Znak w sercu Polski. Maryja sama wskazała, gdzie chce staćZnak w sercu Polski. Maryja sama wskazała, gdzie chce stać

MB wP.webp
Figura Matki Bożej Miłosiernej w Konotopie, fot. Marzena Nykiel / Figura Matki Bożej Miłosiernej w Konotopie, fot. Marzena Nykiel
FacebookTwitter

Najwyższa w Europie, druga na świecie i jedyna w Polsce. Nie tylko dlatego, że mierzy 55,6 m. Figura Matki Bożej Miłosiernej powstała z potrzeby serca i stanęła w wyjątkowym miejscu.

Jest wyrazem wdzięczności Grażyny i Romana Karkosików za otrzymane łaski. Jeszcze nie została poświęcona, a już dzieją się wokół niej rzeczy niezwykłe. Symboliczny dla Polski jest również moment jej odsłonięcia. Proroctwo prymasa Hlonda o zwycięstwie, które przyjdzie przez Maryję, brzmi uderzająco.

Mała wieś Konotopie w gminie Kikół – 170 km od Warszawy, 40 km od Torunia przy trasie S10 łączącej Szczecin z Mazowszem. Ciche, nieznane miejsce, o którym huczy dziś cała Polska. Jasna, monumentalna figura Matki Bożej Miłosiernej wyrasta spośród pól. Do oficjalnego odsłonięcia jeszcze kilka dni, a już trudno znaleźć wolne miejsce do zaparkowania.


Wracamy z wakacji, chcieliśmy zobaczyć Maryję, którą zbudował ten miliarder. Pięknie to wygląda, naprawdę

– mówi pani Iwona ze Śląska.


Odkąd pojawiła się wieść o tej inicjatywie, media nie przestają prześwietlać majątku państwa Karkosików. Mnożą się niesmaczne sugestie, na co powinni przeznaczyć własne pieniądze. Kariera Romana Karkosika jest imponująca. Połączenie talentu biznesowego z ciężką pracą, żywą inicjatywą i niezwykłym wyczuciem giełdy sprawiły, że przez lata pozostawali w czołówce rankingów najbogatszych Polaków. Stronią od mediów i rozgłosu. Teraz też nie chcą rozmawiać z dziennikarzami. Nie po to wznosili maryjny monument, by mówić o sobie.


Inicjatywa państwa Karkosików płynie z ich wnętrza, z natchnienia Bożego. Jest wyrazem wdzięczności dla Matki Bożej.

– mówi nam ks. Marek Mrówczyński, proboszcz parafii w Kikole.


Potwierdza to Adam Kuba Matejkowski, artysta rzeźbiarz, który nadał wizerunkowi Maryi obecny kształt.


Pan Karkosik w trudnej chwili życiowej, gdy zdrowie mu siadało, a sytuacja była poważna, zwrócił się w modlitwie do Matki Boskiej. W podziękowaniu postanowił postawić figurę, która jest darem dla wszystkich. Nie po to, by ludzie podziwiali jej wielkość, lecz aby się przy niej zatrzymali i mogli przeżyć coś ważnego. Uważam, że idea jest bardzo jasna i czysta

– podkreśla artysta.


To on znalazł miejsce, w którym wzniesiono monument.

 

Maryja sama wskazała


Rozpatrywano różne lokalizacje, pojawił się m.in. pomysł umieszczenia obiektu na środku jeziora.

Figura Maryi w tym miejscu byłaby cudem, ale pozostawałaby niedostępna dla ludzi. W pewnym momencie poszukiwań znalazłem się na stacji benzynowej tuż za Kikołem. Pomyślałem, że w tym całym pędzie trzeba skupić się, zamknąć oczy i zwrócić się do Matki Boskiej, żeby sama powiedziała, gdzie chce stać. Otworzyłem oczy i zobaczyłem to miejsce


– wskazuje rzeźbiarz.


Tam jest małe wzniesienie. Patrząc od strony Kikołu, Maryja nie wygląda, jakby stała na koronie, tylko jakby schodziła z nieba, jakby stała na łanach zbóż


– dodaje.


 Gdy wybierał tę lokalizację, nie miał pojęcia, że jest to tak omodlone miejsce. Jego tajemnice odsłania przed nami proboszcz.



Ta ziemia od sześciu lat była wystawiona na sprzedaż. Przyjeżdżali zainteresowani, ale nie kupowali. Zupełnie jakby była jakaś blokada, jakby czekała na tę niezwykłą inwestycję


– mówi nam ks. Mrówczyński.


