W co gra Mentzen? Ryba: Pytanie, czy on w ogóle czyta rzeczywistośćW co gra Mentzen? Ryba: Pytanie, czy on w ogóle czyta rzeczywistość
Dlaczego Sławomir Mentzen zaatakował Karola Nawrockiego, czy nie widzi okoliczności w jakich prezydent musiał podpisać ustawę o nadmiarowych zyskach? "Pytanie, jak on czyta rzeczywistość? Pewne rzeczy zawsze czyta się przecież analogicznie, a nie wyłącznie jednoznacznie. To jest także pytanie o to, jaki jest cel działań Konfederacji, powinna być już częścią systemu zmiany władzy. Czy Konfederacja do tego zadania dorasta? Moim zdaniem tu leży główny problem" - mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Mieczysław Ryba historyk i politolog KUL.
Portal wPolityce.pl: Dlaczego Sławomir Mentzen skrytykował prezydenta za podpisanie ustawy? Nie docierają do niego argumenty o tym, że Tusk używał kieszeni Polaków, by szantażować Karola Nawrockiego? Konfederacja znowu stoi z boku.
Prof. Mieczysław Ryba: Wydaje się, że Konfederacja jest już na tym etapie rozwoju, poparcia społecznego, czy też możliwości gry politycznej na poważnym poziomie, że powinna już jakoś dojrzewać, jeśli chodzi o realną ocenę sytuacji. Tu nie mamy przecież do czynienia z podwyżką podatków dla zwykłych obywateli, ale wręcz przeciwnie, mamy do czynienia z szantażem Tuska i z chęcią ulżenia obywatelom ze strony prezydenta Nawrockiego.
To widać gołym okiem. Dlaczego Sławomir Mentzen tak tego nie widzi?
Pewne rzeczy zawsze czyta się analogicznie, a nie jednoznacznie. Jeśli czytalibyśmy rzeczywistość tylko jednoznacznie, czyli na zasadzie trzymania się wyłącznie litery obietnic, a nie trzymania się istoty tych obietnic, to doszlibyśmy do absurdu. Tak właśnie można naprawdę zrobić krzywdę ludziom, jeśli opiszemy tę rzeczywistość merytorycznie. Jeśli jednak ujmiemy ją od strony politycznej, to trzeba powiedzieć, że Mentzen cały czas chce się odróżniać, być kimś, kto jest pryncypialny i antysystemowy. Tyle że patrząc na sondaże, Konfederacja powinna być już częścią systemu zmiany władzy. Czy Konfederacja do tego zadania dorasta? Moim zdaniem tu leży główny problem.
Polityków Konfederacji zabrakło pod Akademią Wymiaru Sprawiedliwości, a teraz brakuje pod Trybunałem Konstytucyjnym. Konfederacja nie jest już partią kanapową - ma spore poparcie - ale czy jest dojrzałym partnerem politycznym, by wziąć na siebie odpowiedzialność za tworzenie rządu?
To jest pytanie o to, jaki jest cel działań Konfederacji. Jeśli tym celem ma być jedynie doprowadzenie do utworzenia rządu mniejszościowego, a to właśnie gdzieś wybrzmiewało między wierszami u polityków Konfederacji, to może być to groźne. Rozumiem, że kiedy pojawi się rząd PiS-u i liderzy Konfederacji poprą tylko jego powołanie, ale nie będą częścią tej koalicji, to taki rząd byłby bardzo słaby, niestabilny. Polska nie miałaby silnej i stabilnej władzy po przyszłych wyborach. Z punktu widzenia interesu państwa byłoby to bardzo groźne, bo przecież nie o to chodzi. Powstaje zatem pytanie, gdzie w tej sytuacji jesteśmy. Myślę jednak, że w tym względzie gdzie indziej na poziomie zachowań politycznych jest Krzysztof Bosak, a gdzie indziej Sławomir Mentzen.
Myśli pan, że w Konfederacji dojdzie do tąpnięcia, rozłamu?
Napięcia są i wszyscy je widzą. Myślę, że z punktu widzenia interesu obu ugrupowań tworzących Konfederację przed wyborami nie dojdzie do rozłamu. Natomiast może to jakoś się ujawnić tuż po wyborach. Padną pytania, co mamy dalej robić, w którą stronę idziemy dalej? Można na przykład stanąć na stanowisku: "Ważniejsza jest nasza partia, dlatego się nie ruszamy". Czyli w myśl starego hasła "PiS - PO jedno zło".
Może takie zachowanie konfederatów było możliwe w 2023 r., czyli przed objęciem władzy przez obóz Donalda Tuska. Czy jednak po 4 latach nieudolnych rządów nie będą się oni obawiać przypisania im winy za utrzymanie się Tuska przy władzy albo winy za utworzenie chwiejnego rządu?
