Środa czy Żakowski plotą bzdury o „polskim kolonializmie"
Środa czy Żakowski plotą bzdury o „polskim kolonializmie"

Rodowe oligarchie z terenu dzisiejszej Ukrainy, np. Ostrogscy, Wiśniowieccy, Czartoryscy czy Zasławscy, z pochodzenia były ruskimi książętami, czyli to byli „sami swoi".
Uchodzące za intelektualistów różne lewicowo-liberalne nieuki, takie jak Magdalena Środa, Jacek Żakowski czy Sławomir Sierakowski, lansują tezę o „polskim kolonializmie" na Kresach Wschodnich w czasach I Rzeczypospolitej. W świetle metodologii badań historycznych oraz faktów jest to głębokie nadużycie. Współczesna nauka, m.in. historycy tacy jak prof. Andrzej Nowak czy prof. Daniel Beauvois ostro oddzielają zachodnioeuropejski model kolonialny od specyfiki dawnego państwa polsko-litewskiego. Choć system pańszczyźniany doprowadził do skrajnego wyzysku ruskiego chłopstwa, struktura polityczna I Rzeczypospolitej wykluczała klasyczny kolonializm.
Korona Polska nie podbiła militarnie Wielkiego Księstwa Litewskiego, w którego skład wchodziły dzisiejsze ziemie Białorusi i Ukrainy. Włączenie tych obszarów nastąpiło na mocy aktów prawnych (zwieńczonych Unią Lubelską w 1569 r.) na prośbę tamtejszych elit. Szlachta litewska i ruska otrzymały dokładnie takie same prawa, wolności i przywileje jak szlachta polska.
Kolonializm
Klasyczny kolonializm (angielski czy francuski) opierał się na wysysaniu kapitału z kolonii do centrum (metropolii). W I RP podatki z ziem ukraińskich czy litewskich nie trafiały do Warszawy czy Krakowa, lecz były konsumowane na miejscu przez lokalnych magnatów (często zresztą zrodzonych z rodów rdzennie ruskich, jak Wiśniowieccy, Ostrogscy czy Potoccy, którzy ulegli dobrowolnej polonizacji). Ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego zachowały do końca istnienia państwa własne wojsko, własny skarb, urzędy oraz odrębne prawo (Statuty Litewskie), co całkowicie zaprzecza kolonialnemu podporządkowaniu.
Zachodni kolonializm oznaczał podbój militarny, brak praw dla podbitych ludów, zaś I RP została stworzona poprzez dobrowolne unie polityczne. Dlatego nastąpiła w niej pełna integracja elit. W modelu zachodniej kolonizacji lokalne elity były marginalizowane lub likwidowane przez gubernatorów, w I RP lokalne elity miały równe prawa (szlachta ruska stała się częścią narodu politycznego). Zachodni kolonializm to eksploatacja surowców i wywóz bogactw do metropolii, zaś w I RP były one używane na miejscu i wpływały na bogacenie się lokalnych rodów magnackich. Typowa dla zachodnich kolonii była segregacja rasowa/etniczna przeprowadzana odgórnie. W I RP podział klasowy (feudalny) wynikał z przynależności do określonego stanu, a nie zależał od narodowości.
Prawda
W I Rzeczypospolitej to magnaci z ziem ukraińskich i litewskich kolonizowali oraz dominowali politycznie nad tymi z zachodu, ale ekspansja ta odbywała się na terytorium Ukrainy (Rusi), a nie na ziemiach Wielkopolski, Małopolski czy Mazowsza. Magnaci z Wołynia, Kijowszczyzny (te województwa włączono do Korony w 1569 r.) czy Wielkiego Księstwa Litewskiego byli nieporównywalnie potężniejsi od rodów z Wielkopolski, Małopolski czy Mazowsza. Posiadłości takich rodów, jak Ostrogscy, Wiśniowieccy, Zasławscy, Koniecpolscy (na Ukrainie) czy Radziwiłłowie i Sapiehowie (na Litwie) były wielkości średnich państw europejskich. Dla porównania, magnat z Wielkopolski czy Mazowsza posiadał kilkanaście lub kilkadziesiąt wsi. Jeremi Wiśniowiecki tylko na Ukrainie Zadnieprzańskiej posiadał 38 miast i ponad 3600 wsi, zamieszkanych przez ponad 200 tysięcy poddanych.
