Smoleńsk? My dowiedliśmy, że tam były wybuchy. Trzeba tylko dojść do wiedzy, kto tego dokonał i dlaczego. Przeciwko nam, uczciwym badaczom, wytoczono iście goebbelsowską infoagresję. Wojskowi prokuratorzy w Warszawie powinni zdjąć polskie mundury i założyć rosyjskie” - mówi małżeństwo - dr Maria Szonert-Binienda, założycielka fundacji Libra Institute i od 2014 roku wiceprezes Kongresu Polonii Amerykańskiej, oraz prof. Wiesław Binienda, doktor inżynierii mechanicznej, profesor University of Akron - w rozmowie z dziennikarzami RMF FM.

Ujawnione dziś zapisy z kokpitu stanowią daleko idącą amatorską interpretację, ukierunkowaną pod oficjalną tezę, czyli oficjalną wersję tragedii smoleńskiej

—twierdzi Maria Szonert – Binienda. Według niej jest to odczyt zmanipulowany.

Po pierwsze dlatego, że nie zawiera pewnych istotnych wypowiedzi, które były jednoznacznie określone we wcześniejszych dwóch profesjonalnych raportach. Po drugie zmienia treść wypowiedzi z kokpitu absolutnie kluczowych dla sprawy. Czyli nie rozwija, tylko zmienia treść kluczowych wypowiedzi. Poza tym, jeżeli chodzi o tak zwane dodatkowe odczyty, te 30 procent, o których słyszymy, to polegają one głównie na daleko idącej interpretacji, która na przykład stoi w sprzeczności z interpretacją, która wcześniej była przedstawiana na konferencjach smoleńskich

—podkreśla. Oraz zaznacza, że „cały ten odczyt nie zawiera istotnych wypowiedzi, natomiast manipuluje kluczowe wypowiedzi i zawiera daleko idącą interpretację dodatkowych dźwięków pod ustawioną z góry tezę”.

Tutaj szczególnie chciałabym się skoncentrować na kluczowej wypowiedzi, która została zmanipulowana. Mianowicie chodzi o godzinę 08:40:41. W tym miejscu we wszystkich raportach i odczytach ostatnich pięciu lat mieliśmy kluczową wypowiedź kapitana Protasiuka, na wysokości 100 metrów, czyli na wysokości decyzyjnej. Wypowiedź ta brzmiała „odchodzimy na drugie”. Chciałam podkreślić z całą mocą, że nawet rosyjski raport pani Anodiny zawiera tę właśnie wypowiedź, mówiącą o tym, że kapitan Protasiuk na wysokości decyzyjnej wydał komendę odejścia, czyli nie lądowania, zgodnie z procedurami. I tu mamy dramatyczną sytuację, ponieważ autor dzisiejszego transkryptu, dzisiejszej rewelacji, znany pod pseudonimem „soundamator”, który publikuje na salonie24 od dawna, zaraz po katastrofie smoleńskiej bardzo wcześnie w procesie dochodzeniowym stanął na stanowisku, że te słowa „odchodzimy na drugie” są źle odczytane, że naprawdę one znaczą „dochodź wolniej”. Tę tezę forsował systematycznie przez wiele lat, gdyż oryginalny odczyt nie pasował do tezy „lądowania za wszelka cenę”

—Tłumaczy mec. Binienda.

I okazuje się dzisiaj, że mimo że pan ten jest całkowicie niewiarygodny i mimo że przedstawiciele prawni rodzin zakwestionowali jego udział w ogóle w zespole biegłych, okazuje się, że on miał możliwość pojechania do Moskwy i przywiezienia z Moskwy rzekomo wiarygodnego nagrania, w którym to nagraniu odczytał właśnie, dokładnie te słowa „dochodź wolniej”, czyli potwierdził swoją tezę, którą forsował z wielkim uporem i zawzięciem od samego początku. Tak więc, argument, że mamy dokładniejsze odczyty jest nieprawdziwy. Mamy odczyt potwierdzający pewne tezy określonej grupy ludzi

—dodaje. Jej zdaniem ujawnienie transkryptu służy do potwierdzenia tezy naciskowej i zdyskredytowania zarówno polskiego prezydenta, jak i polskiego generała, Dowódcy Polskich Sił Powietrznych, jak i polskich pilotów.

