Wobec nauczania w Kościele katolickimWobec nauczania w Kościele katolickim

Jednym z przejawów kryzysu w Kościele jest jego nauczanie.
O kryzysie pisałem kilka lat temu. Należę do tych, którzy z bólem i zakłopotaniem śledzili niektóre wypowiedzi i gesty papieża Franciszka i prefekta Dykasterii Nauki Wiary, kardynała Victora M. Fernandeza. W zakłopotanie wprawiają mnie wypowiedzi niektórych polskich hierarchów oraz Konferencji Episkopatu Polski. W związku z tym, chciałbym podzielić się kilkoma uwagami natury logiczno-filozoficznej.
Po pierwsze, doktryna religijna musi cechować się niesprzecznością. Nie można zarazem akceptować prawdziwości zdania „p” i „nieprawda, że „p”. Gdyby Kościół chciał przyjąć zdanie sprzeczne ze zdaniem wcześniej przyjętym, godziłby się na relatywizm historyczny i tym samym na utratę prawdy.
Papież Franciszek (ale nie tylko on) powoływał się na naukę św. Wincentego z Lerynu o rozwoju dogmatu w religii katolickiej. W Piśmie napominającym Wincenty pisał: „Czy może się dokonywać jakiś rozwój religii w Kościele Chrystusowym? Oczywiście, że może, i to bardzo wielki. […] Byleby tylko był to rzeczywisty rozwój [profectus] wiary, a nie zmiana [permutatio]. Rozwój odbywa się wówczas, gdy coś się powiększa, nie przestając być sobą; zmiana natomiast, gdy jedna rzecz przeobraża się w drugą”.
Papież Pius IX w bulli Ineffabilis Deus tak rzecz precyzuje:
Kościół Chrystusowy bowiem, który gorliwie strzeże i broni złożonych w nim dogmatów, niczego w nich nigdy nie zmienia, niczego nie ujmuje, niczego nie dodaje, lecz w wszelką troskliwością, wiernie i mądrze rozważa to, co dawne, jeśli pisano o tym od najdawniejszych czasów i jeśli wyrosło to z wiary Ojców. Kościół tak stara się to zgłębić i wydoskonalić owe dawne dogmaty niebiańskiej nauki, aby otrzymały jasność, światło, piękno, lecz nadal zachowały pełnię, całość, ciągłość i aby dogmat rozwijał się w tym samym znaczeniu i twierdzeniu.
Po drugie, aby można było wypowiedź przyjąć, musi ona być sensowna (nie może być bełkotem) i jasna. Co do jasności, nie wiadomo na przykład, czy wedle „Amoris laetitia” papieża Franciszka katolicy żyjący ze sobą, a niezwiązani sakramentem małżeństwa, którzy pomimo pouczenia przez spowiednika/kierownika duchowego nie chcą żyć w czystości, mogą ważnie otrzymać rozgrzeszenie w sakramencie spowiedzi i przystępować do sakramentu komunii św.
Inne niejasne sformułowanie: Na międzyreligijnej konferencji w Abu Zabi 4 lutego 2019 r. papież Franciszek oraz wielki imam szejk Ahmad al-Tayyeb z kairskiego Uniwersytetu al Azhar podpisali wspólny Dokument o ludzkim braterstwie dla pokoju światowego i współistnienia. Znajdujemy w nim takie słowa: „Pluralizm i różnorodność religii, koloru skóry, płci, rasy i języka są wyrazem mądrej woli Bożej, z jaką Bóg stworzył istoty ludzkie”. Ktoś mógłby powiedzieć, że skoro tak, to po co misje?
Po trzecie, w strukturę wypowiedzi religijnych nie powinny wchodzić przesłanki ideologiczne. I tak na przykład, jest rzeczą powszechnie znaną, że klimat zmieniał się w przeszłości i zmienia się obecnie. Nie znaczy to jednak, aby przyjmować ideologię klimatyzmu.
Po czwarte, trzeba znać materię wypowiedzi. Jak wykazali między innymi ks. prof. Waldemar Chrostowski i ks. prof. Waldemar Rakocy, ignorancją wykazali się autorzy Listu KEP z okazji 40. rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze.
Po piąte, trzeba znać zakres kompetencji Kościoła w dziedzinie autorytatywnego nauczania. W zakres tego nauczania nie wchodzi na przykład politologiczna interpretacja procesów społeczno-politycznych czy medyczna definicja śmierci człowieka.
W Kościele katolickim są skarby mądrości. Trzeba je umieć wydobyć i ukazać.
