"Szkodnik". Kotula uderza w prezydenta Nawrockiego
"Szkodnik". Kotula uderza w prezydenta Nawrockiego

Katarzyna Kotula walczy z „mową nienawiści”, jednak określenie „szkodnik” najwyraźniej nią nie jest. Tak bowiem nazwała prezydenta Karola Nawrockiego podczas spotkania z wyborcami Lewicy w Giżycku.
Sekretarz stanu w KPRM Katarzyna Kotula to wprost fenomenalna postać. Choć przez trzy lata swojej obecności w rządzie, gdzie premier Donald Tusk powierzył jej najpierw stanowisko ministra ds. równości, aby później tę funkcję zlikwidować, nie zajmowała się niczym innym niż wprowadzenie „związków partnerskich” i nie mówiła w zasadzie o niczym innym, to nawet tego nie potrafiła zrobić porządnie. Dziś „winny” jest prezydent Karol Nawrocki, który zawetował ustawę – rzekomo okrojoną, ale w jego ocenie i tak idącą za daleko.
Kotula o prezydencie: Szkodnik
Brak sukcesów nawet w tak „wąskiej” specjalizacji nie przeszkadza Katarzynie Kotuli uczestniczyć w cyklu spotkań pod hasłem „Lewica dowozi”. A nawet… zaatakować prezydenta Karola Nawrockiego, używając określenia, które ta sama Kotula uznałaby za „mowę nienawiści”, gdyby wypowiedział je któryś z polityków prawicy pod adresem premiera Donalda Tuska.
Jest taki jeden szkodnik w Polsce, który zasiada na stanowisku prezydenta Rzeczypospolitej, który nawet wtedy, kiedy Lewica dowozi, kiedy Lewica jest w stanie wypracować trudne kompromisy, ale przyjść z czymś, co naprawdę jest dla ludzi, mówi „nie”
- stwierdziła.
I wiecie, myślę sobie, że pan prezydent powinien dzisiaj tu z Giżycka usłyszeć: "Panie prezydencie, nie da się zawetować miłości”. Zgadzacie się ze mną?
- dodała Kotula.
Z tym „zawetowaniem miłości” też nieco przesadziła, ponieważ obok niej stał marszałek Sejmu i lider Lewicy Włodzimierz Czarzasty. Ten sam, który w stanie wojennym dołączył do PZPR i pozostał tam także w czasie, gdy władze PRL prowadziły akcję „Hiacynt”. Co jeśli zrobiło mu się przykro?
jj, źr. wPolityce.pl, za: X
