Co zmienia odejście Morawieckiego? Niech zmieni!MACIEJ PAWLICKI: Co zmienia odejście Morawieckiego? Niech zmieni!

W dyskusji czy to dobrze czy to źle, że Naczelnik wyrzucił Mateusza Morawieckiego brakuje mi pytania najważniejszego: co to zmienia dla wyborców? Co to zmienia programowo? Jacek Karnowski napisał w swym komentarzu, że umożliwi to skuteczniejszą walkę o prawicowy elektorat z prawicową konkurencją oraz, że „Jarosław Kaczyński lubi walczyć, i potrafi korygować kurs, nawet bardzo mocno”.
Świetnie. Bardzo lubię, gdy partie polityczne zabiegają o mój głos, tak powinno być. Ale w zdrowym państwie, w funkcjonującej demokracji i rozumiejącym swe interesy narodzie, przemawiać mają do rozumu suwerena, a nie do jego emocji. Na to liczę i o to usilnie proszę. Mniej obchodzą mnie relacje personalne, rozumiem, że prezes rozsierdził się, że jego pupil sam bierze sobie władzę w partii, której mu prezes nie dał. Mateusz Morawiecki wszedł do rządu PiS-u jako wicepremier, a potem jako premier na mocy osobistych decyzji Jarosława Kaczyńskiego, przy dużym sceptycyzmie znacznej części członków partii. A brał się ów sceptycyzm z obaw przez bankowym technokratą w rządzie, nawet – jak niektórzy wówczas mówili - „banksterem”.
Byłem wówczas współzałożycielem i prezesem stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu, grupującego ofiary bankowego oszustwa polegającego na sprzedaniu kilku milionom Polaków arcy-ryzykownych instrumentów finansowych jako rzekomych „kredytów”, rzekomo „hipotecznych”, rzekomo ”frankowych”. W kampaniach wyborczych – prezydenckiej, a potem parlamentarnej – uzyskaliśmy od kandydata Andrzeja Dudy pisemne zapewnienie, że jako prezydent złoży projekt ustawy rozwiązującej ten problem, a od władz PiS podpisane przez Beatę Szydło zapewnienie, że ustawę tę partia poprze. Zarówno Jarosław Kaczyński, jak i Andrzej Duda widzieli problem bezprawnego niewolnictwa, braku nadzoru państwa nad bezpieczeństwem obywateli i obiecywali rozwiązanie sprawy. Wobec tego – jako prezes SBB – wielokrotnie publicznie namawiałem do głosowania na Andrzeja Dudę, bo obiecał rozwiązać problem banksterskiego niewolnictwa kilkuset tysięcy polskich rodzin. Andrzej Duda wygrał prezydenturę o 518 316 głosów.
Po jego zwycięstwie, w Kancelarii Prezydenta trwały – z naszym udziałem – intensywne prace nad ustawą, prezydent Duda sprowadził prezesów największych banków, by się tłumaczyli. Wydawało się, że sprawy idą w dobrą stronę. Prezes Banku Zachodniego WBK Mateusz Morawiecki spotkał się wówczas ze mną dwukrotnie, deklarował, że jego bank wejdzie w wypracowane rozwiązanie jako pierwszy, by dać przykład innym.
W listopadzie 2016 Mateusz Morawiecki został ministrem finansów i wicepremierem. Wkrótce potem prezydent Andrzej Duda zawiadomił mnie telefonicznie, że ustawa przybierze inny kształt niż ten, nad którym pracowaliśmy. Po kilku miesiącach powstał ogryzek korzystny dla banków. Gdy przy jakiejś towarzyskiej okazji zapytaliśmy Jarosława Kaczyńskiego dlaczego tak się stało, prezes odpowiedział, że nie może znać się na wszystkim i musiał w tej sprawie zaufać Mateuszowi Morawickiemu, bo ustawa w obronie klientów zagrażałaby stabilności systemu bankowego.
To nie była prawda, nie tylko w mojej ocenie. To był, w mojej ocenie, wielki błąd rządu Prawa i Sprawiedliwości. W roku 2016 banki zarobiły w Polsce netto 13 miliardów złotych, w roku 2023 zarobiły 38 mld, w roku 2024 zarobiły 42 mld, w roku 2025 zarobiły 48,7 mld. Pomijając kwestie moralne, najważniejsze jest, że 600 tysięcy fałszywych „kredytów frankowych” to kilka milionów złapanych w bezprawną pułapkę Polaków. I te kilka milionów poczuło się oszukanych, że prezydent słowa nie dotrzymał, część odeszła od Prawa i Sprawiedliwości. To ona – wraz z trzema innymi grupami - zdecydowała o utracie przez PiS władzy w roku 2022.
