Już trzeci rok z rzędu dochody podatkowe niższe od tych planowanychJuż trzeci rok z rzędu dochody podatkowe niższe od tych planowanych

W związku z informacjami o gwałtownym przyspieszeniu przyrostu długu Skarbu Państwa w maju i czerwcu tego roku, coraz częściej ekonomiści zwracają uwagę, że jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest wyraźnie niższe wykonywanie dochodów budżetowych w tym przede wszystkim podatkowych, w stosunku do tych zaplanowanych. Rzeczywiście jak wynika z komunikatów Ministerstwa Finansów, dług Skarbu Państwa w maju wzrósł o prawie 47 mld zł, co oznacza, że rząd Tuska zadłużał nas o ok 1,5 mld zł dziennie, a w czerwcu o blisko 54 mld zł, co oznacza, że ten dług przyrastał już o blisko 1,8 mld zł dziennie. Tempo przyrostu długu Skarbu Państwa (a przecież jest to najwęższa kategoria długu publicznego, szerszą kategorią jest państwowy dług publiczny, a jeszcze szerszą unijna miara dług instytucji rządowych i samorządowych), jest tak gwałtowne, że ekonomiści jako jedną z przyczyn, wymieniają zdecydowanie niższe zrealizowane dochody budżetowe, niż te zaplanowane i to już trzeci rok z rzędu i to mimo przyzwoitego, jak na warunki unijne, wzrostu gospodarczego.
Przypomnijmy, że pomimo tego, że w 2024 roku prawie wszystkie parametry makroekonomiczne były korzystniejsze niż w 2023 roku, bowiem mieliśmy do czynienia z wyraźnym wzrostem PKB (3,2 proc. ), konsumpcji, płac, świadczeń emerytalno-rentowych i tylko inflacja była niższa, niż zakładano, zabrakło aż 56 mld zł dochodów budżetowych w stosunku do wielkości zaplanowanych. Zabrakło do planu prawie 30 mld zł dochodów z VAT i to mimo tego, że od 1 kwietnia 2024 roku kwietnia przywrócono 5 proc. podatek VAT na żywność (dodatkowe wpływy z tego tytułu ok 9 mld zł), co więcej minister finansów, chcąc mieć lepszą sytuację wyjściową, przerzucił przy pomocy mechanizmu przyśpieszonych zwrotów 12 mld zł wpływów z tego podatku z grudnia 2023 na styczeń 2024. Zabrakło także w stosunku do planu ponad 11 mld zł wpływów z PIT (te jednak w końcówce roku, zostały przeniesione do budżetów jednostek samorządowych), a także blisko 10 mld zł wpływów z CIT, co przy wspomnianym wzroście PKB wynoszącym 3,2 proc. jest tak naprawdę nie do wytłumaczenia.
Z kolei w 2025 roku dochody podatkowe zostały wykonane zaledwie w wysokości 92,7 proc. w stosunku do planowanych, co oznacza, że zabrakło do planu aż 41,5 mld zł, a przecież ten plan przygotowywał już w pełni, minister finansów Andrzej Domański. Minister Domański nie zrealizował zaplanowanych dochodów we wszystkich podatków stanowiących główne źródło dochodów podatkowych, a więc zarówno z podatków pośrednich takich jak VAT czy akcyza, ale także podatków dochodowych PIT i CIT. Z VAT zabrakło do planu aż blisko 28 mld zł, z akcyzy około 6,6 mld zł, z CIT aż około 7 mld zł, a z PIT około 2 mld zł i to w sytuacji kiedy mieliśmy do czynienia z przyzwoitym jak na warunki unijne wzrostem gospodarczym, który w cały roku 2025 wyniósł 3,6 proc.
W sytuacji kiedy baza dla wpływów z VAT, czyli nominalny wzrost PKB, wzrósł w stosunku do roku 2024, aż o 7,2 proc. (3,6 proc. wzrostu PKB, a średnioroczna inflacja wyniosła 3,6 proc.), a dochody z VAT wzrosły zaledwie o 34 mld zł, to oznacza, że minister finansów mówiąc najłagodniej „ nie pilnuje” wpływów z najważniejszego podatku, który stanowi blisko 60 proc. wszystkich wpływów podatkowych. Trzeba przy tym zwrócić uwagę, że struktura wzrostu PKB w 2025 roku, była oparta przede wszystkim na konsumpcji, bowiem wkład spożycia do tego wzrostu wyniósł aż 3,1 pp, (inwestycje miały ten wkład w wysokości zaledwie 0,7 pp, a eksport netto -0,1 pp), a przecież konsumpcja co do zasady jest objęta podstawową stawką podatku VAT, wynoszącą 23 proc. Szokujące są także aż o blisko 7 mld zł niższe niż planowano wpływy z akcyzy, który do tej pory były zawsze planowane na takim poziomie, że ich realizacja była blisko 100 proc., choć jeżeli chodzi o sprzedaż wyrobów akcyzowych, nie stało się nic takiego, co mogłoby spowodować, tak głębokie załamanie się wpływów z tego podatku. Równie szokujące są niższe aż o blisko 7 mld zł niższe niż planowano wpływy z CIT, co jest naprawdę trudno wytłumaczalne, a tak naprawdę nie wytłumaczalne w sytuacji wysokiego jak na warunki unijne wzrostu PKB. Zdziwienie mogą budzić także niższe niż zaplanowano o 2 mld zł wypływy z PIT, choć średnie wynagrodzenie w gospodarce narodowej w 2025 roku w stosunku do 2024 roku wzrosło o 8,8 proc., a średnie świadczenie emerytalno-rentowe o 5,3 proc.
Także realizacja budżetu w tym roku idzie fatalnie, po I półroczu jest już blisko 124 mld zł deficytu, po stronie dochodowej brakuje już ok 40 mld zł dochodów podatkowych, bo zostały one wykonane zaledwie w 42 proc., gdy upływ czasu wynosi dokładnie 50 proc., a więc są one niższe od planowanych aż o 8 pp. To wszystko dzieje się w sytuacji kiedy minister finansów, jak się to zgrabnie nazywa, urealnił dochody budżetowe (czyli jej obniżył), czego dobitnym przykładem jest zaplanowanie w 2026 roku dochodów z VAT na poziomie 341,5 mld zł, podczas gdy w 2025 roku były one zaplanowane na poziomie 350 mld zł. Co więcej w 2026 roku przyjęto prognozę wzrostu PKB na poziomie 3,9 proc., inflację na poziomie 3 proc., co oznacza, że nominalny wzrost PKB to blisko 7 proc., a to jest właśnie baza do ustalania wpływów z głównego dochodu podatkowego, czyli VAT.
Wszystko te dane za lata 2024-2025 i za I półrocze 2026 roku, potwierdzają, że minister finansów Andrzej Domański, kompletnie nie panował nad realizacją budżetu zarówno w latach poprzednich jak i w I półroczu tego roku, a w konsekwencji także nad sytuacją w finansach publicznych i to już trzeci rok z rzędu, co coraz wyraźniej grozi Polsce, realizacją wariantu greckiego. Zwracają na to uwagę także liczni ekonomiści, którzy podkreślają poważną rozbieżność pomiędzy planowanymi i realizowanymi dochodami budżetowymi w tym w szczególności podatkowymi i to mimo przyzwoitego wzrostu PKB, w tym okresie opartym głównie na konsumpcji, opodatkowanej co do zasady stawką VAT w wysokości 23 proc. i średniej inflacji na poziomie ok. 4 proc.
