Tusk się wścieknie. Internet ocenił jego propozycjęTusk się wścieknie. Internet ocenił jego propozycję
Donald Tusk przedstawił propozycje zmian w podatkach, ale zamiast spodziewanego sukcesu wizerunkowego w sieci wylała się fala krytyki. Z analizy Data House Res Futura wynika, że aż 85 proc. głosów zajmujących stanowisko wobec skali zmian oceniało je jako „kosmetykę i ochłapy”, a nie prawdziwą ulgę. Szczególnie mocno wraca sprawa niezrealizowanej obietnicy dotyczącej kwoty wolnej od podatku.
Ogłoszone przez premiera zmiany miały pokazać, że rząd chce zostawić więcej pieniędzy w kieszeniach podatników. Reakcje internautów wskazują jednak, że przynajmniej w pierwszej fazie debaty komunikacyjny plan rządu nie zadziałał.
Z analizy dyskusji internetowej przeprowadzonej przez zajmującą się badaniem trendów w internecie Data House Res Futura za 19 sierpnia wynika, że materiały dotyczące propozycji podatkowych osiągnęły zasięg 14 mln. Dominującą reakcją była krytyka.
„Kosmetyka i ochłapy”
Według szacunków zawartych w analizie jedynie 15 proc. głosów zajmujących stanowisko przedstawiało propozycję jako konkretną ulgę podatkową. Aż 85 proc. klasyfikowano po przeciwnej stronie – jako głosy uznające rozwiązania za „kosmetykę i ochłapy, nie prawdziwą ulgę”.
Najbardziej nośna narracja krytyczna sprowadzała się do zarzutu, że rząd przedstawia stosunkowo niewielką korektę systemu jako wielki przełom. Według raportu internauci zestawiali skalę zapowiedzianych korzyści zarówno z wcześniejszymi obietnicami Donalda Tuska, jak i z propozycjami przedstawianymi przez opozycję.
Co istotne, autorzy analizy oceniają tę falę w znacznej części jako organiczną. Krytyczne komentarze miały pochodzić od wielu niezależnych użytkowników, choć część politycznych przekazów była następnie powielana.
A gdzie kwota wolna?
Szczególnie niewygodny dla rządu okazał się powrót do jednej z najgłośniejszych obietnic Donalda Tuska – podwyższenia kwoty wolnej od podatku.
Raport wskazuje, że właśnie ten wątek znajdował się w fazie eskalacji. Każda kolejna próba przedstawiania korzyści z nowej propozycji miała prowokować następne pytania o niezrealizowaną obietnicę.
Co więcej, krytyka nie pochodziła wyłącznie od twardych sympatyków opozycji. W analizowanym materiale pojawiały się również głosy rozczarowanych wyborców koalicji rządzącej. Wśród dominujących emocji znalazły się gniew i oburzenie, pogarda i kpina, a także rozczarowanie.
Autorzy raportu zwracają uwagę, że sprawa kwoty wolnej stała się dla rządu swoistym „stałym deficytem zaufania”, który może być reaktywowany przy każdej kolejnej zapowiedzi dotyczącej podatków.
Internauci pytają, kto za to zapłaci
Kolejnym rosnącym w siłę zarzutem było przekonanie, że za ulgą dla części podatników kryją się jednocześnie większe obciążenia dla dużych przedsiębiorstw i najzamożniejszych. W analizie określono ten wątek jako narrację o „zamaskowanej podwyżce podatków”.
Osobną grupę stanowiły głosy osób zwracających uwagę, że rozwiązanie nie przyniesie odczuwalnej korzyści słabiej zarabiającym i emerytom. W tym przypadku krytyka miała być szczególnie rozproszona i organiczna – użytkownicy odnosili proponowane rozwiązania po prostu do własnych portfeli.
Rządowy przekaz nie przebił się poza własną bańkę?
Zupełnie inaczej wyglądała skala poparcia. Narracja mówiąca, że propozycja Tuska jest realną i dobrą zmianą dla klasy średniej, stanowiła według raportu ok. 8 proc. całego analizowanego pola narracyjnego. Autorzy wskazują przy tym, że była ona napędzana przede wszystkim przez polityków koalicji, konta instytucjonalne i sympatyków rządu.
W przeciwieństwie do spontanicznej krytyki w przekazie popierającym reformę dostrzeżono „wyraźne ślady koordynacji” – podobne hasła pojawiały się na kontach polityków i instytucji obozu rządzącego w krótkich odstępach czasu.
Pierwsza bitwa o odbiór propozycji Tuska została więc – przynajmniej w internecie i w okresie objętym analizą – przez rząd przegrana. Zamiast opowieści o pieniądzach pozostających w kieszeniach Polaków mocniej przebiły się „ochłapy”, niespełniona obietnica kwoty wolnej i pytanie o to, kto ostatecznie zapłaci za nowe rozwiązania. A to z pewnością nie jest efekt, na jaki liczyli autorzy rządowej kampanii.
wPolityce.pl/resfutura.pl
