W dolinie Barcelonette wciąż trwa niebywały ruch. Nad lądowiskiem w Smoleńsku cmentarna cisza

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

Będzie o prawdzie, zasadach, dobrych obyczajach, spisanych lub nie, oraz katastrofach lotniczych. Rozbicie się niemieckiego samolotu Germanwings w Alpach Francuskich pochłonęło 150 istnień ludzkich. W Europie takiej hekatomby nie było od 2008 roku. Natychmiast włączają się władze trzech zainteresowanych państw: Francja, na której terytorium zdarzyła się katastrofa, Niemcy – niemiecka linia lotnicza, większość pasażerów pochodzenia niemieckiego oraz Hiszpania – samolot leciał z Barcelony do Dusseldorfu, a wiele ofiar, to Hiszpanie. W „dolinie śmierci” pojawili się ratownicy, aby pomóc ewentualnym rannym, w bazie zawisły flagi francuska, niemiecka i hiszpańska, pomoc psychologiczna dla członków rodziny, mieszkańcy wioski Barcelonette udostępniali im bezpłatnie pokoje, a restauracje oferowały darmowe posiłki. Na miejsce katastrofy przybyli Angela Merkel, prezydent Hollande i premier Mariano Rajoy, wszyscy poważni i przejęci strasznym zdarzeniem i po ludzku zmartwieni tragedią rodzin. Bundestag, Kortezy i Zgromadzenie Narodowe uczciły śmierć ofiar minuta ciszy, w ambasadach wystawiono księgi kondolencyjne.

W ciągu 48 godzin nie tylko odnaleziono, ale i odczytano treść jednej z dwóch czarnych skrzynek, a od momentu „breaking news” media bombardowały nas coraz to nowymi informacjami. Widoczna była przyjazna kooperacja trzech zainteresowanych stron, pochylenie się nad tragedią, wola, aby wspólnie odpowiedzieć na wszystkie pytania, stosunkowo niewiele przykładów „tabloidyzacji rozpaczy”. Seria wywiadów z politykami, śledczymi, prokuratorami, mieszkańcami Barcelonette, m.in. długa konferencja prasowa z prokuratorem z Marsylii Brice’em Robinem, który odtworzył prawdopodobny przebieg ostatnich minut lotu i katastrofy, i potwierdził wersję „woli zniszczenia samolotu przez drugiego pilota”. I ciekawy wywiad z prezesem Lufthansy Carstenem Spohrem, który tłumaczył procedury, informował o testach psychologicznych i rodzajach szkoleń pilotów. Symulacje lotu, odtwarzanie życia, kariery i problemów medycznych Andreasa Lubitza, wykluczenie związków z grupami politycznymi i religijnymi. Te wszystkie newsy podawano już 48 godzin po katastrofie!

W dolinie Barcelonette wciąż trwa niebywały ruch. Trzy państwa w żałobie, ekipy poszukiwawcze, zespoły patologów, w mediach wciąż nowe newsy, śledztwo w pełnym galopie - a nad lądowiskiem w Smoleńsku, bo trudno to nazwać lotniskiem, cmentarna cisza. Minęło pięć lat, a my wciąż nie znamy przyczyn katastrofy. Nie mamy wraku samolotu – usuniętego  z miejsca wypadku, pociętego na kawałki i wypucowanego do czysta - ani czarnych skrzynek. W przygotowanej na prędce konferencji prasowej Naczelnej Prokuratury Wojskowej – element kampanii wyborczej PO? gorączkowa reakcja na to, co dzieje się w Berlinie, Barcelonie  i Paryżu? – jako przyczyny znowu podawano błędy polskich pilotów i załogi bez odpowiednich uprawnień. I dopiero na czwartym miejscu wymieniono nieprofesjonalne działania strony rosyjskiej, kontrolerów z wieży lotniska w Smoleńsku. Prokurator, płk Ireneusz Szeląg znów otrzepał z kurzu znane argumenty pałętania się gen. Błasika po pokładzie i kabinie pilotów. Powołał się na opinię anonimowego świadka, który ponoć rozpoznał jego głos na nagraniach z czarnych skrzynek, ale powołując się na art. 13 prawa prasowego, odmówił podania nazwiska. Poinformował też o postawieniu zarzutów dwóm Rosjanom, kierownikowi lotów i strefy lądowania za „nieumyślne spowodowanie katastrofy” – już widzę to egzekwowanie sprawiedliwości na Plusninie i Ryżence!

