To Frasyniuk wykuł program wyborczy totalniaków: „J... PiS”A jednak bronią Frasyniuka. Nic dziwnego. Wszak oni wszyscy z niego. To on wykuł program wyborczy totalniaków: „J... PiS”

Czuchnowski przekonuje, że Frasyniuk nie powiedział tego, co powiedział. Lis wykuwa kuriozalną definicję wolności słowa, a Onet oddaje politycznemu chamowi swoje strony, by mógł ze swego rynsztoka chlusnąć raz jeszcze. W ogóle nie powinno to dziwić. Wszak to właśnie Frasyniuk jest dla tego środowiska (jego medialnego i politycznego segmentu) ikoną, wzorcem, a nawet autorem programu.
Frasyniuk:
Słowo „żołnierz” jest upokarzająca dla tych wszystkich, którzy byli na misjach polskich poza granicami. Mam wrażenie, że to jest wataha, wataha psów, która osaczyła biednych, słabych ludzi (…) No tak nie postępują żołnierze. Śmiecie po prostu, to nie są ludzkie zachowania. To antypolskie zachowania. Ci żołnierze nie służą państwu polskiemu. Wręcz przeciwnie, plują na te wszystkie wartości, o które walczyli pewnie ich rodzice albo dziadkowie.
Redaktor z „Gazety Wyborczej”:
Zanim potępisz Frasyniuka,posłuchaj/przeczytaj co dokładnie powiedział.Mówił o konkretnych żołnierzach znęcających się nad uchodźcami:”Słowo żołnierze jest obraźliwe dla tych wszystkich,którzy byli na misjach poza granicami kraju. Mam wrażenie, że to jest wataha, wataha psów”.
Redaktor „Newsweeka”:
Wolność słowa wymaga, by mogły być wypowiadane także sądy, z którymi większość się nie zgadza, także w formie, która większości się nie podoba. W innym wypadku to fikcja.
Jest tego dużo więcej. Mimo że sam TVN zdecydowanie stwierdził w oświadczeniu”, że mieliśmy do czynienia z „inwektywami”. Ale wcale mnie nie dziwi, że różni przedstawiciele antypisowskiej sekty próbują tłumaczyć Frasyniuka. To ich guru, który ma dla nich wieczne zasługi. To dzięki niemu pani prezydent na północy może radośnie pląsać w tęczowym pochodzie nucąc prymitywną przeróbkę dyskotekowego przeboju. To dzięki niemu dzieciarnia z tik tokiem w kieszeni zamiast książki pod pachą może uprawiać swój żałosny bunt wobec spraw, o których nie ma najmniejszego pojęcia.
Tak, tak, drodzy Państwo. To Władysław Frasyniuk jest autorem jakże zwięzłego programu znaczącej części polskiej opozycji, zwierającego się w dwóch słowach: „J… PiS!”
To on na licznych wiecach (raz miałem wątpliwą przyjemność widzieć to na żywo) opowiadał swoją kombatancką historię z PRL-owskiego więzienia, w której wulgarny bezokolicznik pełnił kluczową rolę. Opowiadał to do znudzenia, a TVN transmitował wszystkie jego hejt-występy. Publika rechotała za każdym razem (i gówniarze niepotrafiący do mikrofonu powiedzieć, jak w zasadzie ten zły PiS niszczy demokrację, i wyhodowana przez „Wyborczą” oraz „Politykę: „inteligencja”). Gwiazdom telewizji nie przeszkadzał popis chamstwa. A ich koledzy z Oka Saurona wręcz uznali, że trzeba wyznawcom dokładnie wytłumaczyć, dlaczego publiczne bluzganie jest fajne:
Chyba nawet sam Frasyniuk nie przypuszczał, że jego knajacki żart na długo stanie się głównym (jedynym) przekazem znaczących sił politycznych. Będą więc go bronić.
Tu już naprawdę ciężko o rzeczową polemikę, o merytoryczne spory. Zachowując ich „poetykę”, aż chciałoby się rzucić: idźcie wy się wszyscy…
A TVN niech to pokaże - prosto z Holandii.
