Już każdy powiedział to co wiedziałJuż każdy powiedział to co wiedział

_MIL_00760_20250115.webp
Rodzice (Fot. Fratria)
FacebookTwitter

Na czym polega idea równego rodzicielstwa oraz czym jest piecza współdzielona po rozstaniu rodziców? Podobno wprowadzenie i egzekwowanie pieczy współdzielonej (opieki naprzemiennej) jako standardu po rozstaniu rodziców oraz reakcje społeczne potępiające tzw. alienację rodzicielską, czyli celowe utrudnianie lub uniemożliwianie kontaktu z dzieckiem przez jednego z rodziców są czymś, co łączy wszystkich Polaków i powinno prowadzić do „porozumienia ponad podziałami”. Czy rzeczywiście? Śmiem wątpić.

Trzy razy wysłuchał dobrze mnie

Na pierwszym miejscu wymieniłem samą ideę równego rodzicielstwa, na drugim opiekę naprzemienną i dalej problem alienacji rodzicielskiej. To nie jest przypadkowa kolejność. Skądinąd na taką samą natrafiłem na stronie internetowej Fundacji Dobre Współrodzicielstwo. Po pierwsze trzeba zrozumieć o co chodzi - czyli ideę. Idea równego rodzicielstwa zakłada taką opiekę nad dzieckiem, w której oboje rodzice w równym stopniu (ale elastycznie) dzielą się prawami, sprawiedliwie dzielą obowiązki, wspólnie podejmują decyzje. Żaden nie dominuje i faktycznie nie spełnia roli „rodzica wiodącego” - jak to często określają sądy. A dzięki temu drugi rodzic jest zawsze partnerem a nie tylko pomocnikiem, co najczęściej, w praktyce, sprowadza się do pełnienia roli „bankomatu”. Logiczną kontynuacją przyjęcia takiej idei jest z kolei uznanie - jako oczywistego skutku w razie rozstania się rodziców – modelu opieki naprzemiennej. A jeśli tak, to jakiekolwiek ograniczanie kontaktów jednego z rodziców z jego dzieckiem staje się jaskrawym i godzącym w dobro dziecka i drugiego rodzica nadużyciem i psychologiczną przemocą wobec nich. Powinno być w opinii społecznej tak oceniane (i co ciekawe w większości tak jest). To teoria – powie ktoś. Raczej wzór ogólny – odpowiem – i dodam: po pierwsze nie można nikogo zmuszać do przyjęcia za swój takiego modelu, ale powinien być to wybór świadomy, także ewentualnych konsekwencji jego odrzucenia. Po drugie: należy dyskutować o granicach ewentualnej – podkreślam ewentualnej - interwencji Państwa w sprawy rodziny, poszczególnych regulacjach prawnych, zasadach szczegółowych rozwiązań. Każde działanie rodzi rozliczne skutki, w różnych obszarach społecznej rzeczywistości i te skutki trzeba starać się choćby przewidzieć. Sprawniejsze postępowania sądowe oraz skuteczne wykonywanie już istniejących orzeczeń sądowych, to w tej sytuacji postulaty oczywiste, a dodatkowo – biorąc pod uwagę te aspekty reformy polskiego systemu sądownictwa, które na poziomie uogólnienia są strawne dla wszystkich, a jakże: uczestników polskiej sceny politycznej – nikt ich nie podważa. Czy potrzebna jest reforma sądów rodzinnych oraz Opiniodawczych Zespołów Sądowych Specjalistów (OZSS)? Tu bym dyskutował, ale co do sądów i możliwości zmian w ich funkcjonowaniu to niech się jednak wypowiadają przede wszystkim praktycy-specjaliści, czyli adwokaci biorący udział w postępowaniach przed tymi sądami. Co do OZSS to mam tak oryginalny pogląd na temat ich obecnego funkcjonowania i przyszłości, że boję się go ujawniać. Istnieją Poradnie Psychologiczno-Pedagogiczne i te (po znacznej, ale tylko zmianie sposobu ich funkcjonowania) mogłyby przejąć ich funkcje. Poza wszystkim: to kto utrudnia, przewleka sam proces, kto dąży do rozstrzygnięcia sądowego kierując się własnymi potrzebami, uprzedzeniami, złością czy nienawiścią w stosunku do drugiego rodzica a nie dobrem dziecka i jego przede wszystkim interesem, jest zauważalne na sali sądowej bez większych problemów! Nie wiem, dlaczego opinie OZSS, choć teoretycznie nie mają dla sędziego opinii wiążącej, ale w praktyce mają i są często poręczną „podkładką” miałyby decydować, czy choćby tylko przechylać szalę, na korzyść jednej ze stron. Sam brałem udział w takim jednodniowym badaniu a powstały w ten sposób dokument służył drugiemu rodzicowi do przedstawiania go w wielu miejscach (nie wiem w jaki sposób wszedł w jego posiadanie) zanim ja sam mogłem się z nim zapoznać i ewentualnie odwołać się od zawartych w nim stwierdzeń! Napisałem: „jednak tylko zmianie” bo OZSS do likwidacji a uwolnione w ten sposób zastępy psychologów mogłyby się zająć pomocą psychologiczną świadczoną psychiatrom a psychiatrzy leczyć psychologów. Oczywiście i w obie stronnym i tylko tym, którzy takiej pomocy potrzebują.

