Wojna i pokój Czarzastego. Chłopski upór oraz chłopski rozumWojna i pokój Czarzastego. "Jest on twardym orzechem do zgryzienia dla przeciwników, gdyż ma w sobie chłopski upór oraz chłopski rozum"

Włodzimierz Czarzasty stał się zdrajcą. I nic nie zmieniły zapewnienia, że najważniejsze jest dla niego odsunięcie Prawa i Sprawiedliwości od władzy.
Wojna o to, kto poprowadzi Lewicę do wyborów, była dlatego tak zacięta, że od tego zależy trzecia kadencja PiS.
Od końca kwietnia 2021 r. toczyła się całkiem zacięta wojna o Włodzimierza Czarzastego, a właściwie przeciw niemu. Wszystko przez rozmowy polityka Lewicy z premierem Mateuszem Morawieckim w sprawie ratyfikacji unijnego funduszu odbudowy oraz kształtu Krajowego Planu Odbudowy. Były premier i były szef Sojuszu Lewicy Demokratycznej Leszek Miller ujął to tak:
Niedawno Lewica skandowała do Morawieckiego: »Będziesz siedział«, ale elektorat nie sądził, że tu chodzi o to, żeby usiąść przy jednym stole
Od tego momentu Włodzimierz Czarzasty stał się zdrajcą. I nic nie zmieniły zapewnienia, że najważniejsze jest dla niego odsunięcie Prawa i Sprawiedliwości od władzy, iż byłby „świnią i głupkiem, gdyby nie starał się postawić [Mariusza] Kamińskiego [szefa MSWiA] i [Zbigniewa] Ziobry [ministra sprawiedliwości] przed Trybunałem Stanu”. Miller oskarżył Czarzastego o tajne układy z PiS, których finałem ma być jego udział w rządzie PiS, zapewne na ministerialnym stołku.
Ze strategią wspierania PiS, choć Lewica pod wodzą Czarzastego głosowała przeciw rozwiązaniom Polskiego Ładu, miała się wiązać rozprawa z wewnętrzną opozycją. Joanna Senyszyn, ukarana we wrześniu 2021 r. przez sąd partyjny (Senyszyn twierdzi, że żadnego sądu nie było) zakazem zajmowania funkcji w związku ze swymi wypowiedziami, oskarżyła Czarzastego o stosowanie „stalinowskich metod” oraz o „doprowadzenie do zaniku demokracji w partii”. Czarzasty okazał się nie tylko brzemieniem dla części działaczy własnej partii, lecz także wrogiem dla części opozycji, szczególnie tej spod znaku Platformy Obywatelskiej. I z takim znamieniem wchodził 9 października 2021 r. na kongres Lewicy. Za sojusznika miał jednak, jak sam to określił, „najważniejszą postać polskiej lewicy po transformacji”, czyli Aleksandra Kwaśniewskiego. Przemawiającego na kongresie, w przeciwieństwie do Leszka Millera, który „nie jest członkiem SLD”.
Kłopot dla Tuska
5 października 2021 r. Włodzimierz Czarzasty przypomniał, że w przeciwieństwie do Leszka Millera, Marka Borowskiego czy Wojciecha Olejniczaka on lewicy nie rozwalił ani nie doprowadził do kompromitującego spadku z 42-proc. poparcia. Między innymi przez dzielenie lewicy, co się już nie powtórzy, a czego efektem będzie jedna lewicowa lista wyborcza, czyli z udziałem Partii Razem, o czym zdecydowano jeszcze przed kongresem Nowej Lewicy, podpisując stosowną umowę.
Jeszcze trzy–cztery miesiące wcześniej „jedność lewicy była zagrożona”, znowu mogła się objawić „klątwa połowy kadencji”, a objawiły się spadki notowań. Wszystko przez „kłótnie wewnętrzne i głupotę, polegającą na wynoszeniu na zewnątrz spraw wewnętrznych partii”.
Wszyscy mają nauczkę, że jak opowiadają w mediach bzdury, mówię też o sobie, to Lewicy spadają notowania, a nie rosną. Refleks i rozum wyszedł z lasu i idzie w naszą stronę
– mówił na początku października 2021 r. Czarzasty w Radiu Zet. Głównie rozum idzie po to, by wygrać walkę „o państwo świeckie”. Bo „jeśli nie będzie państwa świeckiego, to kobiety w Polsce nie będą miały swoich praw, a młodzi ludzie nie będą mogli wyrażać bez problemu w szkołach swoich poglądów”. A ponieważ „Lewica wprowadziła Polskę do Unii Europejskiej, to czas w tej chwili, by UE wprowadzić do Polski: w zakresie spraw socjalnych, praw kobiet, praw dla rolników i zrównania tego, co w innych krajach na Zachodzie się dzieje”.