Po co to opisuję? Bo – moim zdaniem – problemem bardzo zdolnego i bardzo pracowitego Mateusza Morawieckiego nie jest to, że był doradcą Donalda Tuska, ani to, że nie miał - co w rozmowie z Marcinem Wikło przypomniał Jarosław Kaczyński - wrażliwości społecznej, której musiał się w rządzie PiS nauczyć (słynny cytat o „misce ryżu” był prawdziwy). Problemem jest to, że premier Morawiecki – mając wiele sukcesów, czemu absolutnie nie zaprzeczam – popełnił też kilka poważnych błędów. Strategicznych, długoterminowych i brzemiennych w skutki do dzisiaj.
Wsłuchany w jego urok, elokwencję i kompetencje (także – jak wczoraj opowiedział - w sprawach sumo) Jarosław Kaczyński oddał mu zbyt wiele swobody w kilku strategicznych obszarach. Decyzja prezesa Kaczyńskiego, by po klęsce w wyborach w roku 2022 zakazać publicznych dyskusji o przyczynach tej klęski, spowodowała zdumienie znacznej części wyborców Prawa i Sprawiedliwości. Straciliśmy władzę, ale nie chcemy wiedzieć dlaczego? Wszystko było super? Czując te nastroje, politycy PiS zaczęli przebąkiwać nieśmiało: „były jakieś błędy…”. Jednak były? Ale jakie? Jedyny błąd, do którego przyznał się Mateusz Morawiecki to zamknięcie lasów. Innych nie znalazłem. I raz jeszcze powiem – lista sukcesów rządów PiS jest długa, były nieporównanie, radykalnie lepsze od rządów PO i KO. Ale jednak nienazwanie błędów, niezrozumienie ich przyczyn oznacza… tak, wolę ich kontynuacji. Wzorowana na bodajże trzykrotnym powrocie innego pupila prezesa, Jacka Kurskiego, zapowiedź - po ludzku sympatyczna - możliwego ponownego politycznego zejścia się dzisiejszych rozwodników, może pogłębiać obawy, że we wszystkich sferach ma być tak, jak było.
Co prawda zmieniła się retoryka w kilku ważnych punktach, ale bez wyraźnego określenia zmian, jakie w przyszłym rządzie zjednoczonej prawicy nastąpią w stosunku do rządu Mateusza Morawieckiego, dla wielu nie jest już wiarygodna. I to jest prawdziwa przyczyna wzrostu notowań obu Konfederacji (poza ich własnym „dorastaniem” i coraz skuteczniejszymi działaniami oczywiście) i spadku notowań PiS-u. Znaczna część jego dotychczasowych wyborów poczuła, że nie jest traktowana poważnie i podmiotowo.
Jeśli więc Prawo i Sprawiedliwość, już bez frakcji Mateusza Morawieckiego, chce realnie powalczyć o powrót do władzy, musi swym wyborcom powiedzieć, kim jest i co zamierza w sprawach, które spowodowały utratę zaufania części z nich. Po pierwsze w kwestii relacji z Unią: czy będzie posłusznie realizować polecenia Komisji Europejskiej, czy też przeciwstawi się jej złym dla Polski i Polaków decyzjom, jak ETS, polityka klimatyczna, imigracyjna, kamienie milowe, inwazja kulturowa. Konkretnie jak się przeciwstawi, co zrobi. Po wtóre w kwestii relacji z polskimi przedsiębiorcami, czyli klasą średnią, która jest gwarantem wolności i funkcjonowania demokracji. Czy złe dla polskiej przedsiębiorczości, a faworyzujące globalne korporacje rozwiązania Polskiego Ładu zostaną unieważnione? Czy państwo polskie będzie stawać w obronie polskich klientów i pacjentów, oszukiwanych przez korporacje bankowe czy farmaceutyczne? Po trzecie w relacji z Ukrainą. Czy w rządzie premiera Czarnka polska pomoc dla Ukrainy będzie bezwarunkowa? Czy mają trwać mechanizmy, w których Ukraińcy (np. w kwestiach emerytur) są przez państwo polskie traktowani lepiej niż Polacy? Po czwarte w kwestii polityki zdrowotnej: czy w razie zarządzenia przez komuno-globalistów z WHO kolejnej pandemii posłusznie zastosowane zostaną te same metody: propaganda strachu, lockdown, zamknięcie szkół, redukcja leczenia wszelkich chorób poza tą wybraną, faktyczny, choć nielegalny przymus szczepionkowy, prześladowania lekarzy? Być może to będzie program ew. przyszłego rządu premiera Morawieckiego, skoro nigdy się od tych dokonań (poza zamknięciem lasów) nie odciął. Ale czy to także program ewentualnego rządu premiera Czarnka?
Skoro – jak pisze z nadzieją Jacek Karnowski – Jarosław Kaczyński „potrafi korygować kurs, nawet bardzo mocno”, to jest właśnie czas na te korekty. W tych kilku kwestiach - bardzo mocne. Czego jemu, sobie i Polsce życzę.
