Historia smoleńskiego matactwa. Dr Gajewski punktuje oficjalne "śledztwa". RELACJA NA ŻYWO

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

Trwa III Konferencja Smoleńska. Naukowcy z Polski i zza granicy prezentując wyniki swoich badań dotyczących przyczyn tragedii smoleńskiej.


Dr Bogdan Gajewski, ekspert ds. badania katastrof lotniczych z Kanady ocenił oficjalne postępowanie i śledztwo rządowe dotyczące tragedii smoleńskiej.

Wskazał, że wiele faktów zostało ukrytych. To m.in. ukrycie punktu TAWS 38. Gajewski wskazał, że ten punkt nie pasował do oficjalnej wersji wydarzeń, więc została zmarginalizowana, co jest ogromnym błędem.

Ekspert wskazał również na kilka różnych wersji zapisów rozmów z kokpitu. Różnica długości nagrań wynosi ponad 20 sekund. Dodał, że w tym czasie tupolew mógł przebyć ponad 1 kilometr.

Jak widać żadnej komisji te rozbieżności nie zdziwiły

— tłumaczył Gajewski, wskazując, że te dane są zwyczajnie niewiarygodne.

Specjalista wskazuje również na mataczenie dotyczące przebudowy salonki. Dodaje, że zakład naprawczy dokonał remontu bez odpowiednich dokumentów, jednak komisja nie sprawdziła autentyczności wpisu o przebudowie salonki. Naukowiec dodaje, że w związku z tym nie ma nawet dowodów, by dokonano jakiejkolwiek przebudowy.

Wskazuje, że wedle zapisów po przebudowie powinno być 100 miejsc w samolocie, a kilku osobom odmawiano udziału w locie ze względu na brak miejsc. Tymczasem w tragedii zginęło 96 osób, co oznacza, że były miejsca wolne.

Gajewski wskazuje, że raport MAK wskazuje, że znaleziono na wrakowisku dwa certyfikaty zdatności do lotu: jeden nieważny dotyczył Tu o nr 101, a drugi – ważny – dla samolotu 102! Tymczasem samolot o nr 101, który rozbił się w Smoleńsku, był kilki miesięcy wcześniej remontowany. Po tym, jak mówi Gajewski, samolot powinien być dopuszczony do lotu. Tymczasem dokument dotyczący samolotu o nr 102 był w tym czasie w remoncie.

Gajewski wskazuje, że samolot 101 nie miał dopuszczenia do lotu.

Ekspert wskazuje, że z dokumentacji wynikałoby, że samolot 101 nie został przebudowany, a jego certyfikacja nie była aktualna lub została zniszczona. Komisja nie miała możliwości ustalenia tożsamości samolotu. Co więcej, komisja nie policzyła nawet ilości siedzeń!

Gajewski wskazał następnie na słynną pancerną brzozę, zaznaczając, że komisja nie zbadała nawet wysokości brzozy, ani zweryfikować hipotezy o uderzeniu w brzozę skrzydłem.

Najważniejszym badaniem powinno być zbadanie włókien znalezionych na skrzydle i ustalenie, czy pochodzą z danej brzozy.

Gajewski wskazuje, że wyniki badań niezależnych naukowców wskazują, że brzoza nie mogła być przyczyną tragedii smoleńskiej.

Gajewski podsumowując, wskazał, że te wszystkie elementy stały się elementem budowy mitu smoleńskiego, budując narrację o sposobie tragedii smoleńskiej. Gajewski wskazał, że oficjalna wersja wydarzeń jest nierzetelna.

Gajewski podsumowując swoją prezentację tłumaczył:

Obecnie mamy więcej pytań, niż odpowiedzi. To jest celowe działanie, albo nieudolność komisji. Nie ma możliwości rozmowy z członkami tych komisji. Pozostaje więc wznowienie badań całości tego wypadku.

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na niektóre bardzo ważne pytania. Dane, które prezentują oba raporty, nie pasują do siebie.

Gajewski wskazuje, że nie zna żadnych badań, które dotyczyłyby włókien drewna, znalezionych w skrzydle tupolewa.

Prelegent wskazuje, że komisja powinna wyjaśnić wątpliwości dotyczące certyfikatów, a także to, dlaczego na miejscu tragedii znaleziono certyfikat samolotu nr 102.

Ekspert pytany był również o jedną z komend, które brzmią w dwojaki sposób. W zapisach rozmów na wieży można przeczytać komendę, która w zapisach rejestratorów w samolocie brzmią inaczej. Zdaniem Gajewskiego to jedna z sugestii o tym, że możemy mieć do czynienia z fałszowaniem tych materiałów.

Naukowiec wskazuje, że wedle oficjalnych czynników katastrofa smoleńska była katastrofą, w której sprawny samolot uderzył w ziemię. Zdaniem Gajewskiego jest oczywiste, że była to tragedia innego typu, a śledztwo powinno nastawić się na szukanie przyczyny awarii samolotu w powietrzu.


W kolejnym wystąpieniu polscy chemicy, prof. Krystyna Kamieńska-Trela i prof. Sławomir Szymański zaprezentowali ocenę procedowania Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji, które badało obecność materiałów wybuchowych w Smoleńsku.