Ale to nie wszystko. 650 m dalej znajduje się maleńkie, lecz słynące łaskami Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej, którego historia sięga 1885 r. Mieszkający tam wówczas właściciele Konotopia, ewangelicy, mieli niepełnosprawną ruchowo córkę. Przyśniła się jej Matka Boża w koronie, która trzymała na kolanach zdjętego z krzyża i ukoronowanego Chrystusa. Determinacja dziewczyny sprawiła, że jej ojciec, choć ewangelik, zlecił ludowemu artyście wykonanie rzeźby przedstawiającej scenę ze snu. Gdy figura została zawieszona na drzewie, dziewczyna odzyskała władzę w nogach. Od tamtej pory to miejsce słynie łaskami. Figura cudem przetrwała także atak niemieckich wojsk podczas II wojny światowej. Ówczesny proboszcz, którego Niemcy aresztowali i osadzili w Dachau, przeżył niemiecki obóz koncentracyjny wraz z księżmi ze swojego pawilonu właśnie dzięki wstawiennictwu Matki Bożej Bolesnej.


Objawienie przez znaki


Cuda uzdrowienia mają miejsce również dziś. Modlący się tam ludzie wychodzą z ciężkich chorób, często nowotworowych. Jest nawet udokumentowany przypadek cofnięcia się glejaka, czego lekarze nie są w stanie uzasadnić medycznie. Cudowna figura sprzed 140 lat znajduje się w kościołku wzniesionym w miejscu dawnej kapliczki, ufundowanym w 2011 r. również przez państwa Karkosików. Ks. Mrówczyński twierdzi, że wypełniają oni „wyjątkowe, przepiękne, Boże powołanie”. Gdy przedstawili mu pomysł zbudowania największej figury Matki Bożej w Europie, ogromnie się ucieszył:


Pomyślałem, że Matka Najświętsza nam się objawia. Nie są to objawienia interpersonalne jak w Gietrzwałdzie, w Lourdes czy w Fatimie. Tutaj to wygląda tak, jakby Maryja objawiała się przez znaki, przez wydarzenia.


Ks. Mrówczyński zachęca, by patrzeć na to przedsięwzięcie głębiej.

Jeśli zatrzymamy się na fizyczności, będziemy widzieli beton i technologię. A kiedy spojrzymy na Maryję oczyma duszy, dostrzeżemy istotę. Tak patrzący człowiek nie będzie atakował figury Matki Bożej. Jeżeli robi to osoba wierząca, stawiam znak zapytania przy cnocie wiary tego człowieka.


Myślę, że Matka Najświętsza czegoś od nas chce. Patrząc na to, co dzieje się w naszej ojczyźnie, na Wschodzie bliższym i dalszym, widzimy, że nie jest to sytuacja łatwa


– wskazuje.

 


Proszę spojrzeć na mapę i na topografię człowieka. Jesteśmy na wysokości serca, nieco po lewej stronie. Jesteśmy w sercu Polski. To nie jest bez znaczenia. W tym wszystkim jest jakiś Boży plan, pewna tajemnica, która powoli będzie nam się objawiała


– podkreśla ks. Mrówczyński.


MB21 na udrękę współczesności


Na duchowy wymiar tej inicjatywy zwraca uwagę także autor figury.


Podstawowym założeniem było dla mnie to, aby monument był oszczędny w formie, a wielki w treści. Maryja rozkłada ręce, żeby nas objąć, przytulić. To jest obiekt na XXI w., w którym wszyscy jesteśmy tak głęboko pogubieni. Możemy przyjść do niej. Ona na nas patrzy, wyciąga do nas ręce, a z tych rąk spływają łaski. Myślę, że to obiekt na te czasy i dlatego skrótowo nazywam go MB21, czyli Matka Boska XXI w.


– przyznaje Adam Kuba Matejkowski.


Ona właśnie teraz chce nawiązać z nami kontakt. Wielka Królowa zdejmuje koronę i stawia ją, byśmy mogli na nią wejść i być jej bliscy


– dodaje artysta.


Rozmawiamy w jego pracowni w Płowężu, oddalonej od Konotopia o 80 km. Wraz z żoną Edytą mają tu swój twórczy raj. Wśród jej obrazów stoją jego rzeźby, a na honorowym miejscu 2-metrowa figura Matki Bożej Miłosiernej, która była wzorcem dla monumentu.


Rzeźbiąc oczy, sugerowałem się oczami mojej córki. One oczywiście nie są jej oczami, ale jest w nich to, co ma dziecko: ufność i otwartość. Jest w nich też matczyność i uśmiech. Taki był cel


– tłumaczy.