Ciągle też mam ma wrażenie, że różne zaangażowane w tę sprawę środowiska, fundacje, stowarzyszenia mówią „obok” siebie. A z kolei o podejmowanych przez nie inicjatywach, różne media informują w taki sposób, jaki odpowiada ich linii politycznej, w każdym momencie warunkowanej aktualnie przebiegającą linią podziału i terminami wyborów.

Wszyscy zgadzają się ze sobą

Jeden Józefaciuk wiosny nie czyni

21 października 2026 roku odbyła się przed sejmem Rzeczpospolitej Polskiej – no właśnie co: manifestacja? protest? miting informacyjny dla posłów? której tematem były te właśnie problemy życia rodzinnego, społecznego w Polsce. Był to już ósmy protest organizowany przez Strajk Ojców, ruch społeczny, który powstał przede wszystkim w celu przeciwdziałania alienacji rodzicielskiej, stosowanej głównie przeciwko ojcom. Chociaż jego działacze zapraszają także na spotkania wszystkich alienowanych rodziców i chociaż na kolejnych protestach pojawiały się także alienowane matki a także dziadkowie, jednak „stygmat” pierwotnej nazwy ciąży nad ruchem, determinując w znacznym stopniu jego odbiór społeczny. To, że celem ich działań stała się przede wszystkim alienacja rodzicielska i ten temat jest wysuwany na pierwszy plan stanowi drugą – moim zdaniem istotną – pułapkę. Nie będzie i nie może być skutecznej walki z alienacją rodzicielską, jeśli na pierwszym miejscu działacze nie umieszczą pieczy współdzielonej. Inaczej zawsze będzie rodzic pierwszego planu, na którym w naturalny sposób, nawet bez złej woli (he, he, he) skupi się uwaga tego, który będzie z zewnątrz decydował o losie dziecka. Działacze liczą też na polityków, z każdej strony, bo temat powinien łączyć wszystkich i ludzie prostoduszni i uczciwi mogą sądzić, że tak będzie w istocie. Politycy (nie mam na myśli mężów stanu) nie podejmą tematów poważnych, jeśli nie będą czuli zagrożenia (taki mamy klimat) a sprawy oczywiste i proste (np. przewlekłość postępowań) sprowadzą do haseł znanych z propagandy PRL-u: O dalszą poprawę zaopatrzenia. Na poprzednim mitingu przed sejmem (we wrześniu 2025) o swoim poparciu dla postulatów zapewniał minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. Jak dotąd jedynym sprawiedliwym z tej bajki i kontynuującym działania zbieżne z przedstawionymi postulatami jest poseł Józefaciuk, ale jego wyrzucono już z klubu a poza tym szybko i długo biega. Jest jeszcze Konfederacja, ale jej zaangażowanie nie wydaje się na tyle znaczące, na ile wymaga tego temat. Wtedy, we wrześniu, było nawet duże zainteresowanie mediów.  Jak teraz relacjonowane i omawiane było to kolejne wydarzenie? Skąpo. Właściwie tylko kanał Zero poświęcił temu dużo miejsca, zresztą tradycyjnie. Kiedy w internetowej wyszukiwarce umieściłem stosowne hasło by poznać opinie z różnych stron – jak to mówią – polskiej sceny politycznej, z radością graniczącą ze zdziwieniem zauważyłem materiał Gazety Wyborczej. Po przeczytaniu zostało mi tylko zdziwienie a nawet się spotęgowało. Długi tekst omawiał przygotowania i głosowanie w sprawie ustaw okołoaborcyjnych. Pod koniec dali coś i o ojcach: Konfederacja w obronie ojców. Bosak o "prawdziwym pięknie". (…) Robert Gontarz z Rozwój Plus apelował, by przestać nazywać mężczyzn pomagających kobietom w aborcjach "bohaterami". - Żaden to bohater, a zwykły tchórz - stwierdził. Do obrony ojców ruszyła posłanka Konfederacji, Karina Bosak. Wspominała, że po pierwszej sejmowej debacie o aborcji dostała "setki wiadomości od panów, których dzieci zostały zabite wbrew ich woli". - Oni też wielokrotnie są w rozpaczy. Tęsknią za nimi, choć ich nigdy nie poznali. Ich serce szuka ich na spacerach, na ławkach, na pustych huśtawkach - przemawiała. Autorka nie mogła napisać o posłance Konfederacji, że „grzmiała” bo wyżej już użyła tego słowa w odniesieniu do posłów PIS, którzy – a jakże – grzmieli. Mężczyźni w tym tekście ujawniali się tylko „jako mąż i nie mąż co był sprawcą wielu ciąż”. Wcześniej, na portalu warszawa.naszemiasto.pl można było przeczytać: W Warszawie trwa dziś Protest Ojców. Zgromadzenie odbywa się przed Sejmem RP i zgodnie z zapowiedzią organizatorów, potrwa do godz. 17. Uczestnicy przedstawili 21 postulatów dotyczących zmian w prawie rodzinnym. Wśród nich są krótsze postępowania sądowe, skuteczniejsze egzekwowanie orzeczeń dotyczących kontaktów z dziećmi oraz wprowadzenie opieki naprzemiennej jako standardowego rozwiązania. Autorzy wybrali spośród wielu postulatów te, co do których łagodności nikt nie ma wątpliwości a Diabeł leży tam, gdzie leży a wokół rozsypane szczegóły.

