedojrzałością. Nie są oni jeszcze do końca ukształtowani. Stąd rozbieżność między tym jak się zachowują, a jak chcieliby się zachowywać. Mądre wspieranie przez rodziców, szkołę i samorząd tej młodzieży nie oznacza przyjęcia tych złych zachowań po prostu do wiadomości na zasadzie: trudno, musimy się z tym pogodzić. Bo jest ten pozytywny potencjał na którym można budować. Jeśli chodzi np. o źródła wiedzy o miłości, to rodzice wciąż są na pierwszym miejscu. Zaufanie do rodziców odnośnie wiedzy o miłości i seksualności wyprzedza wszystko inne. Internet, rówieśnicy są dużo dalej. Nikt nie ma szans z rodzicami.

Czyli to rodzinie wciąż przypada najważniejsza rola wychowawcza?

Jak najbardziej. Przeprowadziliśmy w 2013 roku badania na naprawdę dużej próbie młodzieży. Ponad 5400 uczniów wzięło udział w ankiecie. Były trzy źródła wiedzy o seksualności do wyboru. Duża część ankietowanych wymieniła rodziców i nauczycieli jako źródła wiedzy o seksualności. Porównaliśmy tą młodzież z tą, która nie wymieniła rodziców i nauczycieli tylko Internet i pisma jako swoje źródło wiedzy i okazało się, że odsetek inicjacji seksualnej w tej drugiej grupie jest trzy razy wyższy. To znaczy, że tam gdzie ten rodzic i nauczyciel jest blisko i wychowuje tego młodego człowieka, to po prostu działa. Ten potencjał pozytywny jest.

Tyle, że obecnie państwo coraz bardziej usiłuje przejąć rolę wychowawcy. I próbuje narzucać młodym ludziom pewne treści, choćby ideologię gender, które są często niezgodne z wolą i wartościami rodziców…

Skuteczne działania profilaktyczne i wychowawcze z różnych dziedzin, czy to antyalkoholowe, antynarkotykowe, czy zwalczania przemocy, by były skuteczne, muszą budować na potencjale lokalnym, muszą szanować postawy, poglądy i wartości kultywowane przez lokalne społeczności. W przypadku młodzieży musza szanować też to co myślą rodzice, czyli wartości przekazywane w rodzinie. Jeśli nie robi się tego w przypadku takich działań, to są one po prostu nieskuteczne. Wtedy nie mamy efektów, tylko mamy poczucie walki między dorosłymi. Jedni dorośli mówią mi to, drudzy co innego. Gdybyśmy do świata dorosłych, tych, którzy troszczą się o młodzież, zaliczyli poza rodziną, nauczycielami i samorządowcami, także polityków, to zauważymy, że oni wszyscy, wspierając młodzież w tym trudnym okresie życia, muszą się zmierzyć z potężnymi przeciwnikami, w postaci nakręcanego przez reklamę i biznes konsumpcyjnego stylu życia, seksualizują. Złych wzorców w masowej kulturze jest bardzo dużo. Dlatego jedność pozytywnych dorosłych, pracujących dla dobra młodzieży, jest tak ważna. Jest warunkiem skuteczności działania. Może ona polegać wyłącznie na szacunku dla systemu wartości rodziców oraz wspieraniu go na kolejnych etapach.

Jak ta jedność w działaniu o której pan mówi jest obecnie realizowana w Polsce?

W tej chwili rozpoczęliśmy badanie, które próbuje to sprawdzić. Uruchomiliśmy w tym celu ankietę na II Kongresie Rodziny. Jak to wygląda ze strony nauczycieli, samorządowców, rodziców. Na ile pomocniczość państwa względem rodziny jest realna. W pilotażu tej ankiety, który przeprowadziliśmy, jest zawarte pytanie: na ile masz poczucie, że zasada, iż państwo powinno wspierać rodzinę w wychowaniu dzieci i szanować to konstytucyjne prawo rodziców, jest przestrzegana? Na poziomie szkoły, na poziomie samorządu lokalnego i samego państwa. Z wstępnego sondażu wynika, że im dalej od rodziców tym gorzej. Nierespektowanie tej zasady jest widoczne przede wszystkim na najwyższym szczeblu państwowym. Szkoły respektują, samorząd respektuje, tylko państwo nie. Jest to oczywiście także związane z członkostwem Polski w UE, czyli unijnych regulacji. UE powinna sprawy delikatne, światopoglądowe szanować, ale potem pojawiają się takie dokumenty, jak Konwencja Rada Europy ws. przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet, które ten obraz burzą. Tam n.p. jest umieszczony taki paragraf, ze przyjmuje się perspektywę gender jako nadrzędną wobec wszystkiego innego. I to jest bardzo dziwaczne pod względem wiedzy naukowej, psychologicznej. Są bowiem różne perspektywy, oparte na wiedzy o rozwoju człowieka. Dlaczego perspektywa gender ma być nagle nadrzędna wobec wszystkich innych? Międzynarodowe dokumenty powinny być budowane w oparciu o całokształt obecnej wiedzy a nie z wybraniem jednej perspektywy. Dlatego powstanie poważny problem, jeśli ta konwencja zostanie ratyfikowana. W wielu wymiarach pozostanie ona bowiem martwą literą. Społeczności lokalne, rodzice, szkoły, nie będą bowiem chciały jej wdrażać. Po co więc taki dokument w ogóle podpisywać? Odnoszę wrażenie, że to wynik oderwania politycznych elit od rzeczywistości.

Rozmawiała Aleksandra Rybińska

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...