Z pętlą (decyzyjną) na szyi. "Nasza armia nie może być mała"Z pętlą (decyzyjną) na szyi. "Nasza armia nie może być mała, a w jej składzie mają być nie tylko wysoko opłacani profesjonaliści"

Wymyślona w USA pętla decyzyjna, zastosowana w polskich warunkach, może się okazać pętlą na szyi polskiej obrony, którą zaciśnie nam Moskwa.
W Warszawie odbył się Kongres 590. Było to duże zgromadzenie polityków, wysokich urzędników państwowych, ekspertów i naukowców, Obradowano pod hasłem „Nowe możliwości” w siedmiu obszarach tematycznych: nowe państwo, nowe sektory, demografia, zdrowie, nauka wraz z sektorem badań i rozwoju oraz nowy obraz Polski. Ku memu zdziwieniu organizatorzy Kongresu po macoszemu potraktowali problematykę obronności i wojska. Odbył się jeden wątły panel pt. „Żołnierz nowego wzoru”.
Zostałem zaproszony do udziału w tym panelu, drugim jego uczestnikiem był mec. Jacek Bartosiak, propagujący od pewnego czasu koncepcję budowania armii „nowego wzoru”. Tytuł panelu był wyraźnie skonstruowany pod niego. Poza naszą dwójką więcej uczestników nie było.
Kiedy zjawiłem się na sali, okazało się, że nie ma żadnego prowadzącego spotkanie, który czuwałby, aby paneliści wypowiadali się na podany temat. Dlatego pewnie nie dowiedziałem się od dr. Bartosiaka, jaki ma być ten żołnierz „nowego wzoru”. Mówił on tylko o swoim pomyśle armii.
Usłyszałem, że od strony Rosji grożą Polsce co najwyżej jakieś incydenty zbrojne, za których pomocą Rosja będzie usiłowała zapewnić sobie korzystną pozycję w grze o wpływy na kontynencie europejskim. Przy tym p. Bartosiak twierdził, że Rosja ma słabą armię, morale jej żołnierzy jest dużo niższe niż polskich, a ma ogromne terytorium i za mało sił, aby wszędzie je zabezpieczyć. Wysnuł stąd wniosek, że nie stać Rosji na dużą i długą wojnę i na pewno nie grozi nam z jej strony, że zechce Polskę okupować. W tym położeniu, aby ustrzec się przed rosyjskimi zagrożeniami militarnymi – w istocie małymi i ograniczonymi w czasie – należy stworzyć armię „nowego wzoru”. Małą, świetnie uzbrojoną, profesjonalną i w pełni ukompletowaną, zdolną do działań ofensywnych, która będzie zwyciężać z wojskami Rosji na terenie przestrzeni geopolitycznej w Europie Środkowo-Wschodniej. Zwycięstwa, według mojego interlokutora, zapewni Wojsku Polskiemu tzw. pętla decyzyjna lepsza od pętli realizowanej w armii rosyjskiej.
Kto na tym zyska
Wymieniona pętla to model cyklu podejmowania decyzji OODA (observe, orient, decide, act) opracowany w latach 70. przez Amerykanina Johna Boyda, stanowiący inspirację rozwoju doktryn armii amerykańskiej i pojawiający się jako wzorzec myślenia strategicznego w biznesie. Istota pętli zapewniająca podejmowanie decyzji owocujących sukcesem zawiera się w procesach zdobywania i przetwarzania informacji przeważnie zachodzących równolegle we wszystkich czterech obszarach: obserwacja, orientacja, decyzja, akcja.