Sami autorzy postulatów Strajku Ojców podali już we wrześniu 2025 postulaty następujące: 1. Skrócenie terminów postępowań i 2.Przywrócenie wykonalności orzeczeń sądowych - Ponieważ przywołałem wyżej Diabła, więc nie wypada mi teraz pisać, że to tzw. pobożne życzenia. 3. Penalizacja uporczywego utrudniania kontaktów z dzieckiem - Wprowadzenie sankcji takich jak grzywny, mandaty czy prace społeczne wobec osób celowo łamiących postanowienia sądu. To już przecież istnieje – problem leży w egzekucji. 4. Zmiany w wysokości wymiaru kontaktów taty z dzieckiem. 5. Uzależnienie kontaktów z dzieckiem od udziału w terapii w przypadku uporczywego i celowego utrudniania kontaktów. 6. Uznanie pojęcia „alienacja rodzicielska” jako rzeczywistego zjawiska. 7. Ograniczenie wpływu stereotypów płciowych w orzecznictwie rodzinnym. 8. Wzmocnienie nadzoru nad OZSS i podniesienie kompetencji pracowników. 9.Monitoring błędów proceduralnych.10. Uznanie uporczywego i celowego utrudniania kontaktów za przemoc psychiczną.11.Wprowadzenie opieki równoważnej jako standardu.12. Szybsza reakcja na naruszenia postanowień sądowych i na składanie fałszywych zeznań.13. Zwiększenie świadomości specjalistów.14. Równowaga w postrzeganiu ról rodzicielskich.15.Obowiązkowe szkolenia dla sędziów z zakresu roli ojca w życiu dziecka oraz rozpoznawania zjawiska utrudniania kontaktów z dzieckiem.16. Objęcie specjalną procedurą spraw bez porozumienia w zakresie kontaktów z dzieckiem.17. System oceny jakości pracy biegłych i OZSS przez strony postępowania.18. Ograniczenie możliwości przeciągania postępowań przez jedną stronę.19. Publiczny rejestr biegłych sądowych z informacją o ich specjalizacji i doświadczeniu. 20. Wprowadzenie proponowanych zmian w sposób szybki i skuteczny, z uwzględnieniem dobra dziecka jako nadrzędnej wartości. I ostatni: 21.Opracowanie i wdrożenie rozwiązania pomostowego dla rodziców aktualnie izolowanych od dzieci mimo pozytywnych wyroków sądowych Państwo powinno natychmiast objąć specjalną pomocą tych rodziców oraz ich dzieci, którzy – pomimo korzystnych orzeczeń – od lat nie mają możliwości budowania lub odbudowywania relacji. Potrzebne jest systemowe, tymczasowe rozwiązanie „pomostowe”, umożliwiające bezpieczne kontakty i wsparte profesjonalną opieką pedagogiczno- psychologiczną. Inicjatywa ta powinna być w pełni finansowana z budżetu państwa. Każdy dzień zwłoki oznacza dalszą traumę i pogłębianie izolacji emocjonalnej dziecka oraz rodzica. Nie dość, że uważam ten ostatni punkt po prostu za niemożliwy w tej formie do przyjęcia - każdy przypadek jest indywidualny, więc niemożliwe jest systemowe jego rozwiązanie, to jeszcze nierealny z powodów organizacyjnych, niewydolności Państwa obserwowanej także w wielu innych dziedzinach jak i finansowych. To kwadratura koła. Tu rozwiązania są potrzebne, ale ja ich nie jestem w stanie określić.

