Ziewający entuzjaści frustrataZiewający entuzjaści frustrata. "Zielono po niemieckiej stronie Odry, a po stronie polskiej trujące śmieci"

Chłopcy piarowcy ze sztabu czarnej propagandy do roboty! Nie leniuchować, nakręcać nienawiść, podpalać sanepid, mieszać w głowach, rozsiewać podłe łgarstwa, a nie ziewać za plecami wodza.
W telewizorze coraz częściej pojawiają się cuchnące obrazki odpadów zwalanych w Polsce przez Niemców. Tego już po prostu nie da się ukryć. Niemieckie śmieci zatruwają Polskę – przyznaje nawet tamtejsza gazeta. Przy czym nie ma na myśli Tuska, lecz przemielone i wydalone odchody wykwintnej germańskiej cywilizacji.
Ociężałość naszych władz lokalnych, które nie reagują na bezprawny proceder zatruwania polskiej ziemi, jest podejrzana. Jak głosi urzędowa formuła:
Zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa
Nikomu jednak nie chce się tego przestępstwa uzasadnić. Czyżby wszędobylska korupcja? A może tak ma wyglądać zielony ład Timmermansa? Zielono po niemieckiej stronie Odry, a po stronie polskiej trujące śmieci.
Co na to Tusk? Jak na razie czmycha przed red. Kłeczkiem zadającym mu zbyt trudne pytanie o brukselską „ideologię klimatologii”. Co na to ziewający entuzjaści, którzy wypełniają tło podczas przemówień wodza, w stylu schyłkowego Bronka? Widzimy podobne zaangażowanie emocjonalne i odruchy fizjologiczne. Jako gwóźdź sezonu ogórkowego, słabo przebija się byłe „Słońce Peru” przez obezwładniającą magmę upalno-burzowej aury. Potwór Paskuda z Zalewu Zegrzyńskiego przed laty budził większe emocje, no i uśpiony werwolf z Zamku Czocha w Górach Izerskich (skądinąd, piękne miejsce).
Nuda się ciągnie za ulubieńcem eurosalonów, jak smród po niemieckich ciężarówkach z fekaliami. Energiczne wymachiwanie rączkami i wymowne miny strojone przed kamerami nie ukryją jałowej pustki, jaką reprezentuje. W gruncie rzeczy wrócił po to, by szkodzić Polsce w taki sprytny sposób, aby Polacy tego nie dostrzegli. Lecz dostrzegają. Stąd narastająca z tygodnia na tydzień frustracja. Parę tygodni temu sam przyznał się do furii… W sumie opowieść o zwycięskim powrocie „króla Europy” do niechcianej Polski może śmiało nosić tytuł „Furia frustrata”. To nawet nieźle brzmi fonetycznie. Chłopcy piarowcy ze sztabu czarnej propagandy do roboty! Nie leniuchować, nakręcać nienawiść, podpalać sanepid, mieszać w głowach, rozsiewać podłe łgarstwa, a nie ziewać za plecami wodza, bo nie będzie wypłaty srebrników…
Artykuł z 32/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