Włodzimierz Czarzasty ma „jasne poglądy” i lubi je wyrażać „czasami w sposób bezczelny, wręcz arogancki”. Boleje nad tym, ale mierzi go „włazidupstwo, głupota, obłuda”. To pierwsze przede wszystkim w odniesieniu do Donalda Tuska i to zasadniczy problem z Czarzastym.
Wszyscy do mnie mają pretensję: »Dlaczego pan ma inne zdanie od Donalda Tuska?«. Bo mają! Ale ja nie będę uczestniczył w wyścigu wchodzenia w tyłek Donaldowi Tuskowi. […] Lewica naprawdę nie musi szukać miejsca w gromadzie Tuska, bo mamy własną
– mówił na początku października 2021 r. w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”.
Dystans do Donalda Tuska to główny powód ataków na Włodzimierza Czarzastego. I wytykanie Platformie zakłamania:
Politycy PO najpierw mówią, że kto rozmawia z PiS-em, ten jest zdrajcą. Następnie przyjeżdża na białym koniu Tusk i pierwsze co, to też to mówi. Po czym trzy miesiące po tej deklaracji, po tym, gdy to, co ja zrobiłem, Sikorski nazwał podpisaniem paktu Ribbentrop–Mołotow, Tusk mówi, że trzeba się spotkać z PiS-em i zmienić konstytucję. Zmienić konstytucję?! […] No więc ja po prostu się śmieję z tej obłudy
Śmieje się też z pychy PO:
Budka, ogłosił ten swój program Koalicja 276, czyli powstanie platformy opozycji, która ma doprowadzić do wygranej. Z kim on to konsultował? Z nikim. […] Kosiniak nie wiedział. Hołownia nie wiedział. Lewica nie wiedziała. W tej chwili Tusk wyszedł i powiedział: zróbmy wspólnie z PiS-em zmianę w konstytucji. Czy to był problem, żeby zadzwonić do Kosiniaka, do Hołowni, do Biedronia, Zandberga albo Czarzastego? […] Mam już dosyć tej obłudy
Ma też dość udawania:
Powołaliśmy jakieś zespoły programowe swego czasu razem z PSL, z PO. Te zespoły nie działały i nie działają. […] Patrzę na swoich partnerów z PO, bo to jest przecież partia opozycyjna, z którą wcześniej czy później my wszyscy jako opozycja będziemy współrządzili. I widzę, że oni zmieniają co cztery miesiące zdanie w sprawach zasadniczych
Jak z kimś takim można tworzyć jedną listę wyborczą, tym bardziej że ona niczego nie gwarantuje. Niewybaczalne jest też naśmiewanie się z pomysłu rządu technicznego:
Nie było żadnego kryzysu politycznego, to jakaś bzdura zupełna!
To „suchar, że była możliwość stworzenia rządu technicznego. Przecież nikt w to nie wierzył. I słusznie, bo nie było żadnej możliwości rządu technicznego. Co to za bzdury w ogóle, wyciśnięte z palca!”.
Chłopski upór
Czarzasty jest twardym orzechem do zgryzienia dla przeciwników, gdyż ma w sobie chłopski upór oraz chłopski rozum.
Urodzony jestem w Warszawie, ale moją ojcowizną jest wieś Łaguny, w Przasnyskiem. […] Ojciec urodził się i wychował w Łagunach. I to była taka typowa rodzina chłopska. […] Skończył SGGW, technologię drewna, całe życie był budowlańcem. […] Dwóch braci [ojciec i stryj] postanowiło, że jeden z synów, czyli ja, pójdzie na SGGW i wróci na gospodarkę. I dlatego jestem tak z tym terenem związany, bo do ostatniej klasy liceum, każda sobota, niedziela, każde wakacje, jechałem do Łagun. […] Ja się praktycznie na tej wsi wychowałem. Wszystkiego mnie tam uczono, bo wszyscy byli przekonani, że tam wrócę. […] Dlatego też bardzo często, jak ktoś mnie pyta, skąd jestem, to mówię, że ze wsi, bo te Łaguny to jest to, co mnie ukształtowało
– mówił Czarzasty w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”. Nawet gdy dziadek od strony mamy był tramwajarzem, działaczem PPS i warszawiakiem, to „też ze wsi, tym razem spod Żyrardowa”. To ukształtowało Czarzastego tak, że nie cierpi zrywania umów, choćby nie były najlepsze, podobnie jak machlojek wobec partnera, z którym coś się ustaliło. Wojna z Czarzastym to konfrontacja jego chłopskiego uporu z wielkomiejskim cwaniactwem, które skądinąd nie jest mu obce, bo wychowywał się na warszawskim Grochowie. Chłopskim korzeniom przypisuje też to, że jest „ortodoksyjnym antyklerykałem”, gdyż to dość typowe dla polskiej wsi i ma swoje korzenie w całkiem odległej przeszłości. Mimo że przeszedł „przez wszystko: chrzest, komunię, bierzmowanie… ślub kościelny”. I ochrzcił dzieci, natomiast „córka już swoich nie ochrzciła. Nie wzięła też ślubu kościelnego”. Sam Czarzasty nie chodzi do kościoła „już od czasów licealnych”, choć chodzi „na pogrzeby, na śluby”. „Natomiast na imprezach natury państwowej obecność kleru mnie mierzi” – deklaruje. Ale apostazji nie dokonał.