Umieszczenie dopiero na jedenastym miejscu opieki naprzemiennej sprawia, że ten postulat staje się mniej ważny a moim zdaniem jest kluczowy. I to nie jako standard, domyślne rozwiązanie – tak bym tego nie nazywał – tylko jako obligatoryjny warunek każdego orzeczenia dotyczącego dzieci rozstających się rodziców. Naprawdę rażą mnie te umizgi do aktywistów lewicowych (podobnie jest w petycji Fundacji Dobre Współrodzicielstwo) i zastrzeganie się przy każdej okazji, że opieka naprzemienna tak, ale gdy nie ma zagrożenia dla dziecka. Przecież to oczywiste! Natomiast nie jest to oczywiste dla np. feministek, bo przecież ich zdaniem każdy mężczyzna jako osoba z natury posługująca się przemocą wobec innych stanowi, z tejże natury rzeczy, oczywiste zagrożenie dla dziecka. Gdyby np. każdy rozwód uwzględniał konieczność ustanowienia nad dziećmi opieki naprzemiennej a tylko w wyjątkowych i uzasadnionych wypadkach można by było orzec inaczej, to żaden rodzic nie musiałby przed sądem udowadniać, że kiedy przez pięć lat to on chodził wyłącznie do lekarza z chorym dzieckiem, to i w szóstym da radę. Poza tym, ujmując rzecz w porządku logicznym, to realizacja tego postulatu w pierwszej kolejności czyniłaby bezprzedmiotowym kilka innych np. p.4

Stereotypy społeczne są nie do obalenia, nawet jeśli nie potwierdzają się w konkretnym przypadku. Zawsze znajdzie się zwolennik porzekadła, że „jak się baby nie bije to w niej wątroba gnije” choćby to było tylko jego nigdy nie zrealizowane marzenie i zawsze znajdzie się zwolenniczka powiedzenia, że „najgorsza matka jest lepsza niż najlepszy ojciec” (zasłyszane na korytarzu sądowym). Naprawdę sądzicie Państwo, że trzeba informować o istnieniu tych stereotypów sędziego, kuratora i biegłego? Że oni o tym nie wiedzą? A jeśli wiedzą i tak sądzą to mogą to zmienić jakiekolwiek działania? Na pewno ważne są wszystkie punkty dotyczące mediacji. To powinna być jedna z głównych dróg ustalania szczegółowych warunków opieki naprzemiennej, które powinni zaakceptować obydwoje rodzice. To może być też ważny czynnik w czasie jej realizacji. Nie wierzę niestety w taką możliwość, jeśli do alienacji już dojdzie. Na osoby, do których nie dociera potrzeba zapewnienia swojemu dziecku jak najlepszych warunków rozwoju (zakładam, że wstępnie wynegocjowanych) a przede wszystkim kontaktu z obojgiem rodziców, nie będą działały żadne formy nacisku, żadne formy perswazji czy dopuszczalnej penalizacji alienacji rodzicielskiej. Tu uwaga zasadnicza. Wierzę, że do prawidłowego rozwoju dziecka potrzebna jest obecność i oddziaływanie obojga rodziców. W związku z tym uważam, że niezależnie od tego, jak zachowuje się drugi rodzic ja powinienem zachowywać się wobec niego uczciwie i w taki sposób, by jego obraz w oczach dzieci nie cierpiał. Rodziców się nie wybiera – przepraszam za banał. Ja mogę tylko pracować na swój wizerunek w oczach dziecka. Nie mam wpływu na to w jaki sposób mój wizerunek kształtuje drugi rodzic. Nie zamierzam też dziecka stresować, niepokoić, wywoływać u niego poczucia winy czy jakichkolwiek innych, niekorzystnych emocji. Coś się stało. Nie zmienię tego. W związku z tym uważam – wiem, to opinia w środowisku ludzi mocno skrzywdzonych alienacją bardzo niepopularna – że nie można dokonywać interwencji z udziałem policji, kiedy jeden rodzic odmawia drugiemu, mimo decyzji sądu, spotkania z dzieckiem np. co dwa tygodnie na kilka godzin i po prostu zamyka przed nim drzwi swojego mieszkania. Poza wszystkim i poza czymkolwiek – uważam, że nie można wyrabiać w społeczeństwie przekonania o tym, że policja może rozwiązywać jakiekolwiek problemy społeczne czy rodzinne. Konkretni funkcjonariusze mogą być (i bywają) bardzo kompetentni i kulturalni, ale nie od tego są. Chyba, że mówimy o dyktaturze. Poza tym uczymy wtedy dzieci, które są świadkami takich działań, że funkcjonariusz i siła jest są jednymi ze sposobów na rozwiązywanie życiowych problemów.

