wPolityce wTygodniu. Cedzyński: Zorganizowana powódź i groźny wyciekwPolityce wTygodniu. Cedzyński: Zorganizowana powódź i groźny wyciek

Dlaczego Tusk omija wyborców szerokim łukiem? Jak premier zrujnował reputację flagowego serialu TVP? Kogo trzeba znać, żeby zaplanować opłacalnie powódź oraz czemu wyciek danych 19 milionów obywateli może być groźniejszy niż się wydaje? Między innymi do tych pytań mijających dni wracamy w dzisiejszym odcinku cyklu wPolityce wTygodniu.
NIEDZIELA – MON w obronie budżetu prezydenta
Prezydent Karol Nawrocki na spotkaniu z mieszkańcami Skawiny powtórzył, że nie zamierza „bronić żyrandoli” w Pałacu. To odpowiedź na oficjalny wniosek Cezarego Tomczyka, wiceszefa MON, który stanął w obronie… prezydenckiego budżetu i zaczął wyliczać pieniądze na spotkania głowy państwa z Polakami. Ludzie Tuska widzą przewagę Nawrockiego wśród Polaków. To wynika nie tylko z sondaży. Premier w kampanii wyborczej, podobnie jak prezydent, obiecał comiesięczne spotkania z wyborcami. Tej obietnicy, w przeciwieństwie do swojego rywala, też nie dotrzymał. Dlaczego Tusk omija wyborców szerokim łukiem? Z oszczędności, której domagał się Tomczyk? Nie, po prostu nie ma nic do powiedzenia. Bo o czym miałby mówić? Że Żurek dobry? Nawet jemu już nie smakuje. A i obiecanego deseru nie widać.
PONIEDZIAŁEK – Wiedza kosztuje
Pierwszy dzień roboczy kolejnego tygodnia i znowu informacja, którą Donald Tusk nie będzie chciał się chwalić. W WP ukazał się artykuł o aferze z przekazywaniem pieniędzy na pomoc dla powodzian z 2024 r. Kolejny dowód, jak bardzo oddani sprawie potrafią być politycy KO. Według tekstu 4,5 mln zł przeznaczonych na wspomniany cel z agencji kontrolowanej przez samorząd województwa trafiło do trzech firm z jednej wsi. Jedna należała do męża wiceprezes instytucji rozdzielającej pomoc, druga do ich sąsiada, a trzecia, zgodnie z zasadą, że najdroższa jest informacja, trafiła do właściciela lokalnej telewizji współpracującej z samorządem. Jednak według służb i zdjęć satelitarnych żadna ze wspieranych nieruchomości nie ucierpiała znacząco podczas powodzi. Gdy następnego dnia reporter wPolsce24 pytał o to jednego z trzech beneficjentów pomocy, usłyszał: „Nie zna się pan”. Z pewnością wiedza ma swoją wartość, ale i trzeba też wiedzieć, kogo warto znać, by powódź nadeszła we właściwym czasie i miejscu.
WTOREK – 5 minut dla aktora
Anuśka, jedź już - powtarzał nieustannie mąż Anny Konieczyńskiej, gdy reporterzy wPolsce24 i Republiki chcieli zadać kilka pytań wiceprezes Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego, rozdzielającej wsparcie dla powodzian. Piotr Konieczyński jest przedsiębiorcą, ale też zawodowym aktorem Teatru im. Cypriana Kamila Norwida w Jeleniej Górze. Wiedział, co robi pośpieszając żonę „Anuśkę”, bo obmyślił już swój scenariusz na rozmowę z reporterami, a małżonka psuła mu go samą obecnością, a co za tym idzie możliwością zadawania jej pytań. Robiła to zresztą z wdziękiem, nawet obrażała reporterów z szerokim uśmiechem. Jednak pan Piotr miał inny pomysł. Rozpoczął uprzejmą konwersację przed kamerą od obaw. Według niego żona, działająca z ramienia KO, stała się ofiarą hejtu. „Żeby to nie było, jak z prezydentem Adamowiczem” – stwierdził z troską w głosie. Piotr Konieczyński miał swoje pięć minut. Ciężko jednak powiedzieć, czy właśnie z tej roli chciałby być zapamiętany przez widzów w całym kraju.
Tego samego dnia swoją nieformalną rolę filmową odegrał też Donald Tusk. Premier wpadł z gospodarską wizytą na plan zdjęciowy 11 sezonu serialu „Ranczo”. Oczywiście, jak twierdził potem reżyser filmu Wojciech Adamczyk, były to absolutnie apolityczne odwiedziny podczas kręcenia zdjęć do w pełni „apolitycznego” sezonu filmu. A teraz serio. Tuskowi w kilka minut udało się zniszczyć to, co biegunowo różnym zarządom TVP mniej lub bardziej, ale udawało się uszanować przez 10 lat. Tym czymś było życie w Wilkowyjach, które zarówno PO-wcy, jak i PiS-owcy mogli oglądać siedząc przed telewizorem na jednej kanapie. A to dziś bardzo rzadki widok i wyraźnie zbyt irytujący dla premiera.