 


Rzeźbiłem tę figurę z intencją dla młodych ludzi. Starsi znają drogę do Kościoła. Młodzież, która jest teraz pogubiona, oddaje swoją wolną wolę za gadżety. Ta Matka Boska ma być zatrzymaniem. Mogą do niej przyjść i zastanowić się, jakie są prawdziwe wartości, gdzie jest prawdziwe szczęście. Świat zwariował, a ona ma nas zatrzymać. Takie jest moje przesłanie


– podkreśla.


Artysta przyznaje, że bał się efektu końcowego. Martwił się, czy wszystko zagra, czy wielokrotne powiększenie nie zniekształci twarzy, nie zdeformuje uśmiechu, nie przyniesie ujmy Matce Bożej. Moment odsłonięcia figury przeżył jak narodziny własnego dziecka. Ma ich czworo, więc dobrze zna to uczucie. Gdy zobaczył całość, zachwycił się.


Szczęście, które odczułem, było niewyobrażalne. Za to szczęście dziękuję tym, którzy tak pięknie zrealizowali moje dzieło. Zrobili to perfekcyjnie. Moim zdaniem ze wszystkich wielkich figur przedstawiających Maryję nasza jest najładniejsza. Cieszę się, że ma słowiańskie rysy, że ma w sobie tyle ciepła


– mówi, przypominając o skali skomplikowania projektu.


Cała rzeźba została zrobiona w negatywie. Matka Boska ma ok. 2 tys. m2 powierzchni. Z fragmentów, które miały nieco ponad metr, ułożenie puzzli w przestrzeni to wielka sztuka. Jacy specjaliści musieli przy tym pracować? Budowniczowie w pełni wywiązali się ze swojej obietnicy. Wykonali obiekt na 300 lat, niesłychanie solidnie. Chwała im za to.


Te wyrazy podziwu słychać również wśród ludzi przyjeżdżających oglądać figurę. Nie brakuje rozważań konstrukcyjnych. „Ale jak oni to zrobili, że niby z betonu, a ta twarz taka gładka?”.


Inżynieryjny fenomen


Za nowatorskie rozwiązania technologiczne i całe przedsięwzięcie budowlane odpowiadał Bartłomiej Niesłuchowski, prezes Grupy B37. Skala zadania była bezprecedensowa: ponad 55-metrowy monument wzniesiono w zaledwie 13 miesięcy siłami 50-osobowej ekipy. Podobne obiekty buduje się zazwyczaj w 5 do 10 lat.


Technologia wymagała pionierskich metod. Po raz pierwszy na świecie użyto specjalnie skomponowanej mieszanki betonu architektonicznego, opracowanej według autorskiej receptury inż. Niesłuchowskiego we współpracy z firmą Holcim, zapewniającej trwałość na co najmniej 300 lat.


2-metrowe dzieło artysty najpierw zeskanowano, po czym 20-krotnie powiększono. Utworzoną siatkę z kilku milionów punktów, każdy o wymiarach ok. 4 × 4 cm, trzeba było zagęścić do 2 × 2 mm. Zadania podjęli się dopiero graficy z Włoch.


Na tej budowie rozwiązanie zawsze znajdowało się na samym końcu i pomoc przychodziła w ostatnim momencie


– mówi nam Bartłomiej Niesłuchowski.


Cały monument ma 55,6 m wysokości. Figura Matki Bożej mierząca ponad 40 m stoi na 15-metrowej koronie, pełniącej funkcję tarasu widokowego, na który można wjechać windą. Element podstawy zdobią witraże wykonane z betonu, które w najcieńszym miejscu mają grubość 8 mm i stanowią unikat w skali światowej. Fundament jest osadzony na betonowych palach sięgających 30 m w głąb ziemi.


Moją inspiracją była budowa piramid. Fazy betonowania, których jest 34, są równe. Na filarach mają 105 cm wysokości, na figurze – 120 cm

 

– wyjaśnia inż. Niesłuchowski.

Do budowy filarów i figury zużyto 2667 m3 betonu specjalistycznego.


Ręka Terminatora i dłoń Opatrzności


Najtrudniejszym wyzwaniem inżynieryjnym okazały się dłonie. Każda waży ponad 10,5 t, a przygotowanie specjalistycznej stalowej konstrukcji zajęło kilka miesięcy.


Inspiracją do budowy naszej dłoni była ręka Terminatora


– przyznaje Niesłuchowski.