W XVI i XVII wieku doszło do paradoksu, który całkowicie zaciera granicę między „Koroną" a „Rusią". Rodowe oligarchie z terenu dzisiejszej Ukrainy (np. Ostrogscy, Wiśniowieccy, Czartoryscy, Zasławscy, Zbarascy) z pochodzenia były książętami ruskimi, jednak w XVII wieku uległy one całkowitej polonizacji i przeszły na katolicyzm. To byli „sami swoi", choć ich losy różnie się potoczyły, czego najlepiej dowodzą biografie Dymitra Wiśniowieckiego (zm. 1563) i Jeremiego (Jaremy) Wiśniowieckiego (zm. 1651). Obaj należeli do tego samego potężnego rodu książęcego pieczętującego się herbem Korybut. Ukraińska pamięć zbiorowa dokonała całkowitego rozdzielenia tych dwóch postaci, oceniając je wyłącznie przez pryzmat mitu kozackiego.
Dymitr Wiśniowiecki „Bajda", jest uznawany za legendarnego ojca kozaczyzny i na współczesnej Ukrainie funkcjonuje jako postać jednoznacznie pozytywna, wręcz pomnikowa. W ukraińskiej świadomości zlał się w jedno z postacią „Bajdy" – bohatera niezwykle popularnej ukraińskiej pieśni ludowej („Duma o Bajdzie"). Według legendy, uwięziony przez Turków i powieszony na haku za żebro, do końca drwił z sułtana. Jego pomniki stoją m.in. w Zaporożu oraz w rodzinnym Wiśniowcu. Ukraińskie ulice noszą jego imię, a w podręcznikach jest przedstawiany jako pierwszy wielki obrońca Ukrainy przed najazdami tureckimi.
Jeremi to w ukraińskim dyskursie historycznym postać skrajnie negatywna. Jego czarna legenda – ukształtowana w XIX wieku przez literaturę (m.in. Tarasa Szewczenkę) – dominuje do dziś. Jeremi urodził się w rodzinie prawosławnej (jego stryjem był słynny metropolita Piotr Mohyła). Jego przejście na katolicyzm w 1632 r. jest na Ukrainie interpretowane jako akt zdrady własnego narodu i wiary dla kariery politycznej w Rzeczypospolitej. Dla Ukraińców Jarema to przede wszystkim bezwzględny pacyfikator powstania Chmielnickiego. Pamięta mu się wbijanie Kozaków na pale i palenie zbuntowanych wsi. Jednak funkcjonują też na Ukrainie historycy, którzy zwracają uwagę na wielki wkład Jaremy w rozwój gospodarczy Ukrainy Zadnieprzańskiej. Przed 1648 rokiem stworzył on na pustkowiach „Państwo Wiśniowieckich" (z główną siedzibą w Łubniach), budując od zera dziesiątki miast i cerkwi. Jarema bywa więc postrzegany nie jako „polski okupant", lecz jako potężny, rdzennie ruski magnat, który bronił po prostu własnego imperium przed rebelią chłopsko-kozacką.
Magnaci ze wschodu
Królewięta ruscy i litewscy utrzymywali regularne wojska liczące tysiące żołnierzy. Magnaci z głębi Polski (np. z Wielkopolski) nie mieli ani takich funduszy, ani militarnej potrzeby posiadania prywatnych armii. Gigantyczna przewaga finansowa pozwalała magnatom ze wschodu masowo korumpować i kupować głosy ubogiej szlachty mazowieckiej czy małopolskiej na sejmikach i elekcjach, przez co realna władza w państwie w XVII i XVIII wieku przesunęła się na wschód.
Wpływ prywatnych armii magnackich (zwłaszcza tych z Kresów Wschodnich i Litwy) na królów w Warszawie w XVII i XVIII wieku był destrukcyjny dla centralnej władzy państwowej. W realiach ustrojowych I Rzeczypospolitej prywatne wojska oligarchów były potężniejszym narzędziem politycznym niż oficjalne wojsko państwowe (kwarciane i komputowe). W wielu momentach historycznych prywatne armie ruskich magnatów przewyższały liczebnością siły, którymi dysponował król.
