Brudziński: Sądzę, że list nie został napisany ręką pana Marka Karpiniuka, ale zupełnie kogo innego. NASZ WYWIAD

Fot. PAP/Tomasz Gzell
Fot. PAP/Tomasz Gzell

wPolityce.pl: do zaskakujących wniosków skłania analiza historii spotu, jaki przy okazji rocznicy tragedii smoleńskiej PiS chciał emitować w największych telewizjach. Najpierw odmówiono państwu żądając oznaczenia, że film jest częścią kampanii. A gdy uzupełnili Państwo obraz, to pojawiły się oskarżenia m.in. Marka Karpiniuka o wykorzystywanie polityczne sprawy katastrofy. Pytanie, czy nie była to medialna pułapka, cisną się na usta.

Joachim Brudziński, poseł PiS: Każdy, kto śledził tę sprawę, dzięki m.in. portalom niezależnym, musi mieć takie wrażenie. Szczególnie, że co roku organizujemy uroczystości związane z rocznicą katastrofy smoleńskiej, największej katastrofy, jaka dotknęła nasz naród. W tej tragedii zginęli nie byli nasi przyjaciele i koledzy z PiSu, ale także przedstawiciele elity naszego narodu i państwa. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której mielibyśmy nie organizować uroczystości tylko dlatego, że ta data ma miejsce w czasie kampanii wyborczej. Film, który chcieliśmy emitować, by przypomnieć o kolejnej rocznicy tragedii i zaprosić Polaków na obchody, został nakręcony w 2011 roku. I nie miał nic wspólnego z obecną kampanią. Nie przyszło nam wtedy do głowy, że w 2014 roku kampania się zbiegnie z 10 kwietnia, że zostanie wpisana w kalendarz wyborczy.

Media jednak ją wpisały. Państwa film został oceniony w związku właśnie z kampanią…

Stacje telewizyjne rzeczywiście odmówiły nam emisji, argumentując, że jest kampania i wszystkie materiały muszą być oznaczone, że są materiałem wyborczym komitetu wyborczego PiS. Podnosiliśmy, że oznaczenie tego takim opisem wzbudzi kontrowersje. Wiedzieliśmy, jak to zostanie potraktowane. Wiedzieliśmy, że tak to ocenią głównie publicyści tych stacji, w których będzie emitowany. Jednak stanowisko stacji było nieprzejednane, co bulwersuje.

Wśród nich była również telewizja publiczna? To nie dziwi?

To bulwersuje tym bardziej. Przecież to właśnie TVP ma ustawowy obowiązek zapewnienia dostępności wszystkim środowiskom dostępu do anteny i realizacji misji publicznej, odnosząc się do rocznicy tragedii. Co ciekawe w czasie kampanii w 2011 roku reklamówki ministra Marka Sawickiego, promującego zdrową polską żywność, przygotowane przez Agencję Nieruchomości Rolnych, nie były kwalifikowane jako agitacja wyborcza. A w przypadku rocznicy najważniejszej dla Polaków sprawy taką właśnie bulwersującą interpretację przyjęto. I czyni się z tego pałkę na partię opozycyjną.

Ostatecznie zmienili Państwo te filmy dodając to, czego stacje się domagały. Reakcja zaskoczyła pana?

Rzeczywiście zmieniliśmy to, przewidując, że taka reakcja będzie. W związku z koniecznością oznaczenia filmów zmieniliśmy decyzję i nie emitowaliśmy klipów 10 kwietnia, a tylko do 9. Uznaliśmy, że wścieklizna i przemysł pogardy zostałby zorganizowany w dwójnasób. Jednak i tak Marek Karpiniuk, ojciec Sebastiana, obecny działacz Platformy Obywatelskiej, radny PO, nagle poruszony tym spotem napisał ponoć list.

List to kolejna medialna akcja?

Sądzę, że ten list nie został napisany ręką pana Marka Karpiniuka, ale zupełnie kogo innego.

Dlaczego pan tak mówi?

Jako poseł ze Szczecina, znając realia Kołobrzegu, mogę stwierdzić, że w mojej ocenie on nie został napisany ręką pana Karpiniuka. Gdzie indziej upatrywałbym źródła tego listu. Znacznie bliżej gabinetu premiera Donalda Tuska lub jego sztabowców…

Jaki cel miałby stać za publikacją takiego listu, jeśli miałby on być nieprawdziwy?

To jest kwestia do rozstrzygnięcia. Być może to było potrzebne dla próby zdezawuowania faktu, że tak wielkie tłumy wbrew histerycznym reakcjom i komentarzom mediów mainstreamowych przyszły przed Pałac Prezydencki i uczciły pamięć o ofiarach katastrofy. Za pośrednictwem mediów w tych uroczystościach uczestniczyły miliony Polaków. To tak zbulwersowało i przestraszyło tych, którzy boją się prawdy o tym, co zdarzyło się cztery lata temu, nad smoleńskim niebem, że użyto tego listu i pana Karpiniuka. I do dziś się go używa.

Na samym początku tej historii było zgłoszenie PiSu do trzech stacji telewizyjnych z ofertą biznesową. Jednak stacje uznały, że wolą odrzucić ofertę finansową i nie emitować filmu. O czym świadczy fakt, że pogardzono państwa ofertą?

Te stacje dobrze wiedzą jaki jest strumień pieniędzy płynący do mediów z instytucji czy spółek podległych władzom. Decyzje szczególnie dziwią w przypadku TVP. Urządza się obecnie polowania na emerytów czy rencistów, którzy uwierzyli premierowi Tuskowi i przestali płacić abonament, nasyła się na nich urzędy skarbowe i komorników. TVP z kolei wyprowadza z firmy dziennikarzy przesuwając ich do podmiotów zewnętrznych, ogranicza produkcję programów misyjnych. A z drugiej strony odwraca się plecami od możliwości zarobienia uczciwych i godziwych środków za emisję spotów dotyczących rocznicy tragedii smoleńskiej. Również stacje komercyjne, które powinny ponoć się kierować głównie zyskiem, odrzucają taką możliwość.

Dlaczego?

Wiedzą dobrze, że koledzy czy urzędnicy premiera Donalda Tuska, którzy mają instrumenty i decydują o tym, jak kierowany jest strumień środków ze spółek skarbu państwa do mediów, ten strumień mogą przykręcić. Wtedy straty dla tych stacji byłyby znacznie większe niż, gdy naszych spotów by nie wyemitowano. To świadczy o tym, że mamy do czynienia ze standardami białoruskimi, jeśli tego typu działania są podejmowane.

Rozmawiał Stanisław Żaryn

CZYTAJ TAKŻE: Serca smoleńskich cyników poruszone rocznicowym spotem PiS. Szkoda, że nie drgnęły, gdy gwałcono prawdę

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...