Z wielkim bólem przeczytałam na waszej stronie internetowej, że rewelacje eksperta o nicku „soundamator”, czyli tego, który sam nazywał się amatorem dźwięku, właśnie te rewelacje zawierają wzmiankę o tym, że było podawane piwo na pokładzie samolotu, czyli wracamy do koncepcji pijanego generała Błasika w kokpicie. Jest to proszę państwa dla nas Polaków, dla wszystkich, którzy mówią po polsku, jest to ogromny policzek, ogromny kolejny policzek

—uważa Maria Szonert-Binienda i podkreśla, że w kwestii panów Artymowiczów ma bolesne doświadczenie, „gdyż w wyniku ich działalności połowa polskiego społeczeństwa postrzega prof. Biniendę, który jest niezwykle szanowany i wysoce ceniony na zachodzie, jako pierwszego kłamcę Polski”.

Dla mnie to jest, niestety, propaganda goebbelsowska. Dlatego, że - przynajmniej tak ja to odczytuję - propaganda goebbelsowska charakteryzowała się wielką agresją w promowaniu oczywistego kłamstwa, czyli zakrzyczeć, bez względu na to jak głupi ma się argument. Jeżeli się go będzie głośno krzyczało odpowiednio długo to w końcu ludzie już, że tak powiem dla świętego spokoju, się poddadzą

—przekonuje wiceprezes Kongresu Polonii Amerykańskiej.

Wiemy, że nastąpiła eksplozja, która urwała ogon tego samolotu. Mamy przenoszony statecznik. Na zdjęciach satelitarnych widzimy, jak Rosjanie przenosili dowody o 50 metrów bliżej miejsca uderzenia w ziemię. Widzimy, że jedni robią rzetelną pracę, polegającą na najbardziej dokładnych obliczeniach i eksperymentach, a drudzy przenoszą dowody i zmieniają miejsce katastrofy

—przypomina jej mąż, prof. Wiesław Binienda. Według niego ukazanie się książki Jürgena Rotha pokazuje, że są jakieś przecieki u Niemców.

To być może wskazuje, że będą jakieś przecieki także z innych krajów. Dowiemy się. Ale tak jak powiedziałem, my mamy wyniki konkretnych badań chemicznych, które pokazują, ze były używane konkretne materiały wybuchowe, a przede wszystkim mamy ekspertyzę pana doktora Szuladzińskiego, który w 2009 roku opublikował 800-stronicową książkę, w której można znaleźć wszystkie aspekty katastrof lotniczych. On jest ekspertem od eksplozji w strukturach lotniczych i on jednoznacznie powiedział, że rozerwanie samolotu na fragmenty zanim jeszcze ten samolot uderzył w ziemię i rozszarpanie pasażerów na fragmenty jest dowodem wybuchu

—utrzymuje prof. University of Akron. Jak twierdzi sytuacja wokół śledztwa ws. katastrofy Smoleńskiej powoli się zmienia.

Z naszych źródeł tutaj w Stanach Zjednoczonych już stosunkowo dawno mieliśmy informację, że jednak są wskazania na wybuch, są wskazania na zamach wśród dobrze poinformowanych źródeł amerykańskich. Myślę, że z czasem te informacje również wyjdą na jaw

—wtóruje mu żona, Maria Szonert-Binienda. Według niej polscy prokuratorzy wojskowi powinni zdjąć mundury polskie i założyć rosyjskie.

Myślę, że ta ostatnia wrzutka medialna ma na celu przypomnieć Polakom, jacy to jesteśmy niekompetentni i nieodpowiedzialni i jak wielką winę ponosimy za Smoleńsk. Po to, żeby to śledztwo umorzyć. Na drugiej konferencji smoleńskiej zaprezentowałam analizę, w której porównywałam katastrofy lotnicze, w których ginęły głowy państwa. Wszystkie okazały się aktami sabotażu i politycznym morderstwem. Historia uczy, że póki mordercy są przy władzy, póty niewiele można zrobić. Tak więc należy liczyć na to, że potrzebny jest okres od dziesięciu do dwudziestu lat, żeby ekipa zaangażowana w takie morderstwo odeszła od władzy, żeby można było w miarę obiektywnie wrócić do ustalenia przyczyn takich właśnie akcji, politycznych morderstw

—podkreśla Maria Szonert-Binienda.

Ryb, rmf24.pl