Trwa walka o wolność od hańbiących obcej przemocy nakazów
To jest wciąż walka o wolność od hańbiących obcej przemocy nakazów, o niepodległość zewnętrzną i wolność wewnętrzną Narodu

Dziś też celem wrogów Polski jest przeniesienie centrum podejmowania wszystkich decyzji politycznych i gospodarczych dotyczących Polski poza jej granicę. Jakby pięknie by się to nie nazywało, skutkowało będzie zawsze owymi "hańbiącymi nakazami".
W Preambule Ustawy Rządowej z 3 maja 1791 roku, pobrzmiewa gorzkie doświadczenie dumnych obywateli państwa rozrywanego przez ościenne potęgi, trawionego niemocą i bezprawiem.
[…] uznając, iż los nas wszystkich od ugruntowania i wydoskonalenia konstytucji narodowej jedynie zawisł, długim doświadczeniem poznawszy zadawnione rządu naszego wady, a chcąc korzystać z pory, w jakiej się Europa znajduje, i z tej dogorywającej chwili, która nas samym sobie wróciła, wolni od hańbiących obcej przemocy nakazów, ceniąc drożej nad życie, nad szczęśliwość osobistą – egzystencję polityczną, niepodległość zewnętrzną i wolność wewnętrzną narodu, którego los w ręce nasze jest powierzony, chcąc oraz na błogosławieństwo, na wdzięczność współczesnych i przyszłych pokoleń zasłużyć […] dla dobra powszechnego, dla ugruntowania wolności, dla ocalenia ojczyzny naszej i jej granic z największą stałością ducha, niniejszą konstytucję uchwalamy […].
Równo 231 lat później źródła zagrożeń dla polskiej państwowości i polskiej siły są dokładnie takie same. Siłują się na naszym terytorium stronnictwa hetmańskie, dworskie, patriotyczne. Ambasadorowie wypłacają sakiewki talarów, choć w formie przelewów, stypendiów, posad w mediach wydawanych dla Polaków, karier w Brukseli, medali od Niemców, interesów z Rosjanami.
Znów niektórzy wmawiają Polakom, że bezpieczeństwo i praworządność osiągnąć można opierając się o siłę zewnętrzną. Całkiem niedawno - w wymiarze historycznym - urzędujący szef dyplomacji składał hołdy Berlinowi, ponaglając, by Rzesza brała więcej nad nami władzy. Były polski premier nazywał „błogosławieństwem” tamtejszej partii. Ale przecież kłopot nie tylko w tych postaciach. Wielkie złudzenie wolności i niepodległości możliwej do uzyskania w ten sposób kusi wielu Polaków, jest mirażem niepodległości kupionej za dwa grosze i dwie krople krwi.
Musimy umieć widzieć więcej niż kostiumy i scenografie, musimy patrzeć przez nie i umieć dostrzegać istotę wielu tych zabiegów. Chodzi wszak o przeniesienie centrum podejmowania wszystkich decyzji politycznych i gospodarczych dotyczących Polski poza jej granicę. Jakby pięknie by się to nie nazywało, skutkowało będzie zawsze owymi „hańbiącymi nakazami”.
Suwerenności i wolności raz oddanych/utraconych w naszej części Europy nie odzyskuje się ani łatwo, ani tanio. O czym można przekonać się patrząc na walkę narodu ukraińskiego z barbarzyńskim najazdem rosyjskim. Tam też długo sądzono, że nikt na nich nie napadnie, a zewnętrzne gwarancje znaczą wiele.
Coś oczywiście znaczą, warto być w sojuszach, tym natowskim i tym europejskim, ale tylko jako silne, samodzielne, zdolne do obrony państwo, jako naród wolnych, gotowych się bić o swoją Ojczyznę i pracować dla niej obywateli.
A jak już ktoś zapomniał, czym jest niewola, niech przeczyta ponownie poemat „Anhelli” Juliusza Słowackiego. Nikt lepiej tych wszystkich kręgów piekła, które czekało Polaków po utracie wolności, nie przewidział i nie opisał.
Choć przede wszystkim czytajmy Konstytucję 3 Maja, która pozostaje ważnym i opłaconym potem krwią źródłem umiłowania państwa polskiego.