Supermocarstwo USA posiada ogromne zdolności zdobywania i przetwarzania informacji, więc stosowanie pętli OODA powinno Amerykanom gwarantować obiecywany efekt. Powstaje pytanie, czy pętla decyzyjna jest w użyciu w przypadku US Army i jak ona zadziałała w Afganistanie, zwłaszcza w czasie ewakuacji sił USA z tego kraju? Nie trzeba też nadzwyczajnej wiedzy, by stwierdzić, że Polska nie ma i nie będzie miała amerykańskich zdolności w sferze pozyskiwania i przetwarzania informacji. Co gorsza, należy też założyć, że Rosja będzie je miała większe niż Polska. Skąd więc przekonanie dr. Bartosiaka, że przy zastosowaniu modelu OODA to Polska, a nie Rosja, będzie odnosić sukcesy?
Armia „nowego wzoru” ma być mała – to nic nowego; w III Rzeczypospolitej tematem często poruszanym była/jest liczebność (wielkość) naszej armii. Co pewien czas słyszymy o konieczności kolejnych redukcji stanów osobowych WP. Nikt już nie pamięta, że w limitach przyznanych Polsce w traktacie CFE-1 ( jest taki traktat) zapisano dla naszego kraju 250 tys. żołnierzy. Dotąd słyszeliśmy, że Polski nie stać na utrzymanie licznych sił zbrojnych, a zmniejszenie liczebności WP miało dać oszczędność środków i pozwolić wystawić armię mniejszą, ale za to nowocześniejszą.
Dr Bartosiak twierdzi, że wydajemy dużo pieniędzy na wojsko, ale źle to robimy – tu można się z nim zgodzić. Jednak tym mocniej podkreśla, że jego armia „nowego wzoru” powinna być mała, a rozumie przez to w zasadzie tylko lądowe wojska operacyjne (w USA siły lądowe nazywają się Army, a są jeszcze Air Forces – lotnictwo, Navy – marynarka wojenna, Marines – piechota morska).
Mała armia
W latach 20. XX w. zwolennikiem małej armii „nowego wzoru” był niemiecki generał Hans von Seeckt. Zakładał on błyskawiczne natarcie takiej profesjonalnej i świetnie uzbrojonej armii, zniszczenie nieprzyjaciela, zanim zmobilizuje on swoje siły. Ta teoria organizacji sił zbrojnych została niejako na Niemcach wymuszona. Traktat wersalski zakazał Rzeszy Niemieckiej posiadania dużej armii. Wraz z odrzuceniem zobowiązań z Wersalu przez Hitlera Niemcy szybko zapomniały o koncepcji małej armii. Dodajmy jeszcze, że sukces takiej małej armii w wojnie zależał według von Seeckta od gwałtownego i niespodziewanego ataku. Ataku bez wypowiadania wojny! Współcześnie, w polskich warunkach, taki sposób użycia wojska nie może mieć zastosowania.
W przypadku Polski w przeszłości ćwiczyliśmy obronę za pomocą małej armii. Było to w okresie Sejmu Czteroletniego. W wojnie z Rosją, w 1792 r. Polska wystawiła ponad 50 tys. żołnierzy. Było to wojsko dobrze wyszkolone, zaopatrzone i odpowiednio wyposażone. Nie ustępowało wojskom rosyjskim, np. wysoką wartość bojową prezentowała polska artyleria, czego dowodem były bitwy pod Mirem, Zieleńcami, Dubienką. Historyk wojskowości gen. Marian Kukiel wysoko oceniał walory tego wojska. W wojnie z Rosją wystąpiły braki w dowodzeniu (zwłaszcza strategicznym), były przykłady zdrady wśród dowódców, jednak najważniejszym brakiem okazała się liczebność polskich wojsk. Gdyby Polska zgodnie z zamiarami rzeczywiście stworzyła 100-tysięczną armię, to sytuacja na polach bitewnych byłaby inna. Norman Davies pisze („Boże igrzysko, Historia Polski”):
W r. 1791 stosunek liczby przeszkolonych żołnierzy państwa [Polski] do ogółu dorosłej ludności męskiej osiągnął liczbę 1:472. Ta godna pożałowania statystyka nie wytrzymuje porównania z analogiczną liczbą 1:153 we Francji, 1:90 w Austrii, 1:49 w Rosji czy wreszcie 1:26 w Prusach
Nic więc dziwnego, że w 1792 r. Polska nie mogła wyprowadzić zbyt wielu żołnierzy. Zabrakło po prostu wyszkolonych rezerw.
