Unia to oni. "UE nie chce mieć z Polską nic wspólnego"Unia to oni. "Decyzje KE i TSUE jednoznacznie pokazują, że Unia Europejska z Polską i jej interesami nie chce mieć nic wspólnego"

Skoro unijne organy nakładają na Polskę sankcje, obcinają należne nam pieniądze, nakładają kary, to czy nie nadchodzi ten moment, kiedy będziemy do tego interesu dokładać? A skoro tak, to po co być w UE?
Aktywiści pokrzykujący od czasu do czasu: „Unia to my”, powinni się zastanowić nad logiką tego hasła.
No bo skoro jest tak, jak twierdzą, to jak rozumieć kary, które nakładają na Polskę unijne organy? Sami na siebie te sankcje nakładamy? Decyzje Komisji Europejskiej i Trybunału Sprawiedliwości UE jednoznacznie pokazują, że Unia Europejska z Polską i jej interesami nie chce mieć nic wspólnego, wręcz przeciwnie: zależy jej na pogorszeniu naszej sytuacji gospodarczej. Mówiąc wprost: Unia zachowuje się dziś jak wróg Polski. W podtekście jest oczywiście plan odsunięcia od władzy obecnie rządzących i obsadzenie administracji bezkrytycznie realizującej wytyczne Brukseli. Jak drzewiej bywało.
Zawsze twierdziłem, że w interesie Polski jest członkostwo w Unii Europejskiej. Pod dwoma warunkami.
Po pierwsze, unijne organy nie mogą się mieszać wewnętrzne sprawy Polski, bo gdy tak się stanie, gdy będą szantażowały polskie władze, domagając się dostosowania naszego prawa do zasad „jedynie słusznego” ustroju, staną się tym, czym kiedyś była Moskwa wobec PRL. Opresyjnym imperialnym reżimem. Jeszcze parę lat temu można było mówić, że przesadzam, dziś widzimy, że ten scenariusz jest realizowany. Oczywiście Bruksela, w odróżnieniu od Sowietów, nie ma czołgów, ale może dokonać brutalnego najazdu na Polskę i zmienić rząd za pomocą oręża finansowego. Co właśnie czyni.
Po drugie, mówiłem, że w UE warto być dlatego, iż to się finansowo opłaca. To żaden grzech, że państwo chce, aby obecność w jakiejś organizacji przynosiła mu korzyści. W końcu i nas przyjęto do Unii nie na piękne oczy, ale jako kraj będący buforem między Zachodem a Rosją, a także wielki rynek zbytu i rezerwuar taniej siły roboczej. Teraz pytanie: skoro unijne organy nakładają na Polskę sankcje, obcinają należne nam pieniądze, nakładają kary, to czy nie nadchodzi ten moment, kiedy będziemy do tego interesu dokładać? A skoro tak, to po co być w UE?
Koleżanka Eliza nakrzyczała na mnie: „Jak to? Unia gwarantuje nam bezpieczeństwo!”. Obśmiałem ją, przypominając, że unijne siły zbrojne to kpina. „Unia ma siłę polityczną” – odparła Eliza.
Śmiem powątpiewać w tę siłę, a tym bardziej w to, czy Bruksela i Berlin zechciałyby jej w obronie Warszawy użyć. Przypadek Nord Stream 2 dobitnie pokazuje, że z tej strony na lojalność w żadnym razie nie możemy liczyć.
Artykuł z 42/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