W swoim wystąpieniu prof. Kamieńska-Trela skupiła się na analizie badań. Zgodnie z ustaleniami niezależnych ekspertów badanie próbek pobranych w Smoleńsku zostało wykonane nierzetelnie.

Dodaje, że eksperci CLKP wykryli ftalany w próbkach. Zaznacza, że ten pomiar był niezwykły, ponieważ „oni tych sygnałów nie powinni zaobserwować”, ponieważ metoda badania dotyczy jedynie związków azotowych.

Prof. Kamieńska-Trela wskazała, że CLKP trwało przy swoim i po krytyce przesłano polskim chemikom dodatkowe badania, które miały pokazywać, że ftalany jednak mogły być wykryte.

Jednak w naszej ocenie aparat w tym przypadku działał na granicy przepustowości kolumny. Jednak to nas nie przekonało, zwróciliśmy się do producenta. Firma potwierdziła nam, że aparat trzeba zalać ogromną ilość związku i wtedy można go wykryć

— mówiła profesor, zaznaczając, że nadmiar związku musi być ogromny.

Prof. Kamieńska-Trela wskazuje również, że w wyniku badania w CLKP wykryto wiele związków azotowych, w tym ślady heksogenu. Jednak naukowcy wskazują, że te przesłanki nie zostały wzięte pod uwagę.

Polscy chemicy wskazują, że potrzebne są dodatkowe badania, by zweryfikować, co de facto znajduje się w próbkach pobranych w Smoleńsku.

W ocenie polskich badaczy część wniosków zostało przez CLKP zignorowanych albo źle zinterpretowanych.

Prof. Kamieńska-Trela wskazała, że wnioski wyciągane przez ekspertów CLKP i prokuratury są pochopne, a badania powinny być powtórzone i pogłębione. W ocenie naukowców sprawa obecności materiałów wybuchowych pozostaje otwarta.


Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

Po krótkiej przerwie głos w czasie III Konferencji Smoleńskiej zabrał prof. Wiesław Binienda, który zaprezentował analizę uderzenia Tupolewa w brzozę w sytuacji, w której samolot ma wypuszczony slot.

Na początek Binienda wskazał, że zastosowany przez niego model materiałowy dokładnie odpowiada duraluminium stosowane do budowy samolotu. Dodał, że najważniejsze dla materiału są parametry pękania.

Binienda prezentuje wykres wskazując, że duraluminium prezentuje typowe zachowania elastoplastyczne w przypadku odkształcania. Tłumaczy szczegółowe dane dotyczące skutków rozciągania, ściskania i ścinania.

Naukowiec wskazuje, że ten materiał jest bardzo plastyczny i nawet przy dużych siłach swojej właściwości nie traci. Binienda pokazuje, w jaki sposób bada się właściwości duraluminium na jego uniwersytecie w USA.

Dodaje, że w swoim laboratorium przeprowadził badania, które pokazują, że duraluminium nie rozdrabniał się na odłamki przy uderzeniu w ścianę, nawet gdy stosowano prędkość, która była czterokrotnie większa niż ta, z którą leciał tupolew w Smoleńsku.

Prof. Binienda prezentuje walcowane części duraluminium, które były uderzane w ścianę. Widać na próbkach, że ich boki były zwijane, ale nie uległy rozpadowi.

Prof. Binienda tłumaczył następnie swoje obliczenia i symulacje dotyczące uderzenia skrzydłem z wysuniętym slotem w brzozę. Naukowiec dodaje, że i w tym przypadku samolot przecina brzozę i leci dalej, bez utracenia skrzydła.

Badacz wskazuje, że uderzenie spowodowałoby wybrzuszenie przedniej części slotu. Prezentując zdjęcia ze Smoleńska prof. Binienda wskazuje, że na slocie nie ma żadnych obrazów zniszczeń. Naukowiec wskazuje, że nawet gdyby samolot miał kontakt z brzozą ta część powinna być zniszczona.

Binienda analizując zdjęcia skrzydła tupolewa, który uległ katastrofie, wskazuje, że skrzydło nie zostało oderwane w wyniku uderzenia w drzewo, ale musiało ulec zniszczeniu w wyniku eksplozji.

Naukowiec wskazuje, że brzoza powinna zostać przecięta przez skrzydło, a odkształcenia na skrzydle powinny być charakterystyczne. Jednak takich obrażeń nie widać. Na koniec prof. Binienda dodaje, że obraz skrzydła wygląda, jakby doszło do eksplozji, a ta część uległa zniszczeniom w wyniku wybuchu.

CZYTAJ TAKŻE: Jorgensen: pierwszą część skrzydła Tu stracił przed brzozą. Samolot musiał ulec eksplozji. RELACJA NA ŻYWO

Polecamy w tygodniku „wSieci” - analizę Marka Pyzy poświęconą fałszerstwom przy czarnych skrzynkach.

CZYTAJ WIĘCEJ: Naukowcy dowodzą: czarne skrzynki zostały sfałszowane. Nowy numer „wSieci” od poniedziałku w kioskach!

saż

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...