Mając świeżo w pamięci pełne powagi i skupienia zachowania przywódców trzech państw na miejscu tragedii, natychmiast przypominała się głupkowata mina i „żółwiki” Donalda Tuska podczas powitania z Putinem na lotnisku w Smoleńsku. Czy wyobrażają sobie państwo podobną scenę z udziałem Angeli Merkel i Francoisa Hollande’a? A obserwując rewerencję, z jaką zabierano z alpejskiej doliny szczątki ofiar, oczami pamięci widziałam ciało Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, leżące gdzieś w kącie na zabłoconej czarnej folii. To się nazywa – różnice cywilizacyjne. Tupolew uległ katastrofie na terenie Rosji, ale wszyscy pasażerowie byli Polakami, więc polscy śledczy powinni mieć pełny akces do kompletu dowodów – podobnie jak amerykańscy w Lockerby czy holenderscy po zestrzeleniu MH17. Ale władze PO zdecydowały się oddać śledztwo w ręce Rosjan, i kiedy dziś, po pięciu latach, Maciej Lasek zorientował się, że „po rosyjskiej stronie nie ma dobrej woli”, jest już raczej too little too late. Sledztwo ciągnie się jak guma do żucia,  a konferencje służą Maciejowi Laskowi do usprawiedliwienia jego niesamodzielności i niekompetencji. Wciąż powtarza: „poczekajcie, śledztwo jeszcze nie jest zakończone!” choć nie informuje, kiedy będzie. Podobno w październiku, podobno, podobno…, i bagatelizuje znaczenie dowodowe wraku i czarnych skrzynek. Alpejskiej doliny strzeże się jak  oko w głowie, żeby nikt nie kontaminował miejsca wypadku, teren w Smoleńsku – przypomina deptak w Ciechocinku. Tam ruch, tu – bezruch, nawet te same, co pięć lat temu hieny dziennikarskie określają badania komisji ministra Macierewicza jako „trącące groteską”, cokolwiek by to miało znaczyć.

Tam prokuratury trzech krajów kooperują we wspólnym dociekaniu prawdy, która jest podstawą relacji międzyludzkich, miedzy władzą i obywatelami oraz dziennikarzami i czytelnikami. Wola współpracy miedzy państwami, służbami, szacunek dla ofiar i  ich szczątków, rozrzuconych na przestrzeni 4 hektarów. Tu, w Polsce – pełna współpraca prokuratorów, sędziów z … aparatem władzy, która upycha pod dywan swoją w najlepszym przypadku nieudolność, a ja dodałabym jeszcze - i masę złej woli. Ta sama „kultura utajnienia”, braku transparentności, arogancja w traktowaniu obywatela, które tak dobrze pamiętamy z czasów komuny. Płk Szeląg otrzepywał się z pytań dziennikarzy niezależnych, nawet nie ukrywając, że ma ich gdzieś. Zresztą razem ze wysokimi standardami demokracji i transparentności życia publicznego. A Maciej Lasek atakuje: ”Mamy do czynienia z przypadkiem, kiedy to media prowadzą śledztwo”, jakby pierwszy  raz słyszał o powinnościach dziennikarzy.

A dążenie do prawdy, to – obok szacunku dla człowieka, służebności władz w stosunku do obywateli, nadrzędności interesu społecznego – jedna z wartości podstawowych cywilizowanego społeczeństwa. Lecz są dwie cywilizacje: łacińska i bizantyjska, tu nadrzędna rola prawdy, tam ambiwalentny stosunek do prawdy, tu myślenie indywidualistyczne, tam myślenie grupowe, wolność i poddaństwo. W tych dwóch katastrofach lotniczych, jak w zwierciadłach, przeglądają się obie, ta pierwsza z Barcelonette, i druga – ze Smoleńska. A w tym drugim lustrze wciąż widać tę samą paskudną komunistyczną gębę.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...