Tusk gra o skrócenie kadencji Sejmu i przyspieszone wyborySTANISŁAW JANECKI: Tusk gra o skrócenie kadencji Sejmu i przyspieszone wybory

AWIK6607.webp
Donald Tusk / autor: Fratria
FacebookTwitter

W razie sojuszu z Mentzenem propaganda Tuska i służące mu media mają zadbać o poprawę wizerunku lidera Nowej Nadziei, przedstawiając go tylko jako polityka wolnorynkowego.

Rząd Donalda Tuska znalazł się najgorszej sytuacji od przejęcia władzy 13 grudnia 2026 r. I nawet gdyby z rządu wyrzucona została minister Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, ma on szansę dotrwać do wyborów jesienią 2027 r. Ale Tusk tak długo czekać nie zamierza, obawiając się trwałego spadku poparcia poczynając od jesieni 2026 r. Uważa, że nie ma szans na poprawę notowań rządu i jego samego jako szefa gabinetu, a poparcie dla Koalicji Obywatelskiej nie wzrośnie, zaś spośród koalicjantów szanse na przekroczenie progu wyborczego ma tylko Lewica. Dlatego Donald Tusk ma plan skrócenia kadencji Sejmu, żeby za wszelką cenę utrzymać się u władzy i nie dopuścić do rozliczeń, które byłyby bardzo stanowcze.

W połowie lipca 2026 r. w sondażu United Surveys dla Wirtualnej Polski Koalicja Obywatelska zajęła pierwsze miejsce z poparciem 28,6 proc. Oznacza to spadek (o 1,1 punktu procentowego) w porównaniu do badania przeprowadzonego w połowie czerwca, ale KO wciąż wyprzedza drugie w zestawieniu Prawo i Sprawiedliwość (23 proc.). Według lipcowego badania CBOS, poparcie dla rządu deklaruje jedynie 30 proc. badanych (spadek z 3 proc. w maju i 31 proc. w czerwcu). Przeciwnicy rządu stanowią obecnie aż 41 proc. respondentów. Działania rządu są oceniane źle aż przez 58 proc. Polaków (wzrost o 4 punkty procentowe od czerwca), podczas gdy dobrze postrzega je tylko 30 proc. W sondażu SW Research dla rp.pl z połowy lipca, 53,3 proc. badanych zadeklarowało rozczarowanie rządem.

W lipcu 2026 r. satysfakcję z tego, że Donald Tusk stoi na czele rządu, wyraziło jedynie 31 proc. badanych (spadek o 4 punkty w porównaniu z czerwcem). Niezadowolenie z premiera deklaruje aż 58 proc. respondentów. W czerwcowych i lipcowych rankingach zaufania (np. IBRiS czy CBOS) Donald Tusk plasuje się daleko za liderami. Przykładowo, w najnowszym badaniu CBOS (zrealizowanym od 2 do 12 lipca 2026 r.) wyraźną przewagę nad premierem (32 proc. zaufania) utrzymuje prezydent Karol Nawrocki (55 proc. zaufania), ale także szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz (41 proc.) oraz minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski (41 proc.).

Najprostszym sposobem skrócenia kadencji Sejmu jest przyjęcie uchwały w tej sprawie większością co najmniej 2/3 głosów ustawowej liczby posłów (czyli minimum 307 posłów). Koalicja rządząca może liczyć na 242 głosy więc sporo jej brakuje, żeby przeprowadzić skrócenie kadencji, gdyby opozycja nie chciała rządzącym pomóc. Wtedy Donald Tusk ma scenariusz awaryjny. Plan B zakłada, że w sierpniu 2026 r., a najpóźniej we wrześniu premier złoży dymisję gabinetu (art. 162 ust. 2 konstytucji). Prezydent Karol Nawrocki może odmówić jej przyjęcia, żeby pokrzyżować „ucieczkę” Donalda Tuska, ale plan premiera będzie wciąż realny. W razie odmowy przyjęcia dymisji, premier może wnieść do Sejmu o głosowanie wotum zaufania dla jego rządu. I rządząca większość tego wotum zaufania nie udzieli. Wtedy prezydent ma bezwzględny obowiązek przyjąć dymisję rządu.

