Tuska zainstalowano w Polsce, żeby zdemolował wszystkoJanecki: Tuska zainstalowano w Polsce, żeby zdemolował wszystko, co dobrze funkcjonowało. Kto i kiedy go odinstaluje?

tuskppap.webp
autor: PAP/Vladyslav Musiienko
FacebookTwitter

Demokracja walcząca Tuska nie ze wszystkim sobie radzi, ale na pocieszenie ten Le Roi-Perú i Roi d’Europe może to sobie rekompensować dążeniem do trzymania wszystkich „za mordę”.

Donald Tusk, czyli człowiek uważający się za największego demokratę w Polsce, Europie, na Ziemi, w Drodze Mlecznej i w całym wszechświecie bez żenady realizuje plany zamachu na demokrację, wszelkie wolności i konstytucyjne organy państwa, a także namiętnie realizuje się w roli podżegacza wojennego (razem ze swoim wykidajłą od spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim). I poza Polską (w ograniczonym zakresie, bo opozycja nie wszystko może, a media w większości usłużnie miauczą) nie dzieje się nic. A Tusk ma do pomocy takie indywidua jak Włodzimierz Czarzasty, które z brudnego palucha potrafią wyssać wszelkie absurdalne oraz obelżywe oskarżenia, np. pod adresem prezydenta Karola Nawrockiego, i nie dzieje się im nic. W demokracji ktoś taki byłby namierzony przynajmniej przez odpowiednik niemieckiej służby (urzędu) ochrony konstytucji i całkiem serio inwigilowany (tak się robi nagminnie w Niemczech). Albo ktoś taki zostałby odstawiony „do czubków”.

Tusk i jego wataha z wielkim animuszem przeprowadzają kroczący zamach na prezydenta Nawrockiego chcąc go politycznie ubezwłasnowolnić, gdyż nie było żadnej instytucjonalnej (ani w Polsce, ani w Europie, ani w świecie) reakcji, gdy zaczęli to już robić z prezydentem Andrzejem Dudą. Po drodze były jeszcze plany „kontroli” wyborów (parlamentarnych w 2019 r. i 2023 r. oraz prezydenckich w 2020 r. i 2025 r.), czyli ich sfałszowania albo uznania za sfałszowane.

Najciekawsze w knowaniach dotyczących fałszowania wyborów oraz rewizji obsady konstytucyjnych urzędów i instytucji jest wyłażące zza nich poczucie wściekłości oraz bezsilności zarazem, choć pozornie te dwa zachowania są z sobą sprzeczne. Tusk zrobił wszelki możliwy i niemożliwy cyrk wokół rządów „wroga” (w znaczeniu nadanym temu pojęciu przez Carla Schmitta), zachowywał się niczym jakiś odpowiednik Bokassy I, kabaretowego i groźnego jednocześnie władcy Cesarstwa Środkowoafrykańskiego (za memento może posłużyć fakt, że tamten w końcu sfiksował i umarł na zawał, choć przez lata przynajmniej prowadził wesołe życie z 17 żonami).

Tusk może nie chciał urządzać koronacji w stylu Napoleona, jak zrobił to Bokassa, ale najwyraźniej wścieka go, że nikt go nie traktuje nawet tak, jak w latach 70. XX wieku traktowany był Bokassa, chociaż chce być pełnokrwistym zamordystą. I bardzo go boli, że częściej jest przedmiotem „beki” niż poważnego traktowania, choć skutki jego rządów są bardzo poważne. Dlatego jeszcze bardziej się wścieka, bo on chciały „śmieszyć”, ale i „tumanić” oraz „przestraszać” - niczym pan Twardowski w balladzie Adama Mickiewicza „Pani Twardowska”. Dotychczas dominowały podśmiechujki, a nic tak Donalda Tuska nie wścieka jak robienie sobie z niego jaj.

Postanowił współczesny Pan Twardowski może nie polecieć na Księżyc, ale zamienić się w satrapę. I samo to byłoby śmieszne, gdyby nie cała rzesza (na razie pisana małą literą), chętnych, z towarzyszem marszałkiem Czarzastym na czele, do wypełnienia zamordystycznych planów konkretną treścią. Niespełniony polski Bokassa (Bokassiński, Bokassler, Bokasslerczak?) od jesieni 2023 r. bardzo się już grzeje, choć jeszcze się waha, czy iść cały czas na całość, czy mylić tropy. Zalewają go kolejne fale wściekłości, zaciska swoje piąstki i szczęki, ale głównie z bezsilności wobec opozycji czy prezydenta Donalda Trumpa, którego się jednak boi. Liczy mimo wszystko, że w odpowiedniej liczbie znajdą się jacyś „silni ludzie”, którzy tylko czekają na swoją wersję Nocy Św. Bartłomieja. Na razie tych „ochotników” nie można „spalić” przed wyborami jesienią 2027 r. Ale Bokasslerczak chce mieć efekt już, a bezsilność go wykańcza. Dlaczego rzuca różne swoje zamordystyczne pomysły, licząc zapewne na to, że jacyś rozgrzani bojówkarze przekują słowa w czyny.

