Rzeźbiarz o największej w Europie figurze Maryi: Ona ma nas zatrzyma愌wiat zwariował, a Ona ma nas zatrzymać”. Autor największej figury Maryi w Europie: Powstała z potrzeby serca

„Rzeźbiłem tę figurę myśląc o ludziach młodych. Starsi znają drogę do Kościoła. Młodzież jest teraz pogubiona, oddaje wolną wolę za gadżety. Ta Matka Boska ma być zatrzymaniem. Mogą do niej przyjść i zastanowić się, jakie są prawdziwe wartości, gdzie jest prawdziwe szczęście” – mówi w rozmowie z Marzeną Nykiel rzeźbiarz Adam Kuba Matejkowski, autor rzeźby Matki Bożej Miłosiernej. Największa figura Maryi w Europie stanęła w Konotopiu. Monument mierzy 55,6 m. Figura Matki Bożej ma 40,6 metra i stoi na 15-metrowej koronie. Uroczyste poświęcenie odbędzie się w uroczystość Wniebowzięcia NMP.
CZYTAJ WIĘCEJ: Marzena Nykiel: Znak w sercu Polski. Maryja sama wskazała, gdzie chce stać
Marzena Nykiel: 15 sierpnia w Konotopiu poświęcona zostanie największa w Europie figura Matki Bożej, ufundowana przez Państwa Grażynę i Romana Karkosików. Skąd pomysł tego niezwykłego przedsięwzięcia?
Adam Kuba Matejkowski: Ten monument powstał z potrzeby serca. Pan Karkosik w trudnej chwili życiowej, gdy zdrowie mu siadało, a sytuacja była poważna, zwrócił się w modlitwie do Matki Boskiej. W podziękowaniu postanowił postawić figurę, która jest darem dla wszystkich. Nie po to, by ludzie podziwiali jej wielkość, ale żeby się przy niej zatrzymali i mogli coś ważnego przeżyć. Uważam, że idea jest bardzo jasna i czysta.
To wróćmy do początku. Jak to się stało, że podjął Pan to niezwykłe wyzwanie artystyczne?
Zostałem polecony przez prof. Krajewskiego, który zadzwonił do mnie z tą propozycją. Przedstawił założenie dotyczące wielkości i zaproponował spotkanie z inwestorami za trzy dni. Przygotowałem rysunek w skali z rozpracowaniem perspektywicznym. Przyjechałem. Przedstawiłem projekt, długo rozmawialiśmy. W pewnym momencie pan Karkosik powiedział: „Mam Jej za co podziękować”. Odpowiedziałem: „Ja też”. On na to: „To robimy”. Pogadaliśmy bardzo szczerze. Moja koncepcja została zatwierdzona. Pracowaliśmy później nad miejscem i nad innymi sprawami, ale od początku czułem, że ten człowiek tego chce, że ta idea warta jest poświęcenia. Od pierwszych chwil w projekcie uczestniczyła pani Grażyna Karkosik, która moim zdaniem zna się na sztuce. Gdy pracowałem nad rzeźbą, oboje odwiedzili mnie w pracowni i włączyli się w ten proces swoimi podpowiedziami.
Pomysłów lokalizacji było wiele, nawet na środku jeziora. Ta ostateczna została znaleziona przez Pana. Czy kierował się Pan tym, że tuż obok jest słynące łaskami Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej?
Przyznam, że wybierając tę lokalizację, nie wiedziałem, że jest to miejsce tak omodlone. Poznałem to sanktuarium dopiero później. Zresztą tamten kościółek także ufundowali państwo Karkosikowie. Szukając miejsca, brałem pod uwagę przestrzeń. Punktem odniesienia była dla mnie figura Chrystusa w Rio, górująca nad całym miastem pośród natury.
I tę analogię rzeczywiście widać. Ks. Marek Mrówczyński, proboszcz parafii, mówił mi, że ta ziemia przez wiele lat była wystawiona na sprzedaż i choć oglądało ją wielu zainteresowanych, nikt się nie zdecydował. Jak Pan to wiąże z faktem, że to miejsce tak do Pana przemówiło?
Wiążę bezpośrednio. W pewnym momencie moich poszukiwań, znalazłem się na stacji benzynowej tuż za Kikołem. Pomyślałem, że trzeba w tym pędzie poszukiwań skupić się, zamknąć oczy i kilkoma ciepłymi słowami zwrócić się do Matki Boskiej, żeby ona sama powiedziała, gdzie chce stać. Otworzyłem oczy i zobaczyłem to miejsce. Uważam, że jest najlepszym ze wszystkich, jakie rozpatrywaliśmy. Koncepcja z jeziorem była wspaniała, figura Maryi w tym miejscu byłaby cudem. Cały świat by o tym mówił. Ale to miejsce było niebezpieczne, niefunkcyjne, a moim priorytetem była dostępność. I tak właśnie jest teraz. Tam jest małe wzniesienie. Patrząc od strony Kikół, Maryja nie wygląda jakby stała na koronie, tylko jakby schodziła z nieba, jakby stała na łanach zbóż. Nie ma tam drzew, nie ma nic, jest przestrzeń. Chodzi o to, by takiej rzeźbie dać możliwość pełnej ekspozycji. To nie jest prosty wybór.
