Pech Czarzastego? Za późno został marszałkiem SejmuPech Czarzastego? Za późno został marszałkiem Sejmu

Szok i niedowierzanie – to pierwsza reakcja na słowa Włodzimierza Czarzastego, który na kilka dni przed pierwszą rocznicą sprawowania urzędu prezydenta Polski przez Karola Nawrockiego, publicznie ujawnił, że gdyby mógł, a więc gdyby rok temu to on, a nie Szymon Hołownia pełnił funkcję marszałka Sejmu, nie dopuściłby do zaprzysiężenia Karola Nawrockiego na prezydenta.
Te słowa – w ustach Włodzimierza Czarzastego – brzmią niczym klątwa, przygniatająca rozwój Polski jako państwa demokratycznego. Niestety, mimo upływu ponad 35 lat od czasu wyzwolenia się Polski od komunistycznej Rosji, cień tej klątwy pozostaje realny. Poświadcza to nie tylko sam fakt pełnienia przez postkomunistę Włodzimierza Czarzastego tak ważnej funkcji, ale przede wszystkim jego polityczna, już ponad półroczna działalność w roli marszałka Sejmu.
Od pierwszych dni swojego urzędowania przyjął postawę nieprzejednanego przeciwnika prezydenta Karola Nawrockiego. W ten sposób stał się wygodnym narzędziem Donalda Tuska, uderzającym w Pałac Prezydencki. Jednym z tych przejawów są trwające prace nad ograniczeniem występowania w Sejmie Szefa Kancelarii Prezydenta Zbigniewa Boguckiego, którego sejmowe filipiki przyprawiają koalicję 13 grudnia o bóle brzucha.
Włodzimierz Czarzasty zaraz po objęciu swojej funkcji oznajmił, że nie będzie zajmował się prezydenckimi projektami ustaw, jeśli nie będą one miały odpowiedniego zabezpieczenia finansowego. Niezależnie od tego, przy różnych okazjach w mało eleganckich słowach wypowiadał się o prezydencie Karolu Nawrockim. – Zrobił z siebie idiotę – powiedział o wizycie polskiego prezydenta na Węgrzech w kwietniu tego roku i poparciu Victora Orbana w zbliżających się tam wyborach. – To wyjątkowo chamskie i brutalne – skwitował zwrócenie przez Karola Nawrockiego uwagi dziennikarzowi TVN, że pyta o rzecz, o której wcześniej mówił.
Do najpoważniejszych szkód poczynionych przez Włodzimierza Czarzastego są jego publiczne wystąpienia o zdecydowanej wymowie antyamerykańskiej, które wpływają na zakłócenia relacji polsko-amerykańskich w sferze nie tylko parlamentarnej.
Te i inne skazy Włodzimierza Czarzastego, które można by jeszcze jako marszałkowi Sejmu dorzucić, bledną całkowicie wobec jego wyznania o gotowości popełnienia politycznej zbrodni – dokonania zamachu stanu, bo przecież tym właśnie byłoby zerwanie zaprzysiężenia Karola Nawrockiego na prezydenta. Najbardziej niezrozumiałe, a zarazem przerażające jest to, że autor tego wyznania robi to w takim tonie, niemal jakby chodziło np. o nagłą zmianę godzin rozkładu jazdy pociągów. Chociaż zdaje sobie sprawę, „że musiałoby to doprowadzić do zamieszek”.
Wstrząsające i zarazem – powtórzę to – przerażające jest, że osoba która piastuje jedno z najwyższych stanowisk w państwie, w centrum cywilizowanej Europy XXI wieku, może w ogóle rozważać podaną przez siebie wersję. Że w jego świadomości pojawiła się możliwość zadania śmiertelnego ciosu demokracji, jaką są powszechne wybory. Unieważnienie wyboru dokonanego przez ponad dziesięciu milionów jego rodaków. Czy Włodzimierz Czarzasty zastanowił się przez chwilę, czy właściwie i w pełni rozumie słowo „zamieszki” wywołane z takiego powodu. Ich skalę, liczbę i charakter ofiar? I konsekwencje „zamieszek” na dziesiątki lat.
Czy do tak skrajnego zaślepienia może prowadzić nienawiść do politycznego przeciwnika?
Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Na miejscu Donalda Tuska mianowałbym Włodzimierza Czarzastego ministrem sprawiedliwości. A Waldemara Żurka rzuciłbym na marszałka Sejmu.