Budowniczowie
nie mają wątpliwości, że Matka Boża czuwała nad tym projektem i jego wykonawcami. Jak inaczej wytłumaczyć to, że jeden z robotników spadł z wysokości 7 m na beton i jedynym obrażeniem, jakie odniósł, była złamana noga?


Wyjątkowa była też atmosfera.


Towarzyszyła nam niesamowita przyjaźń i dobra aura. Praca trwała praktycznie non stop, ale nie byliśmy zmęczeni. Nikt na siebie nie krzyczał, nie było wyzwisk, pijaństwa, obrażania się. To jedna z moich ulubionych realizacji


– przyznaje inż. Niesłuchowski.


Wybraliśmy firmę Wysowa-Zdrój z Podhala, z którą już współpracowałem i którą cenię za rzetelność i wytrwałość. Dla górali to jest symbol wiary, więc ustawili się w kolejce do pracy. Nigdy nie robili takich budów, więc musiałem ich uczyć wszystkiego od początku. Ale to byli ludzie niesamowicie współpracujący. Może dlatego się to udało. Dla nich to był akt wiary. Później dołączyli do nas również Ukraińcy. Dla nich ta budowa też była aktem wiary i wytrwania


– dodaje.


Cisza, która przemawia


Ludzie gromadzą się pod figurą do późnego wieczora, choć teren budowy jest jeszcze ogrodzony.

Przepiękna ta Maryja, taka jakaś nasza


– mówi mi pani Anna.

Miejscowi zaglądają tu regularnie. Pani Krystyna nie rozumie hejtu, który wylewa się w sieci:


Komu przeszkadza figura?


Mówi, że nie zna fundatorów osobiście, ale widuje ich w kościele.


Wielki szacunek. Zrobili dla nas coś wspaniałego. Będą tu przyjeżdżać ludzie z całej Polski. Jak słyszę, że mogli zamiast tego wybudować szpital, to mnie nerwy biorą. Może wystarczy nie zamykać tych, które już są?


– zżyma się.

Nieco dalej stoi małżeństwo z Chełmży. Choć mieszkają niedaleko, nigdy nie słyszeli o Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej. Opowiadam im krótko historię tego miejsca.


Co pani powie? Aż mam ciarki


– rzuca pani Ewa.

Bohaterką najbardziej wzruszającej sceny jest 2,5-letnia dziewczynka. Już po zmroku figura została pięknie oświetlona, nad nią widać rozgwieżdżone niebo. Dziecko długo wpatruje się w Maryję, po czym woła:


Przytulić!


Proroctwo i witraż maryjnych rocznic


Jakie będą owoce tej inicjatywy? Na odpowiedź jest jeszcze za wcześnie, ale znaków i symboli już teraz jest wiele. W tym roku zbiega się kilka ważnych rocznic. 145 lat temu urodził się ks. kard. August Hlond, a 100 lat temu objął stolicę prymasowską. Mówił, że „Polska nie może być bezbożna”, apelował o obronę tożsamości narodowej i ostrzegał, że „Paneuropa nie jest w interesie Polaków”. Zapowiadał, że „Polska będzie natchnieniem przyszłości Europy, jeżeli nie ulegnie bezbożnictwu”. 80 lat temu na Jasnej Górze w obecności miliona rodaków zawierzył ojczyznę Niepokalanemu Sercu Maryi. 70 lat temu w tym samym miejscu, z inicjatywy Prymasa Tysiąclecia, złożyliśmy śluby jasnogórskie. Były nawiązaniem do ślubów lwowskich króla Jana Kazimierza, których 370-lecie właśnie obchodzimy. Przypada również 60. rocznica Millenijnego Aktu Oddania Polski Matce Bożej pod wodzą prymasa Stefana Wyszyńskiego (125. rocznica jego urodzin i 45. rocznica śmierci). W tym maryjnym witrażu rocznic nie może zabraknąć św. Jana Pawła II. 45 lat temu ocalał z zamachu na Pl. św. Piotra dzięki wstawiennictwu Matki Bożej.

Czy można zignorować splot tych wydarzeń? To przecież maryjność stała się dla Polaków kluczem do przetrwania zaborów, dwóch krwawych totalitaryzmów, była fundamentem odzyskania niepodległości, wolności duchowej i społecznej. Znaczenie ma także dziś, w samobójczym pędzie ku nicości. Może więc największa w Europie figura Matki Bożej Miłosiernej ma być nowym impulsem do refleksji nad zagrożeniami? Prymas Hlond w ostatnich słowach przed śmiercią wskazał, gdzie szukać ratunku:


Nie traćcie nadziei. Zwycięstwo — gdy przyjdzie — przyjdzie przez Maryję




FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.