Rozalii dylematy poznawcze. "Przecież to PiS chroni granice"Rozalii dylematy poznawcze. "Donald pisze, że granice państwa powinny być chronione. Przecież to PiS chroni granice"

Rozalia usiłuje uporządkować myśli. Wszystko przez ten zamęt, który wprowadził Donald, więc Łukaszenka jest taki sam, bo przepędza uchodźców, których PiS nie chce przyjąć.
Rozalia jest w rozterce. Ten niezwykły dla niej stan sam się napędza, a więc wzmaga. Wszystko zawsze było proste i jasne.
Wypracowany przez eurodemokratyczną opozycję program pozwala reagować w każdych okolicznościach, a streszcza się w lapidarnej formule: „J…ć PiS”. A tu nagle sam Donald pisze, że granice państwa powinny być chronione. Przecież to PiS chroni granice, należy więc je atakować. Jeśli coś PiS robi, należy być przeciwko, na tym polega opozycja totalna. Państwo, w którym władzę sprawuje PiS, nie jest naszym państwem i należy z nim walczyć wszelkimi siłami i środkami, a tu Donald…
Donald, czytam ten wpis, w kontekście sytuacji w Afganistanie i informacji docierających od NGOsów, które są dziś na naszej wschodniej granicy, i… nie pojmuję!
– napisała Rozalia na Twitterze. Wprawdzie tłumaczyli, że Afganistan nic do akcji Łukaszenki nie ma, a imigranci na granicy to nie Afgańczycy, ale w tej kwestii – jak i we wszystkich innych poza tą ostatnią – nic nie potrafi popsuć dobrego samopoczucia Rozalii. Wie przecież, że sprawy trzeba ujmować szeroko, a czepianie się narodowości ludzi prześladowanych przez PiS jest skandalem.
Czyżby Donald zapomniał j…ć PiS? Obecna konfuzja przypomina Rozalii rozterkę, z jaką przyjęła hasło, pod którym teraz podpisuje się bez reszty. Na początku uwierał ją potencjalny wulgaryzm. W domu uczono, że niecenzuralnych słów się nie używa, a ze swojego wychowania i rodziny była dumna. Rodzina była uzasadnieniem jej roli i zobowiązaniem, a więc zobowiązywała, aby wziąć odpowiedzialność za innych i całą Europę. Do Brukseli trafiali tacy jak ona, a w każdym razie powinni, bo byli jednak inni, ci, którzy nie powinni się znaleźć nie tylko w Brukseli, ale w ogóle w polityce i dlatego należy otoczyć ich sanitarnym kordonem. Polityka to dziedzina arystokracji. Arystokracji ducha i umysłu. Takie jest tego słowa znaczenie. Dlatego można awansować do arystokracji ze względu na moralno-intelektualne przymioty. Dziś zresztą tylko we własnym gronie można tak ją nazywać, publicznie określa się ją jako merytokrację, autorytety albo profesjonalistów, czyli takich, którzy wiedzą więcej. Tak jak Rozalia, która wie, że lepiej razem niż osobno, lepiej wspólnie niż przeciw sobie, lepiej budować, niż niszczyć, a przede wszystkim: populistów gnać i j…ć PiS, bo władzę muszą sprawować jej godni. Szybko więc dała się przekonać pisarzom, profesorom i ogólnie intelektualistom, że gwiazdki eliminują wulgaryzm, a wezwanie nie ma nikogo obrażać, gdyż stanowi językową ekspresję, która manifestuje niezadowolenie, ma nadać siłę przekazowi i wpłynąć na rzeczywistość. Odwrotnie niż obraźliwe sugestie Kaczyńskiego, że to Polacy gorszego sortu wysługiwali się ościennym potęgom.
Rozalia właściwie nie miałaby nic przeciwko obrażaniu nienawistników z PiS, choćby za to, że dzielą Polaków, ale skoro jest w partii miłości, gotowa jest zapomnieć o uzasadnionych urazach.
Następne hasło: „Wypierdalać!” było tylko rozwinięciem pierwszego, nie prowokowało więc u Rozalii żadnych niewygodnych dylematów. I ta Lempart… taka wytworna dama… zaraz, ona nie uznaje się za kobietę… Nieważne! Ważne, aby j…ć PiS! Zawsze i wszędzie, jak mówi Władek. A teraz… Donald nie odpowiada. Coś napisał Budka, ale kto to jest Budka? Porzuciła go dla Hołowni, który wzruszał swoją wrażliwością. Potem Donald wrócił i Rozalia nie miałaby nic przeciwko ménage à trois, gdyby nie ten intelektualny zamęt. I dodatkowo Bruksela poparła PiS… Nie, tak źle chyba nie jest, chociaż jeśli Unia poparła uszczelnianie granic, a właśnie to robi PiS, to jak go za to j…ć? Dylematy się piętrzą. A zaczynało się, jak powinno. Żołnierzy, którzy wypełniają rozkazy PiS, Władek nazwał psami i śmieciami, bo wojsko, które słucha PiS, to nie wojsko, Jachira porównała znęcanie się nad uchodźcami do Holokaustu, który Polacy zgotowali Żydom, Sterczewski dzielnie mylił pisowskich pograniczników, Kramek, gdy upewnił się, że ma poparcie niezawisłych sądów, organizował niszczenie urządzeń granicznych, dzielnie pomagaliśmy Łukaszence… zaraz, zaraz. Rozalia pogubiła się. Może jednak nie Łukaszence, bo on jest jak PiS, choć jeśli z PiS walczy, to przecież robi właściwie… Nie! Rozalia usiłuje uporządkować myśli. Wszystko przez ten zamęt, który wprowadził Donald, więc Łukaszenka jest taki sam, bo przepędza uchodźców, których PiS nie chce przyjąć… tak, teraz jest właściwie. Dlaczego więc Donald i Unia… Może ktoś ich wprowadził w błąd? Rozalia gotowa jest jechać do Brukseli, żeby pogadać z Fransem albo z Ursulą, przecież zawsze znajdują wspólny język, ale wcześniej musi porozumieć się z Donaldem, który nie odpowiada, a ona sama czuje się coraz bardziej zagubiona. Powtarza: „J…ć PiS” i to ją trochę uspokaja.
Artykuł z 37/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
