Czy Tusk straszy wojną, żeby odroczyć wybory?M. Nykiel: Czy Tusk straszy wojną, żeby odsunąć wybory i usprawiedliwić zapaść finansową?

Histeria, jaką wywołuje Donald Tusk jest znacznie bardziej niebezpieczna niż obecne zagrożenie dronowe. Dobrze zorganizowane państwo, posiadające mądre dowództwo, potrafi podjąć skuteczne działania obronne. Znacznie gorzej jest, gdy w rządzie mądrego przywództwa nie ma, a partyjny interes i panika przedwyborcza są główną dominantą działań. Gdy wreszcie premier od miesięcy straszy wojną, powołuje się na zmyślone ostrzeżenia, a jego decyzje zamiast wzmacniać bezpieczeństwo, destabilizują państwo, robi się ekstremalnie groźnie. Wiele wskazuje na to, że Tusk odstawia okołowojenny teatr w jednym celu – utrzymania władzy. Można sądzić, że koalicja 13 grudnia gotowa jest posunąć się do wszystkiego. Może nawet ogłosić stan wyjątkowy, by nie dopuścić do wyborów.
Granica między realnym dbaniem o bezpieczeństwo narodowe a cynicznym zarządzaniem strachem została przez Donalda Tuska niebezpiecznie zatarta. Wczorajsze wystąpienie w Sejmie, podczas którego grzmiał o nadciągającym kryzysie, dobitnie to potwierdza. Nieznosząca sprzeciwu narracja o konieczności podejmowania kroków ekstraordynaryjnych ma być wytrychem do podejmowania najbardziej radykalnych decyzji. Potwierdzeniem słuszności tych działań ma być tajny raport CIA, którego nikt nie widział i który - jak się okazuje - nie istnieje! W ten scenariusz wpisują się histerycznie działania ostrzegawcze, smsy budzące mieszkańców wschodniej Polski w środku nocy i nakazujące im „udać się w bezpieczne miejsce”. Pokazowe, acz wybiórcze ewakuacje, mają potwierdzić stan wysokiego zagrożenia. Tyle tylko, że działania te przeczą elementarnej logice. Dlaczego ewakuowana jest tylko jedna szkoła w mieście?
Donald Tusk w kwietniu ostrzegał, że wojna wybuchnie za kilka miesięcy, podając jednocześnie w wątpliwość art. 5. NATO. Opowiadanie tych bredni miało wywołać panikę i uzasadnić podpisanie skrajnie niekorzystnego dla Polski kredytu SAFE oraz wsparcie Niemiec w koncepcji tworzenia europejskiego sojuszu militarnego pod przywództwem Berlina. Za fasadą wzmacniania obronności, kryje się fala zaniechań, a nawet tak szokujących decyzji, jak przekazanie Ukrainie pocisków do Patriotów. Skoro zbliża się wojna, dlaczego premier rozbraja armię?
W sytuacji zagrożenia, fundamentalne jest bezpieczeństwo wewnętrzne kraju. W tym zakresie mamy totalną destabilizację. Tusk używa całego aparatu państwa do niszczenia prezydenta i opozycji oraz siłowego przejmowania kolejnych instytucji. Służby skoncentrowane są na wojnie wewnętrznej i tracą z pola widzenia zagrożenia zewnętrzne. Jednocześnie widać konsekwentną operację testowania Polski w zakresie reagowania na sytuacje zagrożenia. Wypadamy fatalnie.
W sytuacji zagrożenia obywatele chcieliby mieć zaufanie do władz, mieć pewność, że wszystkich nas łączy wspólna sprawa – dobrze rozumiany interes narodowy. Ogromna część Polaków takiego poczucia mieć nie może. Doświadczamy głębokiego kryzysu odpowiedzialności. Prezydent, który stoi na straży polskich spraw, jest prymitywnie atakowany przez premiera i jego ministrów. Rząd podejmuje szkodliwe dla kraju decyzje, które prowadzą wprost do bankructwa. Wartość państwowego długu publicznego na koniec II kw. 2026 r. wyniosła 2 bln 147,8 mld zł, a zadłużenie Polski rośnie najszybciej ze wszystkich krajów UE. Od ponad trzech lat wstrzymywane są wszelkie działania prorozwojowe, a pozycja międzynarodowa Polski systematycznie marginalizowana. Realnym zagrożeniem jest zgoda na realizację procesu mentalnej i gospodarczej kolonizacji Polski. Bo przecież siła obrony mierzona jest siłą tożsamości i przynależności narodu, gotowego bronić własnego kraju w każdych warunkach.
Przemoc jest oznaką słabości. Donald Tusk od trzech lat potwierdza, że potrafi rządzić wyłącznie siłą i kłamstwem. To znacznie większe zagrożenie niż atak hybrydowy, bo trwale niszczy stabilność państwa. Ostatnie wydarzenia pokazują, że można spodziewać się absolutnie wszystkiego. Coraz zuchwalej snute są absurdalne scenariusze „unieszkodliwienia” prezydenta. Należy się więc spodziewać, że koalicja 13 grudnia za wszelką cenę będzie trzymać się władzy. Być może sianie paniki z powodu zagrożenia wojną jest wstępem do wprowadzenia stanu wyjątkowego, który odsunie wybory lub pozwoli na przeprowadzenie innych okołowyborczych manipulacji. Oni naprawdę gotowi są na wszystko.
Marzena Nykiel: Niemcy wciąż próbują kolonizować Polskę. Tajna notatka i rola Tuska