Włodzimierz Czarzasty znalazł się pod ostrym ostrzałem przede wszystkim zwolenników współpracy z Donaldem Tuskiem, i to właściwie współpracy bezwarunkowej. Uważa on, że pójście na bezwarunkowy sojusz z PO zniszczy Lewicę, gdyż nie da zadowalającego wyniku wyborczego (mniejszy niż pójście do wyborów tylko w lewicowym bloku) i pozbawi partię pieniędzy z subwencji, co będzie oznaczać jej umieranie na wzór Nowoczesnej. Przeciw pragmatykowi Czarzastemu występują przede wszystkim tzw. stare komuchy (określenie działaczy Partii Razem) – Miller, Cimoszewicz, Belka, Senyszyn, wsparci przez Andrzeja Rozenka („Nie” Urbana, Ruch Palikota), Tomasza Trelę czy Karolinę Pawliczak. Oni chcą bliskiej współpracy z Tuskiem. Czarzasty przeciwników najpierw zawiesił, by potem pojedynczo odwieszać, żeby nie rozwalili przygotowań do kongresu. I żeby nie oddali Tuskowi części aktywów Lewicy za darmo, nawet się z nim nie targując. Tym bardziej że poza obietnicami na przyszłość, których wcale nie musi dotrzymać, Tusk nie ma im nic konkretnego do zaproponowania. Nawet w kwestii „świeckiego państwa”.
Jak się rozmawia o rozdziale państwa od Kościoła, to się okazuje, że tylko lewica to rozumie normalnie. Bo powiedzieć: »Będziemy mieli państwo świeckie«, jest łatwo. Ale jednocześnie oni mówią: »Tak naprawdę Polak to katolik. Prawdziwy katolik chodzi do kościoła i ma kontakty z klerem«
Tak właśnie mówił niedawno Donald Tusk.
Języczek u wagi
Włodzimierz Czarzasty to dla opozycji skupionej wokół Donalda Tuska i PO zagrożenie, skoro nie uważa, że ich metoda walki z PiS gwarantuje sukces wyborczy. A jeszcze większym problemem jest walka z rządem, skoro Czarzasty dopuszcza współpracę w sprawach mających znaczenie i dla lewicy, i dla Polski. Mówi:
Są w kraju sprawy, o których trzeba rozmawiać z premierem rządu, bez względu na to, kto jest tym premierem i z jakiej partii jest desygnowany. Tusk, kiedy wrócił do polityki cztery miesiące temu, uważał, że nie. Natomiast ja uważałem, i uważam, że jeżeli chodzi o zdrowie, o życie ludzi, o obecność Polski w UE, o 770 mld zł środków finansowych, to trzeba rozmawiać również z Morawieckim
Strategia Czarzastego, że skoro „PiS rządzi drugą kadencję, w Polsce dłużej nikt nie rządził – to się stanie za dwa lata [przejęcie władzy przez opozycję], a jak będą przyspieszone wybory, to wtedy. I Lewica przyniesie swoje, mam nadzieję: 14–15 proc. I powie: to stawiamy się do rozsądnej rozmowy na temat rządzenia Polską”. Donald Tusk i inni politycy PO oraz wewnętrzna opozycja na Lewicy przyjęli to jako deklarację wniesienia wiana do nowego rządu, nawet jeśli to nie opozycja go stworzy. Wprawdzie Czarzasty odcina się od możliwości tworzenia rządu z PiS, ale po stronie opozycji mu nie wierzą. I uważają, że może on zdecydować o tym, iż opozycja jednak rządzić nie będzie. Nawet jeśli nie wszedłby w sojusz z PiS, to uniemożliwiłby stworzenie rządu, najpewniej pod przywództwem Donalda Tuska. Bo postawiłby Tuskowi takie warunki, których ten nie byłby w stanie spełnić. Poza tym domagałby się konkretów, których od Tuska z zasady nie sposób ani otrzymać, ani wyegzekwować.
Dlatego im bliżej było kongresu Lewicy, tym mocniejsza była świadomość, że przyszłość Czarzastego jako lidera Lewicy może zadecydować o tym, czy Zjednoczona Prawica (w nowej konfiguracji) będzie w stanie rządzić przez trzecią kadencję. Plan wyeliminowana Czarzastego miał gwarantować pozbycie się przynajmniej jednej przeszkody na drodze do władzy Donalda Tuska, gdyż po jego powrocie to wariant forsowany przez część opozycji i większość mainstreamowych mediów. A Włodzimierz Czarzasty okazał się języczkiem u wagi, niezależnie od wyborczego rozstrzygnięcia.
Artykuł 41/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
