Światowcy i prowincjusze. Postępowy rozumŚwiatowcy i prowincjusze. "Jutro musi być lepsze niż dzisiaj. A jeśli będzie ono podobne do wczoraj? To przekracza postępowy rozum"

Wydaje im się, że to oczywistość, której tylko konserwatywne tępaki, nieoświecone mohery nie są w stanie pojąć, czyli że mamy do czynienia z ogólnym postępem, który dokonuje się zarówno w technologii, jak i w polityce czy moralności.
Nie rozumiecie współczesnego świata – słyszymy od światowców, którzy krzywią się z ironicznym współczuciem. Nie nadążacie za czasem. Gdy pytamy, jakiej to tajemnicy nie udało nam się ogarnąć, widzimy już wyłącznie sardoniczny uśmieszek. Reagują tak profesorowie uniwersytetów i licealiści, erudyci i ci, którym za duchową strawę wystarcza „Szkło kontaktowe”.
Czy musimy pytać? Druga część ich deklaracji wyjaśnia pierwszą. Zrozumienie ma oznaczać akceptację tego, co niesie nam czas. A niesie on różne rzeczy. Co więc mają na myśli ci, którzy się do niego odwołują? Czy prezentują Heglowską wizję nieuniknionej ewolucji ducha świata? Wprawdzie autor „Fenomenologii ducha” zaznaczał, że pojąć ją można dopiero, kiedy się dopełni, ale jego następcy z Marksem na czele odrzucili to zastrzeżenie.
Mało kto z cytowanych na wstępie rozumie, co głosi. Wydaje im się, że to oczywistość, której tylko konserwatywne tępaki, nieoświecone mohery nie są w stanie pojąć, czyli że mamy do czynienia z ogólnym postępem, który dokonuje się zarówno w technologii, jak i w polityce czy moralności, a to, co dziś, jest lepsze od tego, co wczoraj. Konsekwentnie: jutro musi być lepsze niż dzisiaj. A jeśli będzie ono podobne do wczoraj? To przekracza postępowy rozum. Niemniej postępowcy często jako dziś postrzegają wczoraj, tzn. nie dostrzegają, jak zmienia się świat. Nie zakłóca im to pewności siebie.
Oto Eugeniusz Smolar dokonuje analizy globalnej polityki w „Kulturze Liberalnej”, a w wersji angielskiej publikuje ją w „The Royal United Services Institute” (RUSI). Tekst jest „westchnieniem ulgi”, że świat wrócił do normy po strasznym epizodzie Trumpa:
Na szczycie NATO […] panowała niemal radosna atmosfera ulgi z powrotu do bliskiej współpracy i powagi wobec zadań
Dowodem ma być 79-akapitowy dokument, „gdy po ostatnim szczycie z udziałem Trumpa w 2019 r. pojawił się komunikat z zaledwie dziewięcioma akapitami”.
Jedyni, którzy tego nie pojmują, to „prowincjonalni politycy prawicowi, którzy, ślepi na zmiany globalne, głoszą, że to Warszawa powinna odgrywać szczególnie ważną rolę partnerską z USA jako główny sojusznik na wschodzie. Nic bardziej odległego od realiów strategicznych, gdyż Polska, szczególnie pod obecnymi rządami, nie ma w tej perspektywie nic do zaoferowania […] Rząd PiS-u przez swoją politykę łamania praworządności i praw człowieka środowisk LGBT+, także stania przy Trumpie już po zwycięstwie Bidena, zaprzepaścił możliwość skutecznej obrony interesów Polski w Waszyngtonie i w innych stolicach”.
Czy praworządność w Polsce to coś innego niż na zachodzie Europy, bo tak rozumieć należałoby potępienia rozwiązań, które tam obowiązują, a w Polsce wprowadzić je usiłuje obecny rząd? Czy odmowa przywilejów, których domaga się lobby LGBT, to łamanie praw człowieka? Tego Smolar nie wyjaśnia, jak również tego, że jeśli Polska „nie ma nic do zaoferowania”, to posłuszeństwo wobec ideologicznych dyrektyw z Zachodu niczego nie zmieni. Zresztą nie ma co zmieniać, bo Smolar zaznacza, że mimo niezręczności Bidena czy Merkel, od kiedy Trump stracił władzę, nic nam już nie grozi: gwarancje NATO są granitowe, porozumienie Bidena z Niemcami tylko je wzmacnia, a Nord Stream 2 nie jest ważny. Pozostaje domyślać się, że za posłuszeństwo może zostalibyśmy dopuszczeni do światowego salonu, w każdym razie nasi reprezentanci, którzy dzięki temu uzyskaliby pokaźną liczbę klepnięć po karku – bo tą miarą salon liczy polską pozycję w Europie – a może ktoś z nich dostałby intratną synekurę w Brukseli, czym powinniśmy się cieszyć jako wyrazem uznania dla naszego narodu.
Agresywna polityka Rosji i zwiększająca się potęga Chin, nie zapominając o odejściu Trumpa, doprowadziły do odtworzenia się poczucia wspólnoty Zachodu na bazie wspólnych interesów i wartości demokratycznych, rządów prawa i prawa państw do wyboru sojuszy
– pisze Smolar, a ja zastanawiam się, czy powtarzanie brukselskiej politgramoty spowodowało, że przestał widzieć sprawy ewidentne, jak choćby to, że Niemcy wyraźnie dystansują się od amerykańsko-chińskiej rywalizacji i, wykorzystując UE, chcą odegrać osobną, mocarstwową rolę? Nie dostrzega także Smolar, że hasła „wartości demokratycznych” i „rządów prawa” stają się zaprzeczeniem swojego elementarnego sensu i generalnie: nie odróżnia retoryki od praktyki. Być może zrozumieć to potrafią wyłącznie „prawicowi publicyści” i „prowincjonalni politycy”, bo światowcy wiedzą, że właściwie nic się nie zmieniło od początku lat 90., a dla naszego kraju od momentu, gdy zaczął aspirować do UE.
Artykuł z 33/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