Równie trudny był pewnie wybór formy. Czym kierował się Pan, decydując o takim przedstawieniu Maryi?
Podstawowym założeniem było dla mnie to, by monument był oszczędny w formie, a wielki w treści. Tak jak wspomniany Chrystus z Rio rozkłada ręce, tak i Maryja rozkłada ręce, żeby nas objąć, przytulić. To jest obiekt na XXI wiek, w którym wszyscy jesteśmy tak głęboko pogubieni. Możemy przyjść do niej. Ona na nas patrzy, wyciąga do nas ręce, a z tych rąk spływają łaski. Myślę, że to obiekt na te czasy. I dlatego skrótowo nazywam go MB21, czyli Matka Boska XXI wieku. Bo nie chodzi o to, żeby pokazać, jaka Matka Boska jest wielka, ale o to, że ona właśnie teraz chce z nami nawiązać kontakt. Zdejmuje koronę i wielka królowa stawia ją, żebyśmy mogli na nią wejść i być blisko Niej. Tak to postrzegam.
Ten zamysł rzeczywiście trafia. Spotkałam pod figurą wiele osób, ujętych wrażeniem bliskości. Zwracali też uwagę na twarz Matki Bożej. Jest w niej pogodny uśmiech i łagodność.
Rzeźbiąc oczy, sugerowałem się oczami mojej 13-letniej córki Zuzi. One oczywiście nie są jej oczyma, ale jest w nich to, co ma dziecko – ufność i otwartość. Chciałem, by w tym spojrzeniu była też matczyność, uśmiech i spokój. Jak zwracasz się do matki, to ona chce cię przytulić. Najważniejszą rzeczą było takie nachylenie postaci Matki Bożej, żeby można było złapać z nią kontakt wzrokowy.
Czuł Pan towarzyszenie Matki Bożej podczas pracy?
Modlitwa była nieodzowna. Gdy pracowałem nad twarzą, codziennie byłem w kościele, żeby się wyciszyć, znaleźć natchnienie i spytać, czy dobrze robię. W pewnym momencie przestałem robić to, co zaplanowałem, a robiłem to, co przychodziło mi do głowy.
Jak długo powstawała rzeźba?
18 lat i dwa miesiące. Przez 18 lat się uczyłem, żeby być dobrym rzeźbiarzem, a samą rzeźbę wykonałem w dwa miesiące. Gdybym się nie uczył 18 lat, to bym tego w dwa miesiące nie zrobił. Tak trzeba na to spojrzeć. Ograniczając ten czas, idzie się w stronę rekordu czy szybkości. A to tak nie działa.
A jednak trudno nie mówić o rekordzie. Ten potężny monument został wzniesiony w 13 miesięcy.
Tak, budowniczowie rewelacyjnie wywiązali się ze swojej obietnicy. Zrobili obiekt na 300 lat, niesłychanie solidnie. Wszyscy niezwykle angażowali się w to dzieło. Górale pracowali przy budowie z taką miłością i pokorą, że chcieli mniejszych pieniędzy, bo robili to dla Matki Boskiej. Efekt widać.
Jest naprawdę imponujący. Figura została wykonana w nowatorskiej technologii najwyższej klasy. Pańska 2-metrowa rzeźba została zeskanowana i powiększona 20-krotnie, a następnie przeprojektowana elektronicznie i wzniesiona ze specjalnej mieszanki betonu architektonicznego, użytego po raz pierwszy na świecie. Jak pan znajduje własną rzeźbę w tej nowatorskiej technologii?
Byłem tym zaszokowany. Matka Boska ma około 2000 m2 powierzchni. Z kawałków, które miały nieco ponad 1 m2, ułożyć puzzle w przestrzeni – to wielka sztuka. Jacy specjaliści musieli przy tym pracować? Chwała im za to.
Efekt jest wysoce harmonijny. To tym bardziej niesamowite, gdy weźmiemy pod uwagę, że jedna dłoń waży 10,5 tony…
I ma wysokość 5,70 m. Najmniejszy palec 2,20 m. Kilka osób mogłoby spokojnie umościć się na dłoni Matki Boskiej. Człowiek stojący na tarasie będzie u stóp Maryi niemal niewidoczny.
Taras znajduje się na szczycie korony, na którą można wjechać windą.
Tak, wewnątrz korony jest winda i są schody. Taras ma 30 m średnicy, czyli odejmując 12 m średnicy figury, mamy 6 m okalających. Figura jest monolitem. Nie ma w niej żadnych balkonów i tarasów widokowych. Jest formą zamkniętą i czystą.
Pamięta Pan moment jej odsłonięcia?
