Miało już nie być o Smoleńsku, ale skoro sam do tego wracasz…

Widzę jednak, że ten powrót jest jakby mnie ognisty. Czyżby okazało się, że źródło zapału - sam wskazałeś: ostatnio emitowane komunikaty o trotylu, którego już nie ma (ulotnił się?) i kolejne zapewnienia, że żadne tam wybuchy - nie jest już tak inspirujące? Nawet mimo standardowego przybrania apelem, aby „nie robić polityki” ?…

Szanowny Kolego, już pisałem, że nie chce mi się ścigać się w bieżączce. Nie te lata, nie ta droga, nie te definicje w pamięci. Chodzi raczej o uświadamianie sobie, skąd bierze się teraźniejszość na jakie drogi przyszłości może prowadzić. Wszak nihil novi sub sole, jeno „dzianie się” przybiera nowe szaty, a idee pakuje w „zmodernizowane” klatki. To oczywista oczywistość czyli banał - do powtarzania, powtarzania, powtarzania, aby nie dać się uwieść formą przysłaniającą istotę treści. Nie stać się lemingiem; cóż że certyfikowanym przez postępowe warsztaty odczłowieczania.

A propos polityki – zauważyłem z pewnym zażenowaniem, iż nawet zda się deklaratywnie roztropni ludzie, wchłonęli jej sfałszowany termin, pojmując politykę jedynie jako wszelakie kombinacje w często brudnej grze. W konsekwencji wykrzykują co i rusz dynamiczne zaklęcia: Moje działanie jest absolutnie niepolityczne!

  • Cóż, wypada chyba wtedy powiedzieć: W takim razie Panu/Pani dziękujemy, skoro nie chce Pani/Pan działać roztropnie i dla dobra wspólnego (klasyczna definicja polityki).

Ale wrócimy do zadziwienie Twoją dynamiką - powracającą jak fale oceanu.

Już wydawało się, iż w tzw. kwestii smoleńskiej doszliśmy do consensusu, a tu wystarczyły nowe impulsy emocjonalne (bo przecie nie intelektualne), abyś próbował powracać na stare tory. Zatem i ja muszę Cię prosić, abyś wziął pod uwagę przynajmniej trzy elementy, skoro więcej nie mieści się w dynamizowanej codziennością pamięci:

  • Odgłos wybuchu (wybuchów) potwierdzone zostały przez świadków podchodzenia rządowego Tupolewa do lądowania.

  • Abstrahując od tego czy do takiej kolizji doszło, fizycznym absurdem jest, aby stosunkowo miękkie drzewo rozpłatało potężny dźwigar, które musi unieść obciążenie przynajmniej połowy tonażu wielkiego samolotu. (Już kiedyś wskazywano na casus motolotni ścinającej żelbetową latarnię)

-I absurd pochodny: To „pancerne” drzewo po ścięciu skrzydła, staje się „gumowe” i odrzuca kilka części samolotu w kierunku przeciwnym do jego lotu. Nawet na 40 m.

Cała reszta nowo-starych komunikatów podawanych w kolorach i urzędowej powadze, jest zapraszaniem w gąszcz słów, które mają prowadzić nas dalej i dalej od pytania: Co spowodowało rozwalenie maszyny na dziesiątki tysięcy części i rozrzuciło na przestrzeni ok. półtora kilometra, skoro nie drzewo?…

I to jest główne zadanie tych, na których padł służbowy obowiązek.

I cień seryjnego samobójcy…

Możesz zarzucić, iż ten fragment listu również jest elementem bieżączki, ale – zechciejmy to dostrzec – jakże istotną jej częścią w strategicznej grze globalnej.

*

Grą globalną staje się również sytuacja na Ukrainie – instalacja w procesie – budująca napięcie w skali nie tylko europejskiej. I na nic wskazywanie na „samowolę kijowską” wobec prawowitego prezydenta, ponieważ teraz mamy wyraźne działanie zewnętrzne wobec suwerennego państwa. Państwa, w którym mogą powstawać różne procesy wewnętrzne. Nawet - nazwijmy je w dużym uogólnieniu - dynamiczne niesubordynacje. Inaczej trzeba byłoby zakwestionować legalność np. Wielkiej Rewolucji Francuskiej i domagać się przywrócenia tam panowania Burbonów a w Rosji Romanowów, uwolnionych od tronu i życia przez bolszewicki pucz.

Zatem jak tam z konsekwencją w ocenach?…

*

Napisałeś w kontekście Krymu: Głęboko rozumiem zachowanie Putina wobec Ukrainy. Wybacz, ale skoro słowa mają swoje znaczenia, to ja „głęboko” nie rozumiem z czego to wynika?

  • Z osiemnastowiecznej aneksji półwyspu przez carską Rosję? Jeżeli tak, to należałoby „głęboko rozumieć” rozbiory Polski i inne „anschlusy” oraz „bratnie pomoce”, czyż nie?

A może chodzi o uzmysłowienie chęci podjęcia dalszego marszu na Zapad?…

*

Nie podejrzewam Cię o złą wolę. Raczej o pogubieniu w gąszczu impulsów informacyjnych, które w ogromnej części indoktrynując otorbiają naszą samodzielność i wrażliwość.

Zło potrafi bardzo zręcznie grać na wielu instrumentach i z czasem tak intensywnie, tak ogłuszająco, iżby ostatecznie doprowadzić do utraty słuchu. Do nieodróżniania prawdy od fałszu, dobra od zła. Na Wschodzie. Na Zachodzie. Na Północy i Południu. I w nas. To stare jak świat.

I nie chodzi tylko o tragedię smoleńską

  • Cóż zatem? Ano aż i tylko tyle, że wysiłek woli i umysłu, umysłu i czynu, musi być coraz większy, bo potężnieją instrumenty ogłuszania.

Krzysztof Nagrodzki