W tym zestawie 21 postulatów dostrzegam przede wszystkim zbiór wielu nierealnych, w sensie realizacji – i nie napiszę: postulatów czy żądań jak wtedy, w stoczni – tylko błagań ludzi zdesperowanych, zrozpaczonych, doprowadzonych do ostateczności. Jestem jednym z Was. Też tak przeżywam moją sytuację. Ale jeśli już przywołaliście Sierpień 80 - to ja to pamiętam. Czy ktoś wtedy proponował szkolenia z „ludzkości” dla sekretarzy PZPR? Niewykluczone, że byli także wśród nich ludzie uczciwi na swój sposób, bo na pewno żaden z nich już nie wierzył w idee, które głosił. Chyba, że był idiotą. Obowiązkowe szkolenia dla sędziów z zakresu roli ojca? Poza tym: jak chcecie szkolić ludzi z kasty uznającej się za coś wyższego, lepszego od reszty społeczeństwa i to nie wiadomo na jakiej zasadzie? Nawet gdyby takie szkolenia wprowadzić to oni będą razem ze szkolącymi pili w tym czasie wódkę, rechocząc z naiwności plebsu. Nie zorientowali się na sali sądowej, że jeden z rodziców przewleka postępowanie i dziecko od kilku lat czy miesięcy nie widuje jednego rodzica, będąc cały czas pod wpływem drugiego? Nie słyszeli zeznań świadków? To znaczy, że nie nadają się do roli sędziego, a przynajmniej w sądzie rodzinnym, gdzie nie ma przestępców a przedmiotem i podmiotem manipulacji staje się głównie dziecko. To samo dzieje się z ocenami biegłych, OZSS, psychologów zadufanych w swojej Wiedzy i oceniających w krótkim czasie, głównie w odniesieniu do tej Wiedzy i informacji przekazywanych tylko przez jednego rodzica Twoje dziecko i Twoje kompetencje wychowawcze. Co to w ogóle za określenie? Może należy wprowadzić przepis, że jeszcze przed zajściem kobiety w ciążę, oboje rodzice muszą zjawić się przed Naczelną Komisją do spraw Kompetencji Rodzicielskich i akt poczęcia może nastąpić dopiero po uzyskaniu odpowiedniego zezwolenia? W wielu momentach moich kontaktów z placówkami, które zgodnie ze swoimi statutami kierować się mają dobrem dziecka, stwierdzałem, że usiłują one nadrobić brak takiej Komisji i takiego zezwolenia. W tych przypadkach jedynym rozwiązaniem jest wprowadzenie rzeczywistej odpowiedzialności urzędników, funkcjonariuszy, sędziów, lekarzy za podejmowane decyzje – a to już inne ustawy, inne ministerstwa. Punkty 6 i 10 łączy istotna na pewno sprawa zdefiniowania i wprowadzenia do orzecznictwa pojęcia „alienacji rodzicielskiej” i uznania jej w tej formie za rodzaj przemocy.