Podczas rokoszów magnaci rzucali swoje prywatne pułki przeciwko wojskom królewskim. W czasie rokoszu Zebrzydowskiego (1606–1609) czy rokoszu Lubomirskiego (1665–1666) królowie musieli walczyć na polu bitwy z własnymi poddanymi. Zwycięstwo Jerzego Lubomirskiego pod Mątwami (1666 r.) nad wojskami króla Jana Kazimierza całkowicie złamało plany reformy państwa i wprowadzenia elekcji vivente rege (wyboru następców za życia króla).
Magnat otoczony tysiącami lojalnych, opłacanych przez siebie żołnierzy mógł ignorować wyroki sądów królewskich. Gdy król ogłaszał kogoś infamisem, jak np. Samuela Zborowskiego czy Janusza Radziwiłła, wykonanie wyroku bez zgody innych magnatów było nierealne, bo urzędnicy królewscy bali się prywatnych wojsk skazanego.
Najpotężniejsi magnaci prowadzili własną, niezależną dyplomację i wojny, często wciągając całe państwo w konflikty wbrew woli monarchy w Warszawie. To prywatne armie magnatów (głównie Jerzego Mniszcha i Konstantego Wiśniowieckiego) wyruszyły w 1604 r. na Moskwę, aby osadzić na tronie Dymitra Samozwańca. Król Zygmunt III Waza oficjalnie odcinał się od tej wyprawy, ale nie miał siły jej zatrzymać. Ostatecznie awantura ta doprowadziła do krwawej wojny z Rosją.
Magnaci z południowo-wschodnich Kresów (np. Potoccy, Koreccy) regularnie najeżdżali Mołdawię, próbując osadzać tam swoich krewnych na tronie. Działania te prowadzili bez zgody króla, prowokując imperium osmańskie, co bezpośrednio doprowadziło do tragicznych w skutkach wojen z Turcją (w tym bitwy pod Cecorą w 1620 r.). Prywatne wojska magnatów były głównym narzędziem paraliżowania prac państwa na poziomie lokalnym i centralnym.
Szlachta zjeżdżająca na sejmiki ziemskie czy sejm walny do Warszawy często stawała w obliczu „argumentu siły". Magnaci wprowadzali do miast swoje oddziały, które otaczały miejsca obrad. Pod lufami muszkietów i szablami prywatnych żołnierzy uciszano posłów lojalnych wobec króla, zmuszano do zrywania sejmów (liberum veto) oraz wymuszano na królu nadawanie urzędów i ziem (królewszczyzn) dla konkretnych rodów magnackich. W rzadkich momentach, gdy państwo było bankrutem, a król nie miał za co wystawić wojska, prywatne armie magnatów ratowały Rzeczpospolitą przed zagładą. Podczas powstania Chmielnickiego (1648 r.), gdy wojska koronne zostały rozbite pod Żółtymi Wodami i Korsuniem, jedyną realną siłą powstrzymującą Kozaków była prywatna armia księcia Jeremiego Wiśniowieckiego (licząca do 6 tysięcy świetnie wyszkolonych żołnierzy). Podobnie na Litwie Radziwiłłowie z własnych kieszeni opłacali pułki, które broniły granic przed najazdami moskiewskimi i szwedzkimi.
Państwo w państwie
W XVII i XVIII wieku posiadanie prywatnej armii czyniło z magnata „państwo w państwie". Król w Warszawie zamiast być suwerennym władcą, stawał się często jedynie mediatorem pomiędzy potężnymi oligarchami, którzy siłą swoich wojsk dyktowali warunki polityczne całej Rzeczypospolitej.
Wielkopolska, Małopolska i Mazowsze były regionami gęsto zaludnionymi, o w pełni uregulowanej strukturze własnościowej od stuleci. Nie było tam „wolnych" latyfundiów do przejęcia. Przedmiotem ekspansji były „Dzikie Pola" oraz wschodnie rubieże województw kijowskiego, bracławskiego i czernihowskiego. To tam znajdowały się gigantyczne, niezagospodarowane przestrzenie.
To rdzenni mieszkańcy Mazowsza, Małopolski i Lubelszczyzny (chłopi szukający wolności od pańszczyzny oraz uboga szlachta) uciekali lub byli sprowadzani przez magnatów na wschód, by zasiedlać tamtejsze pustki. To może i była demograficzna ekspansja Korony na Ruś, ale zarządzana przez tamtejszych magnatów. W sensie politycznym i ekonomicznym, magnateria ze wschodu zdominowała i podporządkowała sobie szlachecką demokrację rdzennej Polski (Korony). Taki to był ten rzekomy „polski kolonializm".
