Prof. Binienda: Prace ekspertów zespołu smoleńskiego układają się w spójną układankę. Brzoza nie ma związku z przyczynami tragedii. NASZ WYWIAD

Fot. M. Czutko
Fot. M. Czutko

Robię to, co umiem. Chciałbym dodać jednak swoją małą cegiełkę do tej sprawy

— mówi portalowi wPolityce.pl prof. Wiesław Binienda.

wPolityce.pl: W czasie swojego ostatniego wykładu mówił Pan, że udało się Panu pozytywnie zweryfikować tezy i badania Glena Jorgensena. Powoływał się Pan również na doświadczenia Grzegorza Szuladzińskiego. Czy to oznacza, że wyciągają Panowie wspólne wnioski dot. przyczyn tragedii smoleńskiej?

Prof. Wiesław Binienda: Tak, potwierdzam. Wszystkie prace panów Jorgensena, Nowaczyka, Berczyńskiego, Szuladzińskiego i moje układają się w spójną układankę. Wszystkie części pasują. Myśmy weryfikowali nawzajem swoje wyniki. Pan Glenn Jorgensen weryfikował moje badania, ja sprawdziłem jego prace. Nie chcemy, by w tej sprawie były jakiekolwiek wątpliwości. Nasze wyniki potwierdzają się i pozwalają wyciągać takie same wnioski.

Wszyscy panowie uznajecie, że brzoza nie miała nic wspólnego z przyczynami tragedii smoleńskiej? To fałszywa teza?

Brzoza nie ma związku z przyczynami tej tragedii. Niestety… Wiele czasu poświęciłem na jej badanie. Myślałem, że może zasadzę ją sobie w ogrodzie w ramach ochrony przed samolotami. Jednak okazuje się, że nie jest ona dobrą ochroną. Lepsza jest rakieta ziemia-powietrze. Brzoza okazuje się fałszywym tropem.

Pokazał Pan w czasie wykładu dwa odczyty wysokości – z systemu TAWS oraz z systemu wysokości barometrycznych. Dlaczego te dwa odczyty się różnią?

Jednym z tłumaczeń jest podejrzenie, że odczyty wysokości barometrycznej są zapisane na czarnych skrzynkach, które są w rękach Rosjan, które były odczytywane przez Rosjan kilka razy. Oni mogli zmodyfikować te odczyty. Widać, że oba odczyty są analogiczne, mają taki sam kształt, ale różnią się wartościami. Co ciekawe, te odczyty zaczynają się różnić od siebie tylko, gdy samolot zbliża się do Smoleńska. Wcześniej odczyty są takie same.

Te odczyty mogły być na bieżąco zakłócane?

To mogło dziać się poza świadomością pilotów i załogi. Oni mogli widzieć prawidłowe odczyty i wysokości, a do pamięci mogły wchodzić już zmanipulowane zapisy. Specjaliści mówią, że takie manipulacje nie są trudne.

W czasie dyskusji po wykładzie pojawiła się uwaga, że badania aerodynamiczne, które Pan obecnie prowadzi nie są dla wyjaśnienia Smoleńska ważne. Czy nie powinniśmy się rzeczywiście skupić raczej na badaniu choćby obecności materiałów wybuchowych?

Robię to, co umiem. Nie jestem chemikiem, nie mogę się wypowiadać na temat obecności czy braku obecności materiałów wybuchowych. Dobrze byłoby, żeby badania na ich obecność w sposób rzetelny i profesjonalny zostały przeprowadzone. Potrzebne są także badania medyczne, sekcje. To trzeba zrobić, ale ja tego robił nie będę. Chciałbym dodać jednak swoją małą cegiełkę do tej sprawy. Dlatego wciąż badam, robię doświadczenia. To są prace wykonywane kosztem amerykańskiego podatnika. To miliony dolarów, które zostały włożone przez USA po cichu dla Polaków.

W czasie prezentacji mówił Pan o tym, że po zmianach politycznych dla sprawy smoleńskiej może być lepszy czas. Naukowcy obecni na wykładzie wskazywali, że widać obecnie niechęć do sprawy smoleńskiej. Po wyborach może być lepiej?

Mam nadzieję, że tak będzie. Rzeczywiście liczę na zmiany. Czekamy na to i modlimy się gorąco.

Rozmawiał Stanisław Żaryn


„Pogrzebana prawda. Zwierzenia rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej” autorstwa dziennikarza wPolityce.pl i tygodnika „wSieci” Marka Pyzy już w naszym „wSklepiku.pl”.

„Kto nie przeczyta, nie zrozumie współczesnej Polski”!

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...