ŚRODA – Wyciekło 19 milionów
Krzysztof Gawkowski poinformował, że wykradziono dane medyczne blisko 19 mln Polaków. Już wyciek numerów PESEL jest wyjątkowo niebezpieczny, stąd apele o dodatkowe zabezpieczenia w aplikacji e-obywatel. Minister cyfryzacji zapewnił przy tym, że w tej chwili nic nie wskazuje na atak ze strony innego państwa, a cyberprzestępcy mają „określone chęci związane z pozyskiwaniem środków finansowych”. To dość marne pocieszenie, bo za wrażliwe dane chętnie zapłaci każdy wrogi wywiad. Taka masa informacji staje się szczególnie groźna, gdy skojarzy się ją z innymi danymi w celu uzyskania choćby szczegółowych profili finansowych czy wyborczych całych społeczeństw. A stąd już krok do zbudowanie potężnego narzędzia dla agentury wpływu.
CZWARTEK – Zabawa w Berka
Donald Tusk potwierdził krążące od paru dni informacje, które oburzają nawet jego zwolenników. Premier ogłasza kandydaturę Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego. To człowiek pracujący raczej w cieniu (do niedawna minister ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu), określany nie tylko jako prawa ręka, ale i mózg Tuska. Berek w ciągu ostatnich lat wyśmiewał Trybunał i głosił, że strażnikiem konstytucji nie ma, co sobie zawracać głowy. Teraz będzie kandydatem do „nieistniejącej” instytucji. Tajemnicą poliszynela jest więc misja byłego ministra. Najpewniej będzie w Trybunale wprowadzał prawo, tak jak je rozumie jego pryncypał. Unijni urzędnicy wcześniej bezkompromisowo broniący praworządności w Polsce, jak zwykle w ostatnich latach, zasłonią oczy, uszy i usta. W kraju Hołownia już nie zapłacze nad egzemplarzem Konstytucji, a wszystkie „Magdaleny Środy” i „Joanny Szczepkowskie” z entuzjazmem będą chwalić posunięcie swojego wodza, który za pomocą „drobnego włamania” chce przejąć kolejną wrogą instytucję, a może i obalić rosnącego w siłę prezydenta. I może tylko część zwykłych wyborców skandujących kiedyś z przekonaniem „Konstytucja, Konstytucja!” nie będzie potrafiła … na nowo poukładać tych klocków w całość. Bo nijak nie pasują do siebie.
Piątek – Plan B
Publicyści, na których Donald Tusk mógł liczyć bez ograniczeń przyznają, że premierowi już ciężko dźwigać szlam, który osadza się z każdym tygodniem jego rządów. Zresztą sam przewodnik stracił już orientację w terenie i bardziej może liczyć na niezgrabne posunięcia przeciwników niż na śmiałe ruchy swoich strategów. Z jednej strony szarpie się, jakby nie miał już nic do stracenia, z drugiej zaś jest już myślami na innej posadzie, pewnie gdzieś w Brukseli. Czas zatem na wypróbowany plan B, czyli ewakuację na wcześniej upatrzone pozycje. Do tego potrzebny jest jednak ktoś, kto przejmie od niego wspomniany ciężar i weźmie na siebie odpowiedzialność za lidera. Najlepiej ktoś, kogo sam wypromował. Według nieoficjalnych informacji TV wPolsce24 na takie stanowisko Ewy Kopacz-bis wytypowana została Magdalena Sobkowiak-Czarnecka. Wiceszefowa MON obrusza się może nie tyle na samą informację o swojej roli podczas odwrotu premiera, ile na porównanie z poprzednią zasłoną dymną, czyli Ewą Kopacz. I ma rację, każdy powinien mieć prawo do niezależnego sposobu osłony umykającego wodza. Przynajmniej tak powinno mu się wydawać.
SOBOTA – Komu po drodze?
Jednoczące święto Wojska Polskiego stało się okazją dla rządu do zareklamowania zawartego na kulawych zasadach kontraktu SAFE, co było manifestacją polityczną wobec prezydenta. Głowa państwa nie dała się jednak sprowokować. W błyskotliwym przemówieniu zwierzchnik Sił Zbrojnych określił polskie priorytety obronne.
Nie możemy zamknąć naszego bezpieczeństwa w sejfie, do którego klucze są w innych stolicach Europy, nawet tych przyjaznych, nawet tych ważnych
- zaznaczył i zapowiedział, że zadba również o to, „by dobre projekty obecnego rządu nie zginęły w politycznej rywalizacji po roku 2027, po kolejnych wyborach parlamentarnych”.
Paradoksalnie po tych słowach przeciwnicy Nawrockiego mogli zdać sobie sprawę, jak bardzo prezydent jest dla nich groźny. To już nie jest zwykły przeciwnik w partyjnych przepychankach. To polityk, który szuka dobrej drogi dla wszystkich, również dla tych, którym nie po drodze.