Bardzo mocno go przeżyłem. Bałem się, czy wszystko zagra, czy to wielokrotne powiększenie, maszyny, które wycinały kształt w negatywie, nie wprowadzą zniekształceń. Czy uśmiech będzie właściwy, czy to wszystko złoży się w oczekiwaną całość. Bo jeśli będzie źle, to byłaby ujma dla Matki Boskiej. A przecież robimy to dla Jej chwały. Bardzo się o to wszystko martwiłem. Ale gdy ją zobaczyłem, oniemiałem. To była taka radość, jak przy narodzinach dziecka. Mam ich czwórkę, więc mam porównanie. Poczucie szczęścia, które odczułem, było niewyobrażalne. Za to szczęście dziękuję tym, którzy tak pięknie zrealizowali moje dzieło. Zrobili to perfekcyjnie. Moim zdaniem, ze wszystkich wielkich figur przedstawiających Maryję, nasza jest najładniejsza. Cieszę się, że ma słowiańskie rysy, że ma w sobie tyle ciepła. Ja wykonałem rzeźbę, architekt zrobił z tego architekturę, zabrał chropowatości. Fakt, że architektury jest więcej, a nadal jest rzeźbą, powoduje że całość staje się jeszcze prostsza.
Wzniesienie takiego monumentu w ciągu 13 miesięcy już samo w sobie jest rodzajem cudu, prawda?
Absolutnie tak. Po pierwsze: że tak krótko, po drugie: że tak dobrze, po trzecie: że jeszcze rusztowań nie zdjęto, a już gromadzili się pod figurą ludzie. Zainteresowanie jest wielkie. To oznacza, że została spełniona jakaś wewnętrzna potrzeba tylu ludzi. Inaczej by tam nie jeździli. Nie dość, że to nasza współczesna Matka Boska na dzisiejsze czasy, to jeszcze od razu działa. Jeśli więc ktoś mówi, że można było postawić szpital, to ja pytam, czy taka figura, która wielu ludziom może pomóc duchowo, nie jest dziś potrzebna bardziej? Biorąc pod uwagę skalę, zainteresowanie i potrzeby ludzkie, myślę, że porównanie takie jest wręcz nie na miejscu.
Dla Państwa Karkosików ta figura jest wotum wdzięczności. A dla Pana?
Ja od lat mam za co Matce Boskiej dziękować. Zrobiłem kilka kapliczek i ten temat jest mi cały czas bliski. Rzeźbiłem tę figurę z myślą o ludziach młodych. Starsi znają drogę do Kościoła. Młodzież jest teraz pogubiona, oddaje wolną wolę za gadżety. Ta Matka Boska ma być zatrzymaniem. Mogą do niej przyjść i zastanowić się, jakie są prawdziwe wartości, gdzie jest prawdziwe szczęście. Świat zwariował, a Ona ma nas zatrzymać. Takie jest moje przesłanie.
Jestem psychoterapeutą uzależnień i przemocy rodzinnej. Tam są dyplomy. Przestałem się tym zajmować, bo to za głęboko wchodziło w moją rodzinę. Wróciłem do rzeźby. Ale tamte lata doświadczeń były mi ogromnie potrzebne. Pokazały mi skalę ludzkiego dramatu. Myślę, że to wszystko składało się na proces dorastania do tego projektu.
Osobiście dostrzegam w tym jeszcze jeden symboliczny aspekt. Ks. prymas August Hlond prorokował, że Polska będzie musiała stoczyć ciężką walkę, ale Maryja Wspomożycielka poprowadzi ją do zwycięstwa. W tym roku przypada 100. rocznica objęcia przez niego posługi prymasowskiej i 145. rocznica urodzin, ale także 80. rocznica zawierzenia przez niego narodu polskiego na Jasnej Górze i Ślubów Jasnogórskich, które miały miejsce dekadę później. Moment poświęcenia figury jest więc niezwykle symboliczny, choć przecież te wydarzenia nie były przez Państwa Karkosików brane pod uwagę, gdy decydowali o jej wzniesieniu.
W życiu trzeba znaleźć swoją sekundę. Wbrew pozorom to dłużej nie trwa. Podjęcie decyzji to jest: „chcę to zrobić”. Jedna sekunda. I w jedną sekundę my naprawdę podejmujemy wszystkie decyzje życiowe. Często są efektem jakiegoś natchnienia, czegoś co przychodzi do nas z zewnątrz. Ale podjąć decyzję to dopiero początek. Do tego, by doprowadzić do jej wykonania, potrzebna jest już Matka Boska. Gdyby nie Roman Karkosik, gdyby nie jego serce i chęć podzielenia się swoją radością i swoim majątkiem, nie byłoby tego wszystkiego. Miał fenomenalny pomysł potrzebny na te czasy. Musimy się zatrzymać, wyjść z tego, co nas zniewala i zacząć widzieć głębiej. W całym tym projekcie chodzi o to, żeby pokazać potęgę Matki Boskiej i przybliżyć ją pogubionemu światu.
Dziękuję za rozmowę.
CZYTAJ WIĘCEJ: Marzena Nykiel: Znak w sercu Polski. Maryja sama wskazała, gdzie chce stać
Marzena Nykiel: „Paneuropa nie jest w interesie Polski!”. 145 lat temu urodził się Prymas Hlond. Zostawił prorocze ostrzeżenie i genialny program „Nowej Polski”
WYWIAD. Ks. Jarosław Wąsowicz: Prezydent codziennie odmawia dziesiątkę różańca w intencji wszystkich
