Gdy Tuskowi pali się to, co wszyscy wiedzą, odkrywa spiskiGdy Tuskowi pali się to, co wszyscy wiedzą, a po klęsce w Krakowie pali się mocno, odkrywa spiski, a nawet zdradę stanu

Odgrzewanie przez Tuska kotletów zamrożonych od 9 lat jest wyrazem jego desperacji i poczucia, że m.in. po okropnym laniu w Krakowie jego świat się kończy.
Donald Tusk odkrył potworny spisek, który nazwał zdradą stanu. Spisek zawiązał rząd Prawa i Sprawiedliwości oraz państwo Izrael. Spiskowcy dogadali się w 2017 r., czyli 9 lat temu. A Donald Tusk spisek ujawnił 12 października 2026 r. Akurat wtedy, kiedy cała Polska dowiedziała się, że dostał okropne lanie w Krakowie, bo jego kandydatka, Monika Piątkowska, przegrała z kretesem z Łukaszem Gibałą. Ale przegrał przede wszystkim Donald Tusk, który bardzo dużo w Piątkowską zainwestował. Musiał więc wyskoczyć ze zdradą stanu, żeby swoją klęskę czymś przykryć. Nie tylko tę zresztą, bo największą jego klęską jest projekt budżetu na 2027 rok, gdzie deficyt ma osiągnąć 281,2 mld zł, a i ta suma zostanie prawie na pewno przekroczona.
Dla przeciętnie rozgarniętego obserwatora polityki objawienie 12 października 2026 r. przez Tuska zdrady stanu jest totalnym odlotem, szajbą i rozpaczliwcem. Próbował to wprawdzie uzasadnić tym, że Magdalena Sroka kończy jakiś raport sejmowej komisji ds. Pegasusa, na której czele stała, ale od tej pani prędzej można się spodziewać ustalenia, którzy politycy opozycji są reptilianami niż czegoś, co miałoby sens i realną treść.
Pegasusem, który ma być dowodem zdrady stanu, Donald Tusk podnieca się od kilku lat i to podniecenie wyraźnie mąci mu umysł czy to, co ma w tym miejscu, gdzie umysł zwykle rezyduje. Wystarczy nazwa „Pegasus", żeby u obecnego premiera uaktywniły się wszelkie szajby i wariactwa. Początkowo podszyte zwykłym wojeryzmem. Tusk wpadł na to, że służby państwowe za rządów PiS nie miały nic innego do roboty, jak śledzić jego kumpli i pomocników, np. Krzysztofa Brejzę, w najbardziej intymnych sytuacjach. I efekt tego śledzenia trafiał do Izraela, gdzie z wypiekami czekano na szczegóły typu, czy pościel Brejzów była z bawełny czy z mikrofibry oraz z jakich firm pochodziła bielizna przez nich zrzucana.
Wzmożenie Donalda Tuska 12 października 2026 r. może tylko bawić lub wywoływać politowanie, gdy zważyć, że to tylko kolejna (spośród setek) odsłona jego szajby na punkcie Pegasusa. Na przykład 2 stycznia 2022 r. Tusk się ekscytował w TVN24: „Co do Pegasusa, to jest dopiero początek sprawy. Wiem, że jutro, między innymi wiem to dzięki niezłomnemu posłowi [Michałowi] Szczerbie, który dostarczył kolejne informacje dotyczące Pegasusa, jak go kupowano, jak okłamywano publicznie, jeśli chodzi o zakup tego narzędzia - będzie się działo sporo w tej kwestii. Proszę czytać uważnie gazety".
Donald Tusk w zakupie Pegasusa widzi straszne przestępstwo, choć sprawa jest banalna. 19 października i 17 listopada 2017 r. z Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej na podstawie wcześniejszej umowy z CBA przekazano biuru 25 mln zł. Oficjalnie na podstawie art. 43, par. 8 pkt 1c Kodeksu Karnego Wykonawczego „w celu realizacji zadania polegającego na zakupie środków techniki specjalnej służących do wykrywania i zapobiegania przestępczości". Już w 2018 r. padł zarzut, że przekazanie CBA 25 mln zł z funduszu nie było legalne, skoro CBA może być finansowane tylko z budżetu państwa (art. 11 ustawy o finansach publicznych i art. 4 ust.1 ustawy o CBA). Tyle że przekazanie środków jednostce budżetowej stało się legalne po zmianie treści art. 43 Kodeksu Karnego Wykonawczego oraz zmianie przez Sejm planu finansowego funduszu na rok 2017. Główny rzecznik dyscypliny finansów publicznych stwierdził wtedy, że „naruszenie ładu finansów publicznych nie zaistniało w tej sprawie w stopniu wyższym niż znikomy". Od jego postanowienia nie przysługiwało już zażalenie.
