Niemcy wciąż chcą kolonizować Polskę. Tajna notatka i rola TuskaM. Nykiel: Niemcy wciąż próbują kolonizować Polskę. Tajna notatka i rola Tuska

W niemieckiej mentalności od wieków nie zmieniło się nic. Cel jest ten sam: podporządkować Polskę gospodarczo, skolonizować mentalnie i całkowicie uzależnić finansowo. Antypolonizm i mocarstwowe zapędy przybierają jedynie inny, nieco bardziej zakamuflowany kształt. Gdy przyjrzeć się faktom, Berlin podejmuje wszelkie kroki, by osłabić Polskę, podporządkować ją, zyskać pełną kontrolę i wyzyskiwać. Za rządów Donalda Tuska idzie to Niemcom doskonale. Wszelka konkurencyjność Polski została przez rząd zablokowana, a groźba roszczeń reparacyjnych odwołana przez samego premiera. To przemyślany plan, o którym wiemy z jawnych i tajnych dokumentów. Mówi o tym choćby szyfrogram, ujawniony kilka lat temu. 87. rocznica bestialskiej napaści Niemiec na Polskę zderza się z murem zakłamywania pamięci, zrzucania odpowiedzialności i relatywizowania win. Donald Tusk sumiennie temu patronuje.
6 bilionów 220 miliardów 609 milionów zł – taki rachunek za wojenne zbrodnie został wysłany do Niemiec w 2022 roku. Biorąc pod uwagę inflację, kwota ta przekroczyła już dzisiaj 7 bilionów zł. Szacunki dotyczą jedynie strat materialnych, bo jak wycenić życie wymordowanych 6 milionów Polaków, stanowiących aż 17 proc. ludności II Rzeczypospolitej, żywej tkanki narodu, bohaterów, patriotów walczących o wolną, silną, niepodległą Polskę? Berlin, zamiast tłumaczyć się z win i braku zadośćuczynienia, bezczelnie dyktuje warunki, przepoczwarza Unię w superpaństwo. Coraz zuchwalej przejmuje rolę lidera, popychając Polskę do gigantycznego i nieracjonalnego zadłużenia, w tym do kredytu SAFE na 44 mld euro. Dlaczego? Bo za każdym razem, gdy rządzi Platforma Obywatelska, ma pełną swobodę działania. Jedną z pierwszych decyzji Donalda Tuska po przejęciu władzy było wycofanie się z reparacji. Zaraz potem zablokowano budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego, sparaliżowano budowę portu kontenerowego w Świnoujściu i zatrzymano wiele innych strategicznych inwestycji. Niemcy, które zbudowały swoją siłę i bogactwo na zniszczeniu i grabieży Polski, otwarcie szydzą z dotychczasowych dążeń rządu Zjednoczonej Prawicy. Prezydent Karol Nawrocki, tak jak jego poprzednik Andrzej Duda, jednoznacznie podkreśla, że nie pozwoli na wycofanie się z należnych nam roszczeń. „Reparacje i zadośćuczynienie Polsce powinny zostać wypłacone. Nie tylko dla przeszłości, dla sprawiedliwości historycznej, ale dla przyszłości” – powiedział dziś prezydent na Westerplatte. Ta nieustępliwość jest kluczowa. Wie to dobrze Izrael, który do dziś otrzymuje reparacyjne świadczenia z Berlina. Pamiętajmy, że zaledwie 15 lat temu, Niemcy zakończyły spłatę reparacji dla Francji i Wielkiej Brytanii za I wojnę światową. Ostatnia rata w wysokości 70 mln euro została przekazana w 2010 roku – 92 lata po zakończeniu wojny.
