Teraz mogę jeszcze lepiej zrozumieć jak zatruty jest w Polsce polityczny klimat i jak niestety dziennikarze swoją niezależność pozwalają podkupić, i w której to atmosferze uprawnione wątpliwości co do przyczyn katastrofy uznawane są za grzech śmiertelny

— napisał na swoim facebookowym profilu niemiecki dziennikarz Jürgen Roth, autor książki „Tajne akta S.”, która ma się ukazać 8 kwietnia w niemieckich księgarniach.

CZYTAJ WIĘCEJ: Autor książki o Smoleńsku zaskoczy świat? Jürgen Roth: według niemieckich służb 10/04 to zamach!

Roth nie ukrywa zdziwienia faktem, że w Polsce doszło do takiej irytacji, gdy jeszcze nie znana jest zawartość jego publikacji.

To było straszne, co można było przeczytać w niektórych polskich mediach na ten temat, szczególnie w tych mediach, dla których tylko to wiarygodne jest, co było zawarte w polskim i rosyjskim stanowisku oficjalnym.

Dziennikarz pisze też, że dotarły do niego informacje, że w Polsce niektóre media prowadzą już „śledztwa” w jego sprawie i wnikliwie tłumaczone są dane z Wikipedii, włącznie z błędami na temat jego osoby, choć przecież wiadomo, że Wikipedia nie powinna być źródłem wiedzy dla dziennikarzy śledczych.

Ale jak widać, w niektórych polskich mediach takich dziennikarzy nie ma

— pisze Roth i dodaje, wyraźnie odnosząc się do kwestii powielania przez media mainstreamowych informacji podawanych najpierw przez MAK, a potem komisję Jerzego Millera.

Naprawdę szkoda, że dziennikarstwo śledcze stało się słowem obcym w Polsce.

Jürgen Roth najprawdopodobniej odniósł się być może m.in. do tekstu opublikowanego na parówkowym portalu Lisa i Machały. Jakiś autor napisał tam o znanym niemieckim dziennikarzu śledczym, że:

Jürgen Roth to publicysta uchodzący za Odrą za równie wiarygodnego, co zafascynowani nim polscy dziennikarze, którzy co kilka miesięcy wymyślają nową spiskową teorię.

Z perspektywy autorów zachodnich zachowanie się całego środowiska dziennikarskiego mainstreamu po katastrofie smoleńskiej, gdy słuchano oficjeli, w tym rosyjskich, zamiast samodzielnie dociekać prawdy, może być niezrozumiałe.

Zamiast śledztw wymyślano bajki o rzekomych kłótniach pilota z dowódcą lotnictwa przed wylotem do Smoleńska. Ba! Nawet „docierano” do świadków tej kłótni i filmów, które ją rejestrowały. Wszystko to służyło Moskwie, która też przecież dyskredytowała gen. Błasika.

Z pracy zwalniano dziennikarzy, którzy napisali o śladach materiałów wybuchowych na wraku…

Mamy jednak dla pana Jürgena Rotha złą wiadomość. To nie koniec jego problemów za mieszanie się w „nieswoje sprawy”.

W ubiegłym tygodniu, przy okazji sprawy przewlekającego się procesu wyrzucenia z kraju Rosjanina Leonida Swiridowa wyszło na jaw, że znaleziono w jego notesie dane dziennikarzy, którym płacił za proputinowskie teksty. Jürgen Roth zetknie się z ich twórczością pewnie niejeden raz.

Cały wpis Jürgena Rotha:

facebook.com
facebook.com