Na rynku było wtedy dostępnych kilka podobnych narzędzi, jak Pegasus, m.in. niemiecki FinSpy oraz włoskie oprogramowanie szpiegowskie znane pod nazwami Da Vinci i Galileo. To włoskie, autorstwa firmy Hacking Team (założonej w 2003 r. w Mediolanie), zostało kupione przez CBA w 2012 r., gdy premierem był Donald Tusk, a szefem CBA Paweł Wojtunik. Zapłacono wtedy za to narzędzie 249 tys. euro. I jakoś nikt się wtedy nie pastwił, po co to kupiono i czy może ktoś nie chciał inwigilować ówczesnej opozycji, czyli PiS. CBA rozważało też wówczas kupno szpiegowskiego oprogramowania FinSpy (a także FinSpy Mobile), bardzo podobnego do Pegasusa, od lat oferowanego przez niemiecką firmę Lench IT Solutions, założoną w 2008 r. w Monachium. FinSpy jest nawet pod pewnymi względami lepszy od Pegasusa, bo umożliwia obchodzenie mechanizmów ochrony, przez co jest trudniejszy do wykrycia niż izraelski produkt. A może zbierać bardzo podobne informacje.
Jak już kilka lat temu powstał punkt zaczepienia w postaci oskarżeń o szpiegowanie opozycji (i o możliwość inwigilowania każdego) za pomocą Pegasusa, stworzono odpowiednią dramaturgię i stan zagrożenia oraz skandal. Najpierw zrobili to politycy.
To już nie tylko komisja śledcza, ale prokuratura - po tym, kiedy stanie się znowu niezależna od polityków - i sądy będą miały ręce pełne roboty, także jeśli chodzi o kwestię Pegasusa
– mówił w 2022 r. Donald Tusk w TVN24.
I dodawał:
Zdaje się, że przy tej okazji popełniono także wiele innych wykroczeń. (...) I to jest ranga, która będzie uzasadnieniem już nie tylko dla komisji śledczej i dotyczy najważniejszych osób w państwie. (...) Ja nie mam żadnej wątpliwości, że to jest jedna z tych spraw, która doczeka się publicznego ujawnienia prawdy, sprawiedliwości i konsekwencji wobec tych, którzy dopuścili się tego procederu".
Jedno trzeba Tuskowi przyznać: jak już ma jakąś szajbę, to się jej trzyma, a nawet uzależnienie od niej pogłębia.
Roman Giertych, jeszcze nie poseł, ale już consigliere Tuska, mówił w 2022 r.:
To jest niewiarygodny skandal, pokazujący, że rząd polski przed wyborami w roku 2019 używał specjalistycznych oprogramowań o charakterze wojskowym - w Izraelu programy te są uznawane za broń - do walki z opozycją demokratyczną w Polsce.
Skoro Giertych, to i jego cień Radosław Sikorski: „Mnie już nic nie zdziwi przy tej władzy. Dopuszczą się każdej niegodziwości, by tylko tę władzę zachować". Poseł Michał Szczerba tak się wzmógł, że wypadł z torów:
Po ujawnieniu niewyobrażalnej skali inwigilacji opozycji w kampanii wyborczej miejmy pełną świadomość, że banda z PiS będzie zdolna do każdego fałszerstwa i przestępstwa, nie tylko po to, by utrzymać władzę. Ale po to by, utrzymać własną wolność!.
Donaldowi Tuskowi nie wystarczyło kilku lat, żeby zrozumieć, iż Pegasus musi mieć infrastrukturę stworzoną na zamówienie konkretnego klienta, czyli w tym wypadku Polski, a nie Izraela. I ta infrastruktura – tak mówi oferta firmy NSO Group, czyli producenta Pegasusa - została tak skonfigurowana, aby nikt poza Polską nie miał w to wglądu. Oczywiście trzeba się liczyć z wbudowanymi w Pegasusa mechanizmami kontroli licencji, ale to można obejść. Zresztą różne zaawansowane technologicznie systemy broni kupowane przez Polskę za granicą oraz oprogramowanie do nich, a także kupione za granicą różne technologie stosowane w informatyce, bankowości czy bazach danych też „zdobywają" ważne informacje i też mogą mieć furtki do ich przejmowania przez inne państwa. Donald Tusk używa na przykład Tik Toka, który jest kopalnią informacji dla chińskich służb.
Tusk wprawdzie tego nie rozumie, ale kilka lat temu podpowiadał mu prof. Andrzej Zoll, że w związku z Pegasusem można się powołać na art. 130, par. 2 kodeksu karnego, który mówi o szpiegostwie. 12 października 2026 r. Tusk sobie te rady przypomniał i wypalił, że doszło do przekazania ważnych dla państwa informacji obcym służbom specjalnym. Gdyby się tego trzymać, to w wypadku kupionego za jego rządów włoskiego Galileo też doszło do przekazania ważnych dla państwa informacji obcym służbom specjalnym i trzeba by o szpiegostwo oskarżyć ludzi z ekipy Tuska, a także jego samego. Jak się już rozkręci jakąś szajbę, to ona zwykle jest obosieczna. A odgrzewanie przez Tuska kotletów zamrożonych od 9 lat jest wyrazem jego desperacji i poczucia, że m.in. po klęsce w Krakowie jego świat się kończy. I konsekwencją tego końca mogą być kraty albo ucieczka gdzieś, gdzie polskie prawo nie sięga.