Wszystko to razem jest świadectwem upadku, a nie wzlotu samozwańczego demiurga. Tusk bardzo by chciał, dlatego snuje i realizuje różne scenariusze, ale nie wie, jak to zrobić, żeby do niego nie prowadziły wszystkie tropy. To wzmacnia poczucie bezsilności, rodzi nowe kompleksy i ożywia stare. Trzeba mieć bowiem ogromne kompleksy (a pewnie także niedokończone zobowiązania), żeby tak kurczowo chcieć być zamordystą. Chcieć – to jeszcze pół biedy, ale też doczekać czasów, gdzie ambicjom nie będzie towarzyszyła beka i politowanie. I przekonanie wielu rodaków, że mimo wszystko to wyjątkowy nieudacznik. A im bardziej to wszystko sobie uświadamia, tym mocniej się wścieka. A wtedy tylko cieniutka linia dzieli go od desperacji i potrzeby zaistnienia w historii. Na razie drogą na skróty, ale stwarzając pozory.

Pozory Donalda Tuska męczą i denerwują. Już w 2022 r. mówił: „To jest tak upiorna myśl, że ja będę musiał tam z powrotem siedzieć, na tej Wiejskiej”. A wolałby, żeby „Wiejska” w dużej części siedziała, ale w lochach. Wszystko jest tym bardziej upiorne, że od 2011 r. do 2023 r. Tusk nie musiał do niczego kandydować. W 2014 r. fuchę przewodniczącego Rady Europejskiej załatwiła mu Angela Merkel (drugą dwuipółletnią kadencję również, ale zgodnie z wersją Hegla i Marksa była to już tylko farsa), więc jego kandydowanie było mniej więcej takie, jak zrobienie 18 października 1981 r. Wojciecha Jaruzelskiego I sekretarzem KC. Tylko kierunek był inny. Podobnie w 2021 r. wyglądało kandydowanie Tuska na przewodniczącego Platformy Obywatelskiej – no może odbyło się to tak, jak 29 lipca 1989 r. zastąpienie Jaruzelskiego przez Mieczysława Rakowskiego.

12 lat funkcjonowania bez testu wyborczego i dostęp do wszystkiego na skinienie zdemoralizowało Tuska niczym 72-letnie rządy Ludwika XIV (Le Roi-Soleil, choć nie Le Roi-Perú). W 2023 r. musiał kandydować razem z tym okropnym plebsem, a przecież w 2014 r. uciekł do Brukseli – jak mówił 8 lutego 2014 r. ówczesny prezes Orlenu Jacek Krawiec do ówczesnego rzecznika rządu Pawła Grasia – „bo to jednak idziesz w zupełnie inną orbitę, odseparowujesz się od tego wszystkiego, od tego syfu, ku…, jesteś dużym misiem, odseparowujesz się od tego folkloru, od tego syfu”?

Różni wielmoże z obecnego obozu władzy, z towarzyszem Czarzastym na czele, uważają rzeczywistość kraju z opozycją nie siedzącą w łagrze, w którym przyszło im żyć, za kompletny „syf”. Sam powrót do tego „syfu” to oczywista udręka, a już konieczność poddawania się egzaminowi wobec plebsu tkwiącego w tym „syfie” po uszy, to była absolutnie „upiorna myśl”. Na pocieszenie Le Roi-Perú i Roi d’Europe może to sobie rekompensować dążeniem do trzymania wszystkich „za mordę”. Gdyby tego pocieszenia nie było, trwanie w „tym kraju” byłoby męczące i obmierzłe. Tym bardziej że czasem trzeba się podlizywać ludziom, których nawet by nie kopnął przejeżdżając obok karetą, skoro nie wiadomo, co by się do buta przylepiło.

Sam udział w stwarzaniu pozorów, że „demokracja walcząca” jeszcze jest jakąś formą demokracji bywa dla Donalda Tuska czymś wysoce upokarzającym. Bo nie można sobie wybrać, że z kimś się nie zadaje, a choćby mija na korytarzu, zamiast od razu go osądzić, skazać i wtrącić do lochu. Nie może wskazać palcem, co ma być zrobione, tylko musi jeszcze wciąż tracić czas dzielony między sportem, lansem czy zabawą z wnukami. Tak wielki człowiek nie może się dostosowywać do jakichś bzdetów. Tusk by to wszystko „czniał”, ale nie ma już pewności, że Berlin, Bruksela czy Paryż na wszystko mu pozwolą. A już na pewno nie Waszyngton. Tym bardziej że był cyrograf, były zaszczyty, stanowiska, pieniądze, nagrody i ordery, to trzeba wypełnić zobowiązania. Z tej smyczy nie da się urwać.