W czasie pokoju armia ma do spełnienia w zasadzie dwa zadania: powinna skutecznie odstraszać potencjalnego wroga swoimi zdolnościami obronnymi i szkolić możliwie wielu ludzi, aby można było wystawić odpowiednio liczne siły zbrojne w przypadku wojny. Przy tym nie warto kopiować systemów militarnych mocarstw, trzeba raczej szukać wzorów dla naszego państwa średniej wielkości, spoglądając na Szwajcarię czy Izrael, które dysponują skutecznymi systemami obronnymi. Dysponują armiami, które mogą w stanie zagrożenia rozwinąć się do rozmiarów poważnych liczebnie. Dbając o proporcjonalną do wielkości Polski liczbę żołnierzy, uwzględniając środki na obronę i jej wymogi, musimy sobie uświadomić, że nasza armia nie może być mała, a w jej składzie mają być nie tylko wysoko opłacani profesjonaliści. Trzeba przecież ustalić, jak armia czasu „P” (pokój) zagwarantuje stosowne przeszkolenie i przygotowanie rezerw, muszą w niej być bowiem przede wszystkim żołnierze terytorialni, na co dzień zwykli obywatele. Polska musi stworzyć własną, odpowiednią do warunków, strategię odstraszania, aby nie była postrzegana jako łatwa zdobycz. Mała armia, nawet najbardziej nowoczesna, nie może spełnić takiej odstraszającej funkcji. Nie możemy rywalizować z Rosją w liczbie czołgów, rakiet czy samolotów. Możemy jednak przygotować wariant obrony i odpowiednią armię, która będzie wiarygodnym instrumentem naszej siły, gdyż można niszczyć drogie, ciężkie uzbrojenie przeciwnika stosunkowo tanimi środkami bojowymi. Przenośne wyrzutnie rakiet, miny i amunicja precyzyjnego rażenia, drony i roboty bojowe, wreszcie cyberprzestrzeń pozwalają tworzyć siły bardzo skuteczne w obronie.
W 1995 r. Mirosław Cielemęcki w tygodniku „Wprost” zarzucił dowództwu WP uprawianie „kultu armatniego mięsa”, ponieważ Sztab Generalny sprzeciwiał się dalszym redukcjom wojska. Autor artykułu twierdził, że w tej kwestii MON i SG WP różnią się w podglądach. Zdaniem Cielemęckiego minister obrony chce redukować wojsko, gdy sztabowcy to blokują. Pogląd red. Cielemęckiego poparł gen. bryg. Stanisław Koziej, wówczas dyrektor Departamentu Systemu Obronnego MON.
Zwolennicy małej polskiej armii nie rozumieją kwestii podstawowej – liczba żołnierzy nie tylko decyduje, czy napastnik będzie w stanie stabilizować sytuację, okupując napadnięty kraj, ale liczba obrońców też rozstrzyga, czy on w ogóle odważy się na agresję.
Rosja otwarcie deklaruje, że będzie używać działań asymetrycznych w swoich akcjach ofensywnych na obcym terytorium i do takich działań przygotowuje wojska specjalne. Jedną z takich akcji było zajęcie Krymu w 2014 r. Pamiętając o tym, trzeba uświadomić sobie, że rosyjskich dywersantów nie da się wyeliminować, ścigając ich na czołgach Abrams i celując w nich rakietami Patriot. Potrzebne będą do tego siły terytorialne, obywatelskie rozmieszczone wszędzie, zakorzenione w lokalnych społecznościach.
Józef Piłsudski ostrzegał przed kopiowaniem „obcych wzorków”. Wymyślona w USA pętla decyzyjna, zastosowana w polskich warunkach, może się okazać pętlą na szyi polskiej obrony, którą zaciśnie nam Moskwa.
Artykuł z 42/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