Jak dotąd Niemcy nie szczędzili pieniędzy na zakłamywanie historii. Fundowali stypendia, granty, sponsorowali dzieła filmowe i literackie, wspierali prace naukowe, które byłyby zgodne z kreowaną przez nich wizją. Zresztą tak samo hojnie finansowali antypolonizm w okresie II Rzeczypospolitej. Antypolska propaganda dominowała edukację, a zinstytucjonalizowane fałszowanie historii i geografii wymierzone było przeciwko Polsce. Nawet po podpisaniu polsko-niemieckiego paktu o nieagresji w 1934 roku, oficjalnie podsycano rewizjonizm. W czasopiśmie „Die Volksschule” wprost instruowano nauczycieli, że Wisła jest w tej samej mierze niemiecką rzeką przeznaczenia co Ren, a szkoła ma bezwarunkowy obowiązek wpajać uczniom niezaprzeczalne prawa Niemiec do tych terenów. Uczono, że Prusy Zachodnie nigdy nie leżały pod polskimi rządami, a rozbiory Polski jedynie „naprawiły dwuwiekową krzywdę” wyrządzoną Niemcom. Młodym Niemcom wpajano, że Polacy to „współcześni Hunowie”, a germanizacja polskich dzieci i młodzieży była niezwykle brutalna.
Wielu ludzi zrobiło światową karierę na kreowaniu antypolskiego przekazu. Po II wojnie światowej i później, w III RP, było to zarówno w interesie Niemiec, jak i w interesie dominujących wówczas w Polsce sił polityczno-ideowych. Dzięki oskarżaniu Polaków o współudział w Holocauście, Berlin mógł zetrzeć z siebie brzemię zbrodni. Te wieloletnie wysiłki podejmowane na arenie międzynarodowej rozpowszechniły i spopularyzowały kłamliwe pojęcie „polskich obozów koncentracyjnych”. Państwo polskie przez lata nawet na to nie reagowało. Dominowała antypolska narracja, która na 8 lat rządów Zjednoczonej Prawicy nieco ustała, ale wraz z Donaldem Tuskiem powróciła ze zdwojoną siłą. Nie jest to zależność przypadkowa.
Kilka lat temu prof. Bogdan Musiał ujawnił szyfrogram, który dobitnie odsłania niemiecki plan w obszarze działań politycznych w Polsce w latach 90. Szyfrogram nr 3398 został sporządzony w czerwcu 1990 roku przez oficera polskiego wywiadu na podstawie informacji ujawnionych mu przez niemieckiego agenta o kryptonimie „Wolf”. Według „Wolfa” i kół doradców polityczno-gospodarczych rządu RFN korzystnym z punktu widzenia RFN jest rozbicie politycznych ugrupowań w Polsce, brak dominującej partii i podziały w „Solidarności”” – dowiadujemy się z szyfrogramu. „Wolf” przekonuje, że „optymalnym dla jednoczących się Niemiec byłby ostateczny rozpad „Solidarności” i odrodzenie się w Polsce ze znacznej części jej członków silnego ugrupowania chłopskiego, składającego się z kilku partii chłopskich popieranych przez Kościół”. Wskazuje także, że Niemcom zależy na stworzeniu klasy średniej, co stworzy im „szansę gospodarczej ekspansji”. W meldunku czytamy:
„Skutecznie zahamuje to według tych ocen odrodzenie się stabilnego życia politycznego w RP oraz powstanie na gruncie ustaw reprywatyzujących warstwy drobnych i średnich polskich przemysłowców. A więc warstwy średniej, która na zachodzie odgrywa decydująca rolę w rozwoju kraju. Dla Niemiec tworzy to szansę gospodarczej ekspansji (tak jak to było w okresie II RP) i inwestycji przemysłowych w Polsce ze strony małego i średniego kapitału niemieckiego. Przybliżyłoby to też Polskę w strefie bezpośrednich wpływów Niemiec w Europie Wschodniej”.
Właśnie w tym kontekście rodziła się partia Donalda Tuska. Warto pamiętać o początkach Kongresu Liberalno-Demokratycznego, czyli partii Janusza Lewandowskiego, Donalda Tuska i Jana Krzysztofa Bieleckiego. O finansowaniu KLD przez Niemcy mówi się już głośno od lat. W grudniu 2014 tygodnik „Wprost” opisał tę sprawę szczegółowo w tekście „Tajna kasa partii Tuska”, ujawniając że KLD na początku lat 90. otrzymało bezzwrotnie od CDU kilkaset tysięcy marek. Czy zachowując to wszystko w pamięci i znając przeszłość Donalda Tuska, można dziwić się działaniom rządu tak dalece sprzecznym z polską racją stanu?