Donald Tusk kilka razy użył fragmentu wiersza noblisty Czesława Miłosza „Który skrzywdziłeś” (z 1950 r., a opublikowanego już na emigracji – w 1953 r.). Są tam m.in. słowa wygłoszone przez niego 19 grudnia 2021 r. podczas wiecu na Krakowskim Przedmieściu na rzecz uciśnionej ponoć wtedy telewizji TVN: „Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy. I sznur, i gałąź pod ciężarem zgięta”. Tusk lubi się powoływać na ten jeden wiersz Miłosza, bo uważa, że w ten sposób odwraca uwagę od siebie. Skoro go użył, nie można tego odnieść do niego samego. I podobnie myślałby zapewne, gdyby na przykład użył fragmentu słynnego „Bluzgu”, wygłaszanego (ale nie napisanego) przez Emiliana Kamińskiego: „Gnido zarzygana, jadowita mendo, Ty kukło gówniana, kacapski przybłędo. Tchórzu zafajdany, ropiejący strupie. Padalcu rozdeptany, ty wrzodzie na dupie”. W „Bluzgu” chodziło o Wojciecha Jaruzelskiego.

Tusk wojuje nie tylko tym, co można byłoby do niego przylepić ze słowa wiązanego, np. fragment z Tuwima (w oryginale „na pewnego endeka, co na mnie szczeka”) zaczynający się tak: „Próżnoś repliki się spodziewał. Nie dam ci prztyczka ani klapsa…”. Dalej jest pies, ale w specyficznej funkcji (pomińmy to milczeniem po ekscesach w Kłodzku). Tuwim tylko uzasadnia, że gdy ktoś szczeka, to można go odpowiednio potraktować. A co, gdy nie tylko szczeka, ale i gryzie? Bo Tusk wrócił w 2021 r. do polskiej polityki, żeby nie tylko „szczekać” (Tuwim), ale przede wszystkim gryźć.

Oczywiście nie można tylko gryźć, wcześniej nie obszczekawszy, żeby było wiadomo, że poszło ostrzeżenie. Celem jest gryzienie, choć dotychczas możliwe było głównie szczekanie. Ale po zachowaniu Donalda Tuska można stwierdzić, że mocodawcy dali mu instrukcję, jak gryźć. Tylko gryzienie wywołuje bowiem poważne skutki, z którymi trzeba się liczyć, choćby przyjmując stosowne zastrzyki. Tusk ma więc wszystko w Polsce rozwalać, a potem się zobaczy, czy mocodawcom na ruinach uda się coś zbudować. Rozwalanie nie wymaga specjalnego pomyślunku, więc instrukcje mogą być proste i zrozumiałe dla instruowanego.

Po dziesięcioletnich już doświadczeniach Tuska z byciem premierem w Polsce i po pięciu latach przewodniczenia Radzie Europejskiej jego mocodawcy uznali, że wprawdzie kompletnie nie nadaje się do budowania czegokolwiek, ale bardzo się nadaje do rozwalania wszystkiego, co w Polsce dobrze funkcjonowało. I efekty już widać, choćby w obniżonym we wrześniu 2026 r. ratingu agencji Moody’s. Wcześniej Tusk sprawdził się w rozwalaniu porozumienia z Brytyjczykami po ogłoszeniu brexitu, więc może jeszcze dużo rozwalić w Polsce, żeby ta była znowu grzeczna, usłużna, niekonkurencyjna i na zawołanie dawała to, co wiadomo. Gdy w przeszłości dawała, Donald Tusk był nagradzany. Niczym koń, który dobrze przebiegł po torze lub przez przeszkody. Nie jak Incitatus, ale jednak.

Tusk, jego trzeci rząd i parlamentarne zaplecze nie mogą mieć pozytywnego programu, bo oni są od rozwalania. A to pewna forma gryzienia. Użyteczna, bo gryząc, można wpuszczać jakieś toksyny. A wtedy nie trzeba się zastanawiać, czy premierowi i byłemu szefowi Rady Europejskiej uchodzi mówić do prezydenta (choć to tylko cytat z Miłosza): „Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy. I sznur, i gałąź pod ciężarem zgięta”. Oczywiście, że nie uchodzi, a wręcz jest to żałosne i podłe. Ale temu, kto ma tylko gryźć, i to po to, żeby zrobić krzywdę, wszystko uchodzi, bo liczy się tylko skuteczność jako efekt wściekłości. Zainstalowano w Polsce człowieka demolkę, to demoluje. Pytanie, kto i kiedy go odinstaluje?

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Tagi

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.