To może oznaczać destabilizację władzy i brak stabilnego rządu. Mogą też ujawnić się różne postawy wewnątrz Konfederacji. Jedni zdecydują się, by wziąć odpowiedzialność za władzę, a drudzy nie. Tego teraz - rzecz jasna - nie wiem i możemy tylko spekulować, niemniej wszystko jest możliwe.
Czy jest jakieś drugie dno jeśli chodzi o ataki Sławomira Mentzena na prezydenta Karola Nawrockiego? Trudno nie zauważyć, że są irracjonalne.
Pytanie, jak on czyta rzeczywistość. Proszę zwrócić uwagę, że jego zachowanie i opinie są charakterystyczne dla Korwina, jako takiego. W podobny sposób czytają rzeczywistość. Korwin ma wiele racji formułując różne swoje opinie i krytyki, ale w pewnym momencie staje się to doktrynalne. Widać, że nie czyta okoliczności danej sytuacji, nie widzi różnych kontekstów, a przecież dopiero całościowy ogląd rzeczywistości daje nam prawdziwy obraz danej sprawy. To nie jest wyłącznie takie jeden do jednego. Weźmy przykład dotyczący kwestii odebrania ludzkiego życia, nie można do niej podchodzić wyłącznie jednoznacznie, a należy analogicznie. Nie możemy powiedzieć, że ten, kto się bronił i pozbawił życia atakującego, jest takim samym zabójcą, jak ten, który zabił z premedytacją. To są dwie odrębne kwestie, choć skutek jest ten sam. To okoliczności całkowicie zmieniają ocenę tej rzeczywistości. I mówię to także a propos rozważań dotyczących podpisanej przez prezydenta ustawy. Tymczasem mam ważenie, że Korwin i Mentzen idą inną drogą i pytanie, czy Mentzen jest w stanie się z tego wyrwać. Pamiętajmy, że Janusz Korwin-Mikke ma już 83 lata, ale wokół niego gromadzą się głównie młodzi ludzie, nie ma tam zaś tych, którzy już czymś zarządzali, biorą za coś odpowiedzialność. Jaką drogą zatem chce pójść Sławomir Mentzen? Czy drogą Korwin-Mikkego, czy drogą kogoś, kto chce wziąć część odpowiedzialności za Polskę?
Czy Mentzen nie chce wziąć odpowiedzialności za Polskę? To jest to drugie dno?
Może tak być, ale ja tego nie wiem, bo jeśli nie chce, to może być takim Korwinem wszystko krytykującym i recenzującym i za nic nie odpowiadającym, oprócz swojej partii. To nie jest jednak w dalszej perspektywie zbyt twórcze. Nie wiem, czy tak jest, bo być może to jest tylko jego gra, obliczona na zyskanie maksymalnego poparcia przed wyborami, skupienie na sobie elektoratu, który jest krytyczny wobec wszystkiego, co dookoła się dzieje. Być może później jakoś to zracjonalizuje, ale na tym etapie nikt nie jest w stanie tego rozstrzygnąć. Natomiast wydaje mi się, że obie te drogi są ciągle możliwe.
Czy walka pomiędzy PiS i Konfederacją będzie się zaostrzać? Szef klubu PiS Mariusz Błaszczak mocno skomentował atak Mentzena na prezydenta.
Wiele na to wskazuje, ale to jest bardzo na rękę Tuskowi. Jego strategia na te wybory jest prosta. Z jednej strony chce scementować swój własny obóz i nie ma on nadziei na poszerzenie elektoratu, nie zabiega o to. Z drugiej zaś chce wytworzyć na zewnątrz swojego obozu jak najszerszy chaos, na ile tylko można. Wszystko to, co nie jest związane z Koalicją Obywatelską lub nie jest z nią w sojuszu, ma być skłócone i w chaosie. Partie polityczne, stowarzyszenia, jakieś niezależne instytucje, to wszystko trzeba wprowadzić w stan totalnego chaosu i wewnętrznego skonfliktowania. W ten sposób Tusk chce wygrać wybory. Dlatego ten potęgujący się na prawicy konflikt może doprowadzić do sytuacji, że to Tusk okaże się za rok zwycięzcą.
Mentzen wchodzi w ten scenariusz? Wykorzystał sytuację i krytykując prezydenta, uznał pewnie, że w ten sposób odetnie się od środowiska PiS i jednocześnie pokaże, że uważa ustawę za złą. Tyle że to jest bardzo na rękę szefowi KO.
Zobaczymy czy Mentzen wchodzi w ten scenariusz. Jeśli pójdzie drogą "PiS - PO jedno zło" i po wyborach oświadczy, że nie wchodzi w żaden układ, to nie będzie to już tylko kwestia jego pomysłów na partię, jakieś taktyki partyjnej. Wówczas będzie to już kwestia stabilnego lub niestabilnego rządu dla Polski i to w sytuacji bardzo zewnętrznie niebezpiecznej. To wszystko się wtedy okaże.
Dziękuję za rozmowę.
Domański nie musiał czekać na podpis prezydenta. "To będzie chwilowa obniżka"
źr. wPolityce.pl