Gdy prezydent przyjmie dymisję rządu, powierzy dotychczasowemu gabinetowi pełnienie obowiązków do czasu powołania nowego. Od tego momentu możliwe są trzy kroki. W pierwszym kroku prezydent desygnuje nowego premiera, który tworzy gabinet. Rząd ten musi uzyskać w Sejmie bezwzględną większość głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. I wówczas rządzący obecnie doprowadzą do tego, że rząd nowego premiera (ktokolwiek miałby nim być) desygnowanego przez prezydenta nie dostanie wotum zaufania. Wtedy inicjatywę przejmie Sejm (drugi krok). Posłowie sami wybiorą premiera i ministrów i także ten rząd nie uzyska bezwzględnej większości głosów poparcia.

Trzeci krok polega na tym, że gdy Sejm nie udzieli nowemu gabinetowi wotum zaufania, misja ponownego wskazania premiera wróci do prezydenta. W tym kroku rząd potrzebuje do wotum zaufania jedynie zwykłej większości głosów i wedle planu Tuska, takiej większości nie będzie. W tym momencie, zgodnie z art. 155 ust. 2 konstytucji, prezydent ma obowiązek skrócić kadencję Sejmu i zarządzić przedterminowe wybory.

Zgodnie z art. 98 ust. 5 konstytucji, prezydent ma obowiązek zarządzić wybory parlamentarne jednocześnie z podjęciem decyzji o skróceniu kadencji Sejmu (niezależnie od tego, czy kadencja została skrócona uchwałą Sejmu, czy postanowieniem prezydenta). I prezydent nie ma pełnej dowolności w wyborze daty. Musi wyznaczyć termin wyborów na dzień wolny od pracy, przypadający nie później niż w ciągu 45 dni od dnia wejścia w życie aktu o skróceniu kadencji.

Wedle planu Tuska, nowe, przyspieszone wybory powinny się odbyć jeszcze jesienią 2026 r. I to ma być ucieczka Tuska od całkowitej klęski, jaką mogłyby się okazać wybory w terminie, czyli jesienią 2027 r. Tusk liczy się z tym, że w 2027 r. nie osiągnie większego poparcia niż będzie miał jeszcze jesienią 2026 r. Dlatego zaryzykuje przedterminowe wybory. I zaryzykuje wciągnięcie do nowego rządu Nowej Nadziei Sławomira Mentzena, a to uniemożliwiłoby stworzenie rządzącej większości wokół Prawa i Sprawiedliwości, i to niezależnie od rozłamu w tej partii. Wstępne rozmowy o realizacji takiego scenariusza już się ponoć odbyły ze Sławomirem Mentzenem, a w imieniu premiera Tuska prowadził je Paweł Graś.

Samozwańczy wtajemniczeni w kwestii negocjacji z liderem Nowej Nadziei twierdzą, że Mentzen wstępnie się zgodził, żeby wziąć udział w grze Tuska. Licząc na to, że jeśli Prawo i Sprawiedliwość przez następne kilka lat nie będzie mieć władzy, partia się podzieli i osłabi. Ugrupowanie Mentzena ryzykuje gniew części wyborców za sprzymierzenie się z Tuskiem, ale jej lider liczy ponoć, że negatywne konsekwencje będą mniejsze niż się obecnie wydaje. A udział we władzy po wyborach pozwalałby obłowić się różnym niecierpliwym i z lepszej pozycji startować w następnych wyborach. Plotki o negocjacjach mogą być oczywiście kłamstwem rozpowszechnianym przez ludzi Tuska, żeby zamieszać po prawej stronie sceny politycznej.

W razie sojuszu z Mentzenem propaganda Tuska i służące mu media miałyby zadbać o poprawę wizerunku lidera Nowej Nadziei, przedstawiając go jako polityka liberalnego i wolnorynkowego. W niepamięć ma pójść „piątka Mentzena”, czyli głośna deklaracja z marca 2019 roku: „Nie chcemy Żydów, homoseksualistów, aborcji, podatków i Unii Europejskiej”. Ma to być przedstawiane jako błąd młodości. Nowa Nadzieja Mentzena ma odegrać taką rolę, jak Trzecia Droga w wyborach w 2023 r. W ten sposób Tusk ma się utrzymać u władzy, uniknąć rozliczeń i przyspieszyć odwet na politykach Prawa i Sprawiedliwości oraz Mateuszu Morawieckim i jego ludziach. Nawet jeśli sprawa dogadywania się z Mentzenem jest manipulacją, plan skrócenia kadencji Sejmu i wcześniejszych wyborów ma być pewnym scenariuszem. 

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.