Pisałem w materiale Sprawiedliwość czy prawo? Prawo czy sprawiedliwość?  zapowiadającym protest pod sejmem 21 października o raporcie przygotowanym przez Fundację Dobre Współrodzicielstwo: polecam, dostępny na stronie internetowej Fundacji, Raport z ogólnopolskich badań socjologicznych: Stan wiedzy i diagnoza świadomości społecznej Polaków wobec pieczy współdzielonej i alienacji rodzicielskiej z uwzględnieniem analizy prawnej, orzecznictwa oraz praktyki sądowej. Ponawiam rekomendację i zdradzę niechcący: z raportu wynika, że społeczne poczucie sprawiedliwości w tych sprawach ma się dobrze. Potrzebne są zmiany w prawie.   

A będzie nadal tak jak jest

Im więcej konfliktów w społeczeństwie tym lepiej dla władzy. Nie ważne czy to są konflikty przedsiębiorców z urzędnikami, obrońców przyrody z budowniczymi obiektów przemysłowych czy prawników na temat tego, co oznaczają słowa „w obecności”. Każdy konflikt jest dla Władzy cenny, więc wprowadza się celowo lub zachowuje takie przepisy, które konflikty pobudzają oraz dodaje do tego faktyczną bezkarność swoich przedstawicieli, którzy mogą dowolnie żonglować tymi przepisami, naginać je, interpretować zgodnie z tym, co uznają za korzystne dla siebie i przełożonego. Czy konflikty rodziców między sobą, wskutek których cierpi dziecko, też należą do powyższego, przykładowego zestawienia?  Oczywiście! Tu przede wszystkim Władza Najwyższa pokazuje swoją siłę! I może cedować ją także na niższe poziomy decyzyjne, jak w pamiętnym cytacie z filmu Barei: … nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi? Przypominam, że kierownik szatni pokazuje klientowi pozbawionemu płaszcza tabliczkę z napisem: Za garderobę i rzeczy pozostawione w szatni szatniarz nie odpowiada, która co prawda nie ma wiążącej mocy prawnej, ale obowiązuje. A także prosi, żeby nie krzyczeć na pracownika. Tu mogę dodać dwa cytaty z własnego doświadczenia. Kierowniczka poradni psychologiczno-pedagogicznej do mnie, na moją uwagę, że cytowany w orzeczeniu Poradni, fragment opinii szkoły, dotyczący mojego syna, brzmi: „nie radzi sobie…” podczas gdy w oryginale było: „radzi sobie”: „no, pan to się czepia słów”. I pytanie kuratorki wydziału oświaty: „Czy mam wezwać ochronę?” skierowane do mnie, kiedy podniosłem głos po uzyskaniu informacji, że „właściwie nie powinno się udostępniać panu dokumentów dotyczących syna”. Oczywiście, nie powinienem się irytować i podnosić głosu, za co zresztą na zakończenie rozmowy przeprosiłem.

I co ja robię tu… optymistyczne zakończenie

Nie chciałem i nie chcę i nie piszę o polityce. To nie jest o polityce, nie jest przeciwko komuś, to nie jest walka o przywileje. Być może jest tak, że ludzie dzielą się na tych, którzy chcą być wolni i tych, którzy nade wszystko cenią władzę. Być może drugi rodzic, ten, który Was alienuje oraz sędzia, psycholog i polityk, od których zależy w tej chwili los Waszego dziecka i Wasz, należą do tej drugiej grupy.

To nie znaczy, że mamy się poddawać. Presja – jak to mówią – ma sens.    

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Jak wesprzeć telewizję wPolsce24?

Zachęcamy do:

  • dokonywania wpłat przez stronę wesprzyj.wpolsce24.tv
  • lub przekazania darowizny bezpośrednio na rachunek bankowy: 69 1020 4900 0000 8202 3036 2577 (odbiorca: Fratria SA, tytuł przelewu: Darowizna)
  • oglądania wPolsce24 jak najczęściej i jak najdłużej
  • mówienia o nas innym, żeby telewizja wPolsce24 zyskiwała coraz więcej wiernych Widzów

Przetwarzamy dane osobowe Darczyńców zgodnie z informacją w linku.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